Reklama

Wojna na słowa z NBP

Kto będzie miał wpływ na sektor bankowy w Polsce? Prezes NBP czy szef KNF? W tej potyczce decydujący głos będzie miał nowy rząd. Rozmawiamy ze Stanisłąwem Kluzą, przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego.

Trwa boom kredytowy. Czy pana zdaniem Polacy zadłużają się w nadmiernym tempie, a banki prowadzą zbyt ryzykowną politykę kredytową?

- Zawsze gdy występuje zwiększone ryzyko dynamiki wzrostu cen, pojawia się podwyższone prawdopodobieństwo wzrostu kosztu pieniądza, a to się przekłada na koszt obsługi kredytów. To żółte światło dla gospodarstw domowych, które zastanawiają się nad zaciągnięciem kolejnych zobowiązań w bankach. Nadzór zachęca banki do prowadzenia bezpiecznej polityki kredytowej, wprowadzania wewnętrznych regulacji i standardów. Nie możemy jednak wyręczać banków w ustalaniu strategii kredytowej, choć oczywiście pilnujemy, by prowadzona przez banki polityka nie zagrażała bezpieczeństwu depozytów.

Koszty kredytów wzrosną

Ostatnie dane o inflacji za październik, która sięgnęła 3 proc. spowodowały, że podwyżka stóp procentowych jeszcze w listopadzie jest niemal pewna. Kolejnych, co najmniej dwóch podwyżek analitycy spodziewają się w pierwszej połowie przyszłego roku. Rynkowe stopy już wzrosły i w szybkim tempie drożeją kredyty hipoteczne. Średnie oprocentowanie w złotych wynosi 6,32 proc. Zadłużenie Polaków z tytułu kredytów hipotecznych przekroczyło już 109 mld zł.

W najbliższym czasie rozstrzygnie się sprawa integracji nadzoru finansowego i bankowego. Prezydent złożył w Sejmie swój projekt ustawy, przesuwający połączenie nadzorów do 2013 roku. KNF chce integracji od stycznia 2008 r. Czy będzie pan lepszym nadzorcą sektora bankowego niż Sławomir Skrzypek?

- Nie chciałbym rozstrzygać tego sporu w kategoriach personalnych, lecz systemowych i instytucjonalnych. W kraju, w którym jest prowadzona aktywna polityka pieniężna, trzeba oddzielić ją od polityki nadzorczej i ostrożnościowej, która powinna być realizowana przez niezależną instytucję.

Do tej pory nadzór bankowy był sprawowany przez NBP, może pan podać przykłady na to, że ten system się nie sprawdził?

- Umiejscowienie nadzoru bankowego przy NBP niesie różnego rodzaju zagrożenia. Przykładowo w sytuacji, w której prezes NBP ma swoją wizję polityki pieniężnej i przegrywa głosowanie w Radzie Polityki Pieniężnej, istnieje pokusa, żeby realizować politykę pieniężną narzędziami nadzorczymi i np. wpływać na wzrost lub zmniejszenie podaży pieniądza.

Wojna na słowa z NBP

Zgodnie z obowiązującą ustawą, od 1 stycznia 2008 r. nadzór bankowy ma zostać włączony do KNF. Pomysł przesunięcia integracji nadzoru bankowego i pozostawienia go w gestii banku centralnego forsuje szef NBP Sławomir Skrzypek, wspierany do niedawna przez rząd PiS, który przygotował w sierpniu projekt zmieniający ustawę. W ubiegłym tygodniu podobny projekt nowelizacji ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym wniósł prezydent. Nadzór bankowy kontroluje funkcjonowanie banków, zatwierdza prezesów i członków zarządu banków, wydaje pozwolenia na tworzenie banków i ma dostęp do tajemnicy bankowej.

Nawiązuje pan do ostatnich posiedzeń RPP, w trakcie których Sławomir Skrzypek był przegłosowywany przez pozostałych członków Rady?

- Takie sytuacje zdarzały się również wcześniej. Poprzedni prezes Leszek Balcerowicz, zwolennik jastrzębiej polityki pieniężnej, także niejednokrotnie przegrywał głosowania w RPP.

Jakie są pana relacje personalne z prezesem NBP?

- Nasze instytucje realizują swoje ustawowe cele.

Czy w związku z tym widzi pan problemy techniczne związane z łączeniem nadzoru bankowego i finansowego?

- KNF pracuje nad integracją od ponad roku i jesteśmy do tej operacji w pełni przygotowani. NBP również deklaruje, że z jego strony nie powinno być żadnych problemów. Zostały już poniesione koszty przygotowania połączenia i według naszej wiedzy obie strony są przygotowane do integracji w styczniu 2008 r.

Może jednak przydałby się jeszcze rok, po to, by dopiąć wszystkie przygotowania. Tak, jak zależy prezesowi NBP. Gdyby w Sejmie pojawił się projekt ustawy przesuwający integrację na 2009 rok, poparłby pan takie rozwiązanie?

- To byłby zły pomysł, ponieważ to właśnie okres niepewności stwarza największe ryzyka kadrowe. Obecnie mamy taką sytuację, że pracownicy Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego nie wiedzą, kto tak naprawdę jest ich przełożonym - czy prezes NBP, w którego strukturach są zatrudnieni, czy KNB, dla której przygotowują materiały. Poza tym w tym roku kończy się konceptualny i legislacyjny etap prac nad wdrożeniem Nowej Umowy Kapitałowej (Bazylea 2), a od przyszłego roku zacznie się faza implementacyjna. To fantastyczny punkt startu zintegrowanego nadzoru, jesteśmy do tego w pełni przygotowani.

Myśli pan, że w tej potyczce między KNF a NBP wesprze pana nowy rząd?

- Moim zadaniem jest poinformowanie rządu o konsekwencjach i ryzykach związanych z ewentualnym opóźnieniem połączenia nadzorów. Zwróćmy uwagę, że rok temu dwa duże urzędy - Komisję Nadzoru nad Ubezpieczeniami i Funduszami Emerytalnymi oraz Komisję Papierów Wartościowych i Giełd połączyliśmy bardzo sprawnie w trzy miesiące, bez żadnego przygotowania. Nie było żadnych problemów, a teraz mamy za sobą rok przygotowań i jesteśmy w stanie płynnie włączyć nadzór bankowy w struktury KNF.

Nie ma obawy, że po wchłonięciu GINB do KNF część pracowników Inspektoratu Bankowego ucieknie do sektora komercyjnego?

- Z punktu widzenia warunków zatrudnienia pracowników GINB sytuacja się nie zmieni. Bank centralny i KNF są instytucjami publicznymi. Z naszych informacji wynika, że nie ma niebezpieczeństwa odpływu kadr i nastroje wśród pracowników GINB są dobre.

Jakich zmian w składzie KNF można się spodziewać, oprócz wymiany dwóch członków, rekomendowanych przez ministra pracy i ministra finansów?

- Na te zmiany nie ma wpływu przewodniczący Komisji, swoich przedstawicieli desygnują bezpośrednio ministrowie.

Ale miał pan zastrzeżenia dotyczące osób nadzorujących w KNF pion funduszy emerytalnych?

- Decyzje w tej sprawie podejmie premier.

Co dalej z Narodowymi Funduszami Inwestycyjnymi?

- NFI nie są funduszami inwestycyjnymi i powinno dojść do kilku zmian w ich działaniu. Powinny one spełnić warunki funduszy inwestycyjnych, a jeśli ich nie spełniają, to powinny funkcjonować jako spółki akcyjne. Samo słowo narodowy w ich nazwie powinno zniknąć, ponieważ jest nieadekwatne do ich charakteru. NFI korzystają obecnie z przywilejów podatkowych, dla których nie znajdujemy uzasadnienia, a decyzje w tej sprawie powinien podjąć minister skarbu państwa i minister finansów.

Czy KNF ma informacje, że akcje PKN Orlen czy Grupy Lotos kupuje jakiś rosyjski koncern?

- KNF monitoruje obrót w kontekście wychwytywania zjawisk nietypowych, które w ujęciu statystycznym są charakterystyczne dla działań niezgodnych z obrotem na rynku regulowanym, czyli np. dla transakcji opartych na informacjach poufnych lub manipulowaniu kursem. Odnośnie do spółek paliwowych nigdy nie można mieć pewności, czy np. jakiś inwestor nie skupuje akcji przez inną spółkę. Natomiast, analizując obroty na tych spółkach, nie dostrzegamy sprzedaży ani wymiany dużych portfeli w sposób, który mógłby rodzić podejrzenia, że następuje tam koncentracja bądź skupowanie.

Rozmawiali:
Monika Krześniak, Robert Lidke i Kuba Kurasz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »