Reklama

Zapowiada się lifting giełd na koniec kwartału

Na rynkach uzależnionych dużo mocniej od spekulacji inspirowanej przez nielicznych "wielkich" niźli od fundamentalnego całokształtu wypada szukać mniej racjonalnych wytłumaczeń bieżących tendencji. Charakter obecnego pompowania giełd przypomina czasy schyłku minionej hossy, czyli pierwszej połowy 2007.

Przeminęła obfitująca w nie lada fajerwerki "sesja trzech wiedźm", pokazująca niewidzialną i bezkarną rękę zagranicznego monopolu ustawiającego notowania na kontraktach na WIG20 oraz kilku głównych polskich spółkach. Obecnie pozostaje ledwie sześć sesji na globalne tuningowanie indeksów z okazji końca kwartału.

Reklama

Słupki ze stopami zwrotu oczywiście muszą być zielone, wzrostowe, aby idylla hossy panowała nadal. A nuż zaczną się podłączać szersze rzesze inwestorów? Najbardziej doniosły interes w niedopuszczeniu do przecen u finiszu kwartału mają czołowe banki inwestycyjne. Spekulacja akcjami i derywatami w obliczu przeciągłej kredytowej i gospodarczej posuchy to dla nich zasadnicze źródło dochodów. W tle są warte miliardy opcje menedżerskie i wszelakie inne bonusy za genialne pomnażanie kapitału.

Bank FED utrzymując promocyjnie niskie stopy nie przeszkadza w tym procederze. Wczoraj w USA była właściwie sesja jak co dzień na przestrzeni ponad miesiąca. Wymęczono kolejne kilkupromilowe szczyty w oderwaniu od słabych danych z wtórnego rynku nieruchomości (trzeci z rzędu miesięczny spadek wolumenu sprzedanych domów do wielkości najniższej od 8 miesięcy).

Charakter obecnego pompowania giełd przypomina czasy schyłku minionej hossy, czyli pierwszej połowy 2007 r. Indeks zmienności VIX, obliczany w oparciu o opcje na S&P 500, kwotowany jest na poziomie 16 pkt, a więc tak samo nisko jak we wspomnianym okresie, tuż przed wybuchem kryzysu kredytów subprime. Spokój, z jakim windowane są indeksy i surowce nie znajduje od dawna potwierdzenia w faktach gospodarczych, dlatego kupowanie akcji od kilku miesięcy jest narażone na przyszłą finansową porażkę (co nie przekreśla zaistniałych okazji inwestycyjnych zwłaszcza w gronie małych spółek).

Przewlekłe problemy - nie tylko budżetowe - Stanów Zjednoczonych, także Grecji, Hiszpanii, Włoch, Portugalii, Wielkiej Brytanii, balansujący na krawędzi Dubaj, czy w coraz groźniejszy balon kredytowy w Chinach to zagrożenia, które nie zniknęły.

To rynki kapitałowe nie wyceniają ich potencjału, ale do czasu. Skutkiem takiego oderwania giełd od gospodarek jest nietypowe zachowanie akcji i surowców: długotrwałe pompowanie ich kursów przeradza się co jakiś czas w nagłe wyprzedaże, którym towarzyszy nawrót strachu. Mozolnie, przez całe miesiące czynione zwyżki niwelowane są w kilka-kilkanaście sesji.

Jak na razie czołowe wskaźniki amerykańskie, licząc po wczorajszych zamknięciach, notują od Sylwestra mniej więcej 5-procentowe plusy. W skali półrocznej zysk ledwie sięga 10 proc., co pokazuje, jak wymęczony charakter mają wzrosty już od jesieni.

Jaśniej świeci skupiający mniejsze spółki wskaźnik Russell 2000, gdzie kwartalna zwyżka dochodzi do 10 proc. Tę prawidłowość podziela także nasz parkiet. W przypadku WIG 20 licząc do wczoraj notujemy 3-procentowe wzrosty, dla mWIG40 jest to już 6 proc., a sWIG80 podskoczył o 11 proc. Jest duża szansa na dowiezienie podobnego bilansu do końca marca, a może i wyrwanie na siłę kilku kolejnych procent.

Taniec wokół bariery 2500 pkt na indeksie największych spółek będzie trwać, jednak szanse na definitywne sforsowanie tego poziomu są mizerne. Olbrzymie wykupienie rynków od dawna grozi dwucyfrową korektą , która nie nadchodzi tylko wskutek tryskającego optymizmu zasiewanego przez głośnych przedstawicieli finansjery.

Nie zdziwiłbym się, gdyby po długim okresie ignorowania danych makroekonomicznych (podobnie jak na przełomie 2009 i 2010 r.) z początkiem kwietnia nadeszło sprzedawanie faktów zawartych w kwartalnych wynikach korporacji. Relacja cena/zysk dla wskaźnika S&P 500 przekroczyła 20 wobec długoterminowej średniej około 15. Marcowe prognozy autorstwa Goldman Sachs i Bank of America mówią o ok. 30-procentowym wzroście zysków operacyjnych w br. i o dalsze 20 proc. w przyszłym.

Szerszą analizę wraz z perspektywami na najbliższe 2 lata można znaleźć na portalu investorguide.com (opracowanie H. Wagnera z 17 marca br.). Co do poprzednich prognoz, pamiętamy, że baryłka ropy też miała kosztować 200 dolarów, a S&P 500 miał zakończyć rok 2007 wartością ponad 1600 pkt. Marzenia ściętych głów przerwał krach i bessa.

Radosnych nastrojów finansowych kreatorów giełd nie podzielają zwykli obywatele USA. Wymowna jest tutaj najnowsza ankieta przeprowadzona na zlecenie Bloomberga. Wśród Amerykanów panuje powszechne przygnębienie odnośnie gospodarki, dwie trzecie ankietowanych uważa, że jej kondycja się pogorszyła w ciągu ostatniego roku. Jedynie 30 proc. posiadaczy akcji, obligacji bądź funduszy przyznaje się do wzrostu swojego portfela inwestycyjnego.

Gotówka uporczywie nie płynie do funduszy agresywnych. Aż 57 proc. respondentów darzy Wall Street nieufnością, podobny wynik dotyczy banków i firm ubezpieczeniowych. Jest poparcie większości dla większej regulacji rynków finansowych. Wąska śmietanka korporacyjnych szefów wypłacających sobie milionowe premie spotyka się z pogardą aż dwóch trzecich pytanych. To wszystko dowodzi, że załamanie z lat 2007 i 2008 odciska swoje pokoleniowe piętno i o dmuchanie nowego bąbla giełdowego będzie bankierom inwestycyjnym coraz trudniej bez napływu kapitału inwestorów.

Ciesząc się z panujących zwyżek o naciąganym co nieco charakterze, czekamy na dorobek kwartalnego globalnego liftingu wycen. Portfele dadzą wirtualny zysk, jeśli nie zostaną upłynnione.

Po drodze, w bieżącym tygodniu poznamy jeszcze kilka danych jak m.in. dziś odczyt niemieckiego instytutu Ifo, po południu lutową dynamikę zamówień na dobra trwałe w USA wraz z wolumenami sprzedaży nowych domów; jutro natomiast sprzedaż detaliczna w Wielkiej Brytanii, standardowo liczba podań o zasiłek w Stanach, natomiast w piątek ostateczny wynik tamtejszego PKB za ostatni kwartał ubr. oraz wartość wskaźnika nastrojów konsumentów (publikowana przez Uniwersytet Michigan).

Bartosz Stawiarski

Dowiedz się więcej na temat: 2007 | USA | lifting | pompowania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »