Reklama

Wielki Brat patrzy: Jak wiele wie o tobie Google i kto na tym korzysta?

Spersonalizowane oferty na podstawie historii zakupowych, zainteresowań i zachowań konsumentów w Sieci to dziś codzienność. Skąd e-biznes ma tak wiele danych o Internautach? Jak te dane wykorzystuje? Czy z punktu widzenia konsumenta internetowa inwigilacja może być korzystna?

Sklep czy rodzina? Kto wie o tobie więcej?

To, jak wiele wiedzą o nas firmy, dobrze obrazuje poniższa historia, która - wbrew zdrowemu rozsądkowi - nie jest filmową fikcją. Pewnego dnia do sklepu znanej sieci przyszedł ojciec nastolatki. Powiedział, że jego córka wciąż jeszcze jest w szkole średniej i nie życzy sobie dostawać kuponów promocyjnych na artykuły dla niemowląt. Oczywiście, skonfundowana obsługa sklepu próbowała wyjaśnić sprawę i po pewnym czasie pracownik sklepu zadzwonił do rodziny z przeprosinami. Telefon odebrał ojciec (i przyszły dziadek), informując, że przeprasza za swoje zachowanie. Córka faktycznie spodziewa się dziecka.

Reklama

Jak do tego doszło? Mechanizm jest bardzo prosty: system kuponów połączony z systemem magazynowym sklepu wysyła najpierw do klienta zestaw kuponów sprzecznych ze sobą np. kieliszki do wina i suplementy diety dla kobiet w ciąży. Na podstawie wyboru zakupów analitycy przewidzieli, że jeżeli w ramach wykorzystania kuponu klientka zakupi suplementy diety dla kobiet w ciąży, to kolejne kupony promocyjne automatycznie będą wybierały przedmioty z sektora rodzicielskiego.

Skąd firmy biorą informacje o Internautach?

Można się naprawdę zdziwić, wiedząc jak wiele informacji zbierają o nas Google, Facebook, sieci komórkowe i inne miejsca, do których stale transmitujemy swoje zachowania i nawyki. Często sami płacimy swoimi danymi osobowymi za dostęp do pewnych danych w obrębie Internetu. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie operacje związane z gromadzeniem danych o nas mają z punktu biznesu ogromne plusy. Dzięki temu otrzymujemy lepiej sprofilowane oferty, a firmy usługowe i producenci wiedzą, jakich rozwiązań potrzeba konsumentom. Bardziej dopasowana oferta sieci komórkowej, spersonalizowane produkty kosmetyczne i wiele innych bonusów wynika właśnie z tego, że jesteśmy na bieżąco poddawani analizie poprzez różne systemy informatyczne. Strategie sprzedażowe różnią się od siebie w zależności od branży, ale wszystkie te działania łączy jedno - wewnętrzny system zarządzania magazynem i badaniem popytu.

Jak to działa? System zarządzania łańcuchem dostaw

Jednym z takich instrumentów jest VMI (Vendor Manager Inventory), które oznacza optymalizację funkcjonowania łańcucha dostaw w wyniku zarządzania zapasami odbiorcy przez producenta. Proces ten zachodzi w oparciu o przewidywaną analizę potrzeb odbiorcy wynikającą z jego tendencji zakupowych. Algorytm najpierw ustala opłacalność produkcji, a następnie bierze pod uwagę wszystkie możliwe koszty produkcji i dystrybucji obliczając jednocześnie marżę przy minimalnym poziomie produkcji. Na gruncie tej filozofii skonstruowano narzędzia takie jak SAP SCM (Supply Chain Management) i SAP APO (Advanced Planning Optimizer), służące do optymalizacji procesów, skrócenia łańcucha dostaw, obniżenia kosztów produkcji i dystrybucji. Pozwalają one także na zwiększenie elastyczności w zakresie reagowania na potrzeby rynku i zmiany operacyjne. Narzędzia takie zdecydowanie pozwalają na skuteczne wyprzedzenie konkurencji.

Kto korzysta: Firmy czy klienci?

Na wdrożenia tych rozwiązań decydują się najwięksi rynkowi gracze z sektora produkcyjnego czy FMCG. Dzięki tego typu wdrożeniom firmom udaje się zwiększyć sprzedaż poprzez likwidację braków w asortymencie przy jednoczesnym zwiększeniu dostępności towaru.

- Efektywny sposób uzupełniania zasobów istnieje w oparciu o ideę VMI. Przenosi ona odpowiedzialność za planowanie produkcji na producenta. Wdrożenie tego podejścia wymaga otwarcia się na szeroką wymianę danych na wszystkich etapach łańcucha dostaw: od producenta aż po dane uzyskiwane od poszczególnych detalistów i konsumentów. Badanie i prognozowanie popytu jest możliwe tylko na podstawie wymiany danych. To benefit dla każdego elementu łańcucha dostaw - komentuje Michał Guzek, CEO Hicron.

Dzięki danym konsumentów pozostawianych w sklepach i ich internetowych odpowiednikach, a także przy okazji przeglądania Internetu pomagamy producentom lepiej dopasowywać ofertę dla nas. Jest to sytuacja typu win-win, gdzie wygrywa zarówno producent, dystrybutor, sklep i konsument, który finalnie otrzymuje dokładnie to, czego potrzebuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »