Reklama

Taniejące surowce szkodzą postrzeganiu naszego regionu

Widać, że inwestorzy na dojrzałych parkietach mają problem z tym, jak interpretować taniejące surowce - czy widzieć w tym potwierdzenie słabnięcie koniunktury gospodarczej, co pociąga za sobą ograniczenie popytu na towary, czy jednak ruch w dół ich cen traktować jako czynnik dezinflacyjny, a zatem zmniejszający presję na banki centralne, by zaostrzać politykę pieniężną.

Te wątpliwości wciąż pozostają nierozstrzygnięte, choć jednocześnie widać, że zachowanie surowców ma wpływ na kondycję giełd w poszczególnych częściach świata. Lepiej zachowują się giełdy azjatyckie, czy parkiet turecki, ale pod presją są rynki, na których spółki surowcowe odgrywają dużą rolę. Chodzi tu głównie o Rosję, ale problem dotyka również nas.

Po pierwsze chodzi o presję na firmy paliwowe, po drugie o gorsze postrzeganie całego regionu, który jest traktowany jako ten, na którym są notowane spółki zyskujące na zwyżce cen towarów. Wczorajsza zniżka kursów na naszym parkiecie sprowadziła WIG poniżej bariery 48,4 tys. pkt, co w średnim terminie stanowi potwierdzenie niekorzystnych perspektyw naszej giełdy.

Reklama

Dziś potwierdza się słabość warszawskiego parkietu, który w początkowej fazie sesji pozostaje w okolicy wczorajszego zamknięcia. Niezbyt wiele dzieje się też na innych parkietach europejskich, które z jednej strony pozostają pod wpływem lepszych od spodziewanych danych o lipcowych nastrojach niemieckich konsumentów, a z drugiej wciąż niepokojąca jest sytuacja wokół Grecji, gdzie mamy strajki przeciwko planowi cięć wydatków rządowych, który ma być dziś głosowany w parlamencie.

***

Zniżka cen surowców niekorzystnie wpływa na giełdy z dużym udziałem firm paliwowych i wydobywczych, a zwiększa zainteresowanie parkietami azjatyckimi

Pokonanie przez WIG 48,4 tys. pkt to niekorzystny znak dla średniookresowej koniunktury

Rynki nieruchomości

Savills, broker nieruchomościowy, zmienił postrzeganie londyńskiego rynku luksusowych mieszkań (wartych ponad 3 mln funtów). W listopadzie minionego roku zapowiadał spadek cen, teraz spodziewa się zwyżki o 8 proc. Wszystko przez słabego funta, który zachęca obcokrajowców do inwestycji w Londynie. Przyczynił się on do wzrostu cen w II kwartale o 3,4 proc. w porównaniu z 3 pierwszymi miesiącami tego roku. W ujęciu rocznym zwyżka wyniosła 9,6 proc. Od szczytu na rynku nieruchomości ustanowionego pod koniec 2007 r. funt stracił do koszyka głównych światowych walut jedną czwartą. Szacuje się, że obecnie blisko 3/4 kupujących luksusowe mieszkania w Londynie stanowią obcokrajowcy w porównaniu z 60 proc. 3 lata temu.

Dziś poznamy kwietniowy odczyt indeksu S&P/Case Schiller, uznawanego za najbardziej wiarygodny miernik cen domów w USA. Spodziewane jest przyspieszenie rocznej dynamiki spadku do 4 proc. z 3,6 proc. w marcu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »