W skrócie
- PPK przechodzi drugi obowiązkowy przegląd, zakończono etap zbierania uwag i propozycji zmian, a teraz decyzje należą do Ministerstwa Finansów.
- Wśród zgłoszonych propozycji są m.in. dodatkowe bonusy za wytrwałość, zwolnienia podatkowe od wpłat pracodawcy oraz zwiększenie limitu dobrowolnej składki pracownika do 8 proc.
- Większość ocen programu jest pozytywna, coraz więcej osób uczestniczy w PPK, a rynek nie chce rewolucji, lecz popiera drobne korekty bez zaostrzania zasad zwrotów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
To będzie już drugi przegląd Pracowniczych Planów Kapitałowych, które zaczęły wchodzić w życie (stopniowo od największych firm do małych) w połowie 2019 roku, a coraz większa grupa przekonuje się, że z pozostania w programie i niewypisywania się wynikają wymierne korzyści - co na kontach PPK widzą zwłaszcza ci, którzy są w nim od początku. Po latach funkcjonowania wychodzą mniej ekonomiczne, a bardziej behawioralne efekty, ale także te elementy, które można lepiej skalibrować w obecnym otoczeniu gospodarczym - z uwzględnieniem celu programu, czyli gromadzenia oszczędności na czasy emerytury.
Według najnowszych publikowanych danych w programie jest już 4,2 mln osób i 47 mld zł.
- Generalnie sam program PPK oceniam bardzo pozytywnie. Uważam, że to jedna z najlepszych reform poprzedniego rządu, obok 500+, dziś 800+, jeśli chodzi o rozwiązania systemowe w polityce społecznej. Z punktu widzenia celu problem polega jednak na tym, że wprawdzie grupa oszczędzających jest duża, ale są to najczęściej ludzie zatrudnieni na etatach w dobrych firmach, z relatywnie dobrym wynagrodzeniem. Tymczasem w małych przedsiębiorstwach czy NGO-sach wiele osób rezygnuje z PPK od razu, niejako automatycznie, przy podpisywaniu umów o pracę. Znam sytuacje, w których ktoś podpisuje umowę i tego samego dnia podpisuje rezygnację. Może warto szukać metod włączania do programu osób mniej zamożnych. Teoretycznie istnieje możliwość płacenia niższej, bo zaledwie 0,5-proc. składki przy niższych dochodach, ale niewiele osób z tej możliwości korzysta. A to właśnie te osoby będą miały niskie emerytury - mówi Interii Janina Petelczyc, ekspertka ds. systemów emerytalnych i polityki społeczno-ekonomicznej z Katedry Ubezpieczenia Społecznego SGH.
Jak dodaje, ma wątpliwości, czy potrzebujemy dopłat od państwa, choć zaznacza od razu, że ich skasowanie mogłoby być kontrowersyjne.
- Jednak dopłaty dostają tylko ci, którzy są w systemie, czyli w praktyce raczej osoby zamożniejsze. Wszyscy podatnicy, również ci, którzy w PPK nie są, dokładają się do dodatkowych zachęt dla osób lepiej sytuowanych. Dopłaty są stałym elementem programu, więc na tym etapie nie widzę możliwości, żeby je zlikwidować, ale nie widzę też potrzeby ich podwyższania czy waloryzowania.
Chodzi o wpłatę powitalną 250 zł i dopłatę roczną w wysokości 240 zł.
Janina Petelczyc przyznaje, że od początku programu uważała, iż warunki i częstotliwość wcześniejszego wycofywania środków z programu, czyli tzw. zwrotów, są zbyt liberalne, ale na tym etapie nie powinno się tego zmieniać, bo naruszyłoby to zaufanie do programu. Choć jak zastrzega, sama możliwość wcześniejszej wypłaty swoich środków jest uzasadniona.
- To, co realnie można zmienić, to umożliwić najmłodszym uczestnikom niższe wpłaty pracownika niż obecne 2 proc., a potem zwiększać je z wiekiem. Są kraje, w których składka rośnie stopniowo wraz z wiekiem czy stażem - zaczyna się niżej, a potem automatycznie zwiększa. To mogłoby zachęcić młodych, którzy nie myślą o emeryturze i kierują się tym, jaką pensję netto dostaną.
Rynek stawia na premiowanie wytrwałych oszczędzających
Z kolei Oskar Sobolewski, prawnik i ekspert emerytalny i rynku pracy, w pierwszej kolejności proponuje waloryzację dopłaty rocznej, bo wpłata powitalna jest jednorazowa i nie ma takiego znaczenia.
- Jeśli waloryzować, to można objąć tym oba elementy. Dobrze byłoby też, żeby mechanizm waloryzacji był na stałe wpisany do ustawy, a nie określony jako sztywna kwota jak dziś. Dzięki temu nie trzeba byłoby znowu zmieniać przepisów za kilka lat. Drugie rozwiązanie, które proponowałbym, to stworzenie mechanizmu zachęcającego do pozostawania w PPK i premiowania osób, które regularnie oszczędzają i nie robią zwrotów, czyli wypłat w trakcie programu. Uważam, że przepisów dotyczących możliwości zwrotu nie należy ruszać - możliwość wypłaty w dowolnym momencie ma swoje wady, ale mimo wszystko ma więcej zalet i powinna pozostać - mówi Sobolewski.
Przypomnijmy, że oszczędności w PPK są środkami prywatnymi i w związku z tym od początku program zakładał, że jego uczestnik może w każdej chwili wypłacać swoje środki razem z lwią częścią wpłat od pracodawcy, a potrącane w tej sytuacji są dopłaty od państwa i tylko niewielka część wpłaty pracodawcy wędruje na konto w ZUS. Z tej opcji w ramach tzw. zwrotu korzysta spora część uczestników. To gwarancja prywatności środków, dlatego eksperci nie chcą ograniczeń, ale dodatkowych zachęt dla tych, którzy nie wypłacają.
Oskar Sobolewski proponuje, aby osoby, które są w PPK dłużej, oszczędzają regularnie i nie robią wypłat, otrzymywały - poza dopłatami rocznymi - dodatkowy bonus, np. dopłatę co pięć lat uczestnictwa. Chodzi o to, żeby jeszcze mocniej podkreślić, że PPK jest programem długoterminowym z myślą o emeryturze, a nie narzędziem do krótkoterminowych wypłat. Jak zaznacza, są sytuacje życiowe, jak utrata pracy - takich osób nie należy karać - ale generalnie chodzi o premiowanie tych, którzy przez większość roku oszczędzają i nie wypłacają środków.
Sobolewski jednocześnie podkreśla, że każde zaostrzenie zasad zwrotów tylko zaszkodziłoby programowi.
Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych w ramach konsultacji społecznych zgłosiło 10 propozycji zmian. Wśród nich brak podatku dochodowego od wpłat pracodawcy na PPK, co również ma iść w kierunku dodatkowej motywacji do oszczędzania z myślą o przyszłej emeryturze, a nie wypłacania środków na bieżące potrzeby.
Coraz więcej uczestników i rekordowe aktywa programu
Obecnie wpłaty do PPK finansowane przez pracodawcę - zarówno podstawowe, jak i dodatkowe - stanowią przychód uczestnika PPK. Pracodawca ma obowiązek naliczyć i pobrać od tych wpłat zaliczkę na podatek dochodowy zgodnie z obowiązującą pracownika skalą podatkową (12 proc. albo 32 proc.).
SII rekomenduje, aby wpłaty finansowane przez pracodawcę nie były objęte podatkiem dochodowym - analogicznie do ich zwolnienia z podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe.
Zwolnienie miałoby obowiązywać wyłącznie pod warunkiem braku wcześniejszych wypłat z PPK. Gdyby ktoś zdecydował się na wcześniejsze wycofanie środków, wówczas musiałby dopłacić zaległy podatek dochodowy.
- Obecnie ta część składki jest traktowana jako dochód i podlega PIT-owi. Kwoty podatku są wprawdzie niewielkie, ale są osoby, które uznawały ten podatek za barierę. Mówiły, że skoro składka jest opodatkowana, udział w programie wydaje im się mniej opłacalny. Nasza propozycja miałaby obniżyć tę barierę wejścia. Oczywiście oznaczałoby to koszt dla budżetu, bo dziś państwo pobiera ten podatek, ale mogłoby to przynieść pozytywny efekt z punktu widzenia programu - mówi Interii Michał Żuławiński z SII.
Stowarzyszenie proponuje też zwiększenie maksymalnego limitu dobrowolnej składki pracownika do 8 proc.
Teraz składka podstawowa pracownika wynosi 2 proc., ale może on zwiększyć ją do 4 proc. Po stronie pracodawców składka pozostałaby bez zmian.
Łącznie dawałoby to możliwość odkładania w PPK od 2 do 10 proc. wynagrodzenia po stronie pracownika oraz 1,5-4 proc. po stronie pracodawcy.
- Kiedyś zakładano, że pracodawcy będą traktować wyższe składki jako element systemu premiowego, ale w praktyce się to nie upowszechniło. Zwiększenie limitu dobrowolnej składki pracownika do 8 proc. byłoby rozwiązaniem dla osób, które chciałyby podnieść poziom oszczędności. Wiele osób jest w PPK tylko dlatego, że zostali automatycznie zapisani i nie podejmują żadnych dalszych działań, to znaczy nie uczestniczą w innych programach. Dla takich uczestników łatwiej jest poprosić kadry o podwyższenie składki, niż samodzielnie zakładać IKE, IKZE czy rachunek inwestycyjny. Obecne składki są stosunkowo niskie i w dłuższym czasie mogą okazać się niewystarczające, więc podwyższenie limitu mogłoby realnie pomóc - mówi Interii Żuławiński.
Z ankiety przeprowadzonej na SII.org.pl wynika, że inwestorzy indywidualni w większości dobrze lub bardzo dobrze oceniają Pracownicze Plany Kapitałowe. Jednocześnie dostrzegają potrzebę zmian, choć nie rewolucyjnych.
Postulaty zmian: Więcej zachęt, bez zaostrzania zasad zwrotów
SII rekomenduje poluzowanie limitów inwestycyjnych i pozostawienie zarządzającym PPK większej swobody - zwłaszcza odejście od konieczności inwestowania dużej części aktywów w WIG20, ale także zwiększenia udziału akcji we wszystkich kategoriach wiekowych.
Przypomnijmy, że program działa w oparciu o fundusze zdefiniowanej daty, co oznacza, że profil inwestycyjny i poziom ryzyka są dopasowane do wieku uczestnika i zmieniają się automatycznie.
- W kwestii polityki inwestycyjnej proponujemy zwiększenie udziału akcji. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że popularność obligacji oszczędnościowych bardzo wzrosła, więc wiele osób i tak posiada w swoich aktywach instrumenty o niskim ryzyku. W długim terminie większy udział akcji byłby uzasadniony, szczególnie dla młodszych uczestników - tłumaczy Żuławiński.
Wśród propozycji jest też ograniczenie łącznych kosztów zarządzania. Obecnie ustawa o PPK ogranicza koszty zarządzania do 0,5 proc. wartości aktywów netto w skali roku, ale jednocześnie wprowadza katalog kosztów wyłączonych spod tego limitu. Są to m.in. prowizje i opłaty związane z transakcjami, wynagrodzenie depozytariusza czy koszty druku materiałów informacyjnych.
Termin zgłaszania uwag minął 28 lutego i teraz piłka jest po stronie Ministerstwa Finansów, które musi przeanalizować uwagi, przedstawić sprawozdanie i zdecydować, czy chce wprowadzić jakiekolwiek zmiany do programu. Choć wielokrotnie komunikowano już, że nie będzie zmian zaostrzających warunki dotyczące zwrotów.
Monika Krześniak-Sajewicz















