W skrócie
- Niektórzy eksperci twierdzą, że skoro w szczycie hossy w 1980 roku uncja złota była warta 9,9 proc. dochodu rozporządzalnego na osobę w USA, to teraz też mogłaby osiągnąć ten pułap i kosztować 6 600 dolarów.
- W 1979 roku świat zmagał się z galopującą inflacją, kryzysami energetycznymi i wstrząsami politycznymi na Bliskim Wschodzie. Cenowy rekord złota w 1980 roku był poprzedzony wzrostem notowań uncji o 120 proc. w ciągu zaledwie jednego roku.
- Metale szlachetne są rekordowo drogie także na polskim rynku. Cena uncji złota przekroczyła 13 600 zł, a uncji srebra - 160 zł.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W ostatnich tygodniach złoto raz za razem poprawia cenowy rekord wszech czasów. Pod koniec września na giełdzie w Nowym Jorku za uncję kruszcu w najaktywniejszej serii kontraktów terminowych płacono ponad 3 820 dolarów. Od początku roku złoto wyrażone w amerykańskiej walucie podrożało o ponad 40 proc.
Srebro nie chce być gorsze od "bogatszego brata". Ostatnio osiąga cenę najwyższą od wiosny 2011 roku - ponad 44,50 dolara za uncję. Trzeba jednak pamiętać, że srebru wciąż sporo brakuje do rekordu wszech czasów. Historyczny szczyt na poziomie 50 dolarów za uncję został zdobyty 45 lat temu.
Kiedyś złoto świeciło mocniej
Dla wielu analityków punktem odniesienia dla rynku złota jest stary rekord ze stycznia 1980 roku. Wtedy uncja osiągnęła pułap 850 dolarów, co przy ówczesnej sile waluty Amerykanów było wejściem na Mount Everest. Potem przez dziesięciolecia (aż do 2005 roku) kruszec był nominalnie tańszy.
W kwietniu tego roku, gdy uncja osiągnęła poziom 3 500 dolarów, ogłoszono pobicie nie tylko nominalnego, ale też realnego rekordu cenowego. Wspomniane 850 dolarów po upływie 45 lat i przy uwzględnieniu amerykańskiej inflacji jest bowiem równowartością dzisiejszych 3 500 dolarów.
Ostatnio pojawiła się jednak inna wizja możliwego szczytu cenowego. Christopher Wood, globalny szef strategii kapitałowej w Jefferies, a także niektórzy inni analitycy przesuwają potencjalne maksimum na poziom 6 600 dolarów za uncję. Przypominają, że w apogeum hossy w 1980 roku uncja złota była warta aż 9,9 proc. dochodu rozporządzalnego na osobę w Stanach Zjednoczonych. Dzisiejsza cena metalu, choć bardzo wysoka, jest odpowiednikiem tylko 5,6 proc. tego dochodu. Stąd wniosek, że powrót do historycznego szczytu realnej siły nabywczej złota wymagałby ceny za uncję nie mniejszej niż 6 600 dolarów.
Te wyliczenia wzmacniają argumentację komentatorów, którzy widzą perspektywę dalszego, szybkiego wzrostu ceny złota. Trzeba też pamiętać, że na rynkach metali szlachetnych panuje swoista asymetria. W czasach takich jak teraz, gdy sytuacja geopolityczna i ekonomiczna na świecie jest napięta, cena złota rośnie niewspółmiernie szybko. Z drugiej strony, w okresach gdy nie ma symptomów globalnego kryzysu, "żółty metal" tanieje w sposób umiarkowany.
Tu warto przypomnieć, że w niespokojnych latach 1976-80 cena złota wzrosła ponad czterokrotnie. W 1979 roku świat zmagał się z galopującą inflacją, kryzysami energetycznymi i wstrząsami politycznymi na Bliskim Wschodzie. Spadek zaufania do amerykańskiego dolara sprawił, że wielu inwestorów postawiło na złoto, widząc w nim aktywo zachowujące wartość w najbardziej dramatycznych momentach historii. Cenowy rekord w 1980 roku był poprzedzony wzrostem notowań uncji o 120 proc. w ciągu zaledwie jednego roku.
Fed pomaga metalom szlachetnym
Bodźcem dla najnowszego wzrostu ceny złota była wrześniowa decyzja amerykańskiego banku centralnego o obniżeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Ceny metali szlachetnych zwykle tym bardziej rosną, im bardziej maleją realne stopy. Gromadzenie złota, które nie wypłaca procentów ani dywidend, staje się wtedy atrakcyjniejsze niż trzymanie obligacji albo zakładanie lokat bankowych.
Co ciekawe, niektórzy decydenci z amerykańskiej Rezerwy Federalnej nie są zwolennikami rozpoczęcia cyklu cięcia stóp. O ostatniej decyzji o poluzowaniu polityki monetarnej mówią, że miała charakter doraźny i była reakcją na złe trendy na rynku pracy w USA. Wielu członków Fed jest jednak innego zdania. Stoją na stanowisku, że obecna polityka jest nadmiernie restrykcyjna i dają do zrozumienia, że są zwolennikami kilku obniżek stóp procentowych w tym i w 2026 roku. Ten punkt widzenia jest koronnym argumentem inwestorów stawiającym na "bezpieczną przystań" w postaci metali szlachetnych.
Przyczyny dzisiejszej hossy na rynku złota są też inne. Najważniejsze to: osłabienie dolara, uporczywa inflacja, ogromny wzrost popytu na kruszec ze strony banków centralnych i funduszy ETF oraz napięta sytuacja geopolityczna (Bliski Wschód, wojna rosyjsko-ukraińska, relacje USA-Chiny). Do wzrostu cen złota przyczyniają się także działania administracji prezydenta USA Donalda Trumpa, takie jak podważanie niezależności Rezerwy Federalnej i inicjowanie wojen handlowych z niemal całym światem.
Dużo dobrych prognoz
Cytowany przez agencję Reuters Giovanni Staunovo, analityk UBS, powiedział, że na rynku złota nadal widzi potencjał do wzrostów, z ceną uncji osiągającą 3 900 dolarów do połowy 2026 roku. Z kolei bank JP Morgan prognozuje, że w ostatnim kwartale tego roku uncja kruszcu średnio będzie kosztować 3 675 dolarów, a 4 tysiące dolarów w pierwszej połowie 2026 roku.
Ekonomiści JP Morgan w swojej projekcji przyjmują, że na dotychczasowym poziomie utrzymają się napływy do funduszy ETF, kontynuowane będą cięcia stóp procentowych, a także wielkie zakupy metalu przez banki centralne. Z tym ostatnim warunkiem koresponduje niedawna informacja agencji Bloomberg, że Ludowy Bank Chin zachęca inne kraje, by gromadziły rezerwy w postaci złota.
Wyjątkowo optymistyczną wizję przedstawia The Gold & Silver Club, który podniósł swój oficjalny cel cenowy dla "królewskiego metalu" do 5 tysięcy dolarów za uncję. Zaznacza przy tym, że nie jest to ekstremalny scenariusz, ale prognoza bazowa. Eksperci tej instytucji są zdania, że mamy w tej chwili supercykl surowcowy 2.0, a złoto jest jego niekwestionowanym liderem.
Polski popyt na kruszce
Metale szlachetne rekordowo drogie są także na polskim rynku. W transakcjach kasowych cena uncji złota wybiła się ostatnio ponad poziom 13 600 złotych. Dla porównania, w październiku zeszłego roku notowano 10 800 złotych. W Polsce kruszec ciągle nie traci waloru dobrej inwestycji długoterminowej. Kurs "królewskiego metalu" wyrażony w złotych ma za sobą sześć lat z rzędu zakończonych na plusie. Na początku 2015 roku uncja złota kosztowała 4 200 zł. To oznacza, że przez dziesięć i pół roku podrożała o ponad 220 proc.
Nie wolno jednak zapominać, że za 13,6 tysiąca złotych za uncję nikt nam nie sprzeda sztabki lub monety bulionowej. Za fizycznie istniejące złoto trzeba zapłacić więcej. Nabywcy w tym wypadku muszą pokryć koszty wybicia i dostawy monet oraz opłacić marżę dilera. W tej chwili monety o wadze uncji trojańskiej (31,1 g) kosztują około 14 tysięcy złotych.
Srebro w pogoni za "bogatszym bratem"
O wysokich cenach srebra decyduje nie tylko to, że jest ono - podobnie jak złoto - gwarantem zachowania wartości, ale także surowcem przemysłowym. Znajduje zastosowanie w panelach słonecznych, elektronice i w technologiach militarnych. W dodatku słabszy dolar zwiększa w tej chwili siłę nabywczą w krajach o dużym zapotrzebowaniu na srebro, takich jak Chiny i Indie.
Na polskim rynku cena uncji w tym miesiącu jest rekordowo wysoka i przekracza 160 zł. Tyle tylko, że za jednouncjową srebrną monetę bulionową u krajowego dilera trzeba dziś zapłacić ponad 200 złotych. Taki jest efekt przyjętych rozwiązań podatkowych - od początku tego roku w krajach Unii Europejskiej obowiązuje 23-procentowa stawka VAT na srebro inwestycyjne. Obejmuje ona wszystkie formy kruszcu fizycznego.
Dużo o rynkowej pozycji srebra mówi wskaźnik gold-silver ratio. Pokazuje ile uncji tego metalu trzeba przeznaczyć na kupienie jednej uncji złota. Oblicza się go dzieląc cenę rynkową złota przez cenę srebra. Im wyższa proporcja, tym bardziej niedowartościowane jest srebro w stosunku do złota lub złoto przewartościowane w stosunku do srebra. W tej chwili wskaźnik wynosi około 85. Przyjmuje się, że powyżej 70 srebro jest niedoszacowane, a złoto zbyt drogie, a poniżej 40 srebro jest drogie, a złoto zbyt tanie. To oznacza, że srebro ciągle ma sporo do nadrobienia.
Jacek Brzeski















