Reklama

Budujemy atomówkę

Inwestowanie w tradycyjnej energetyce wymaga doświadczenia, potencjału technicznego, zaplecza finansowego. Skala tych wyzwań rośnie przy budowie elektrowni atomowej. Kto zbuduje polską elektrownię atomową?

- My! A bardziej precyzyjnie: polskie konsorcjum - nie ma wątpliwości prezes Polimeksu-Mostostalu Konrad Jaskóła. - Już teraz dysponujemy niezbędnym doświadczeniem nabytym w trakcie realizacji skomplikowanych projektów w przemyśle chemicznym, w petrochemii i w energetyce.

Reklama

Jego zdaniem, Polimex-Mostostal pogłębi jeszcze te umiejętności w ciągu kilku lat, które pozostały do ogłoszenia przetargu na budowę pierwszych dwóch bloków "atomówki".

Ten czas firma poświęci między innymi na dostosowanie się do specyficznych wymogów takiego przedsięwzięcia.

- Technologię, know-how, inżyniering, paliwo, nadzór, tak zwaną "wyspę nuklearną" kupimy za granicą. Natomiast część wykonawczą, w tym między innymi zamontowanie kotła i turbiny czy spawanie rurociągów, zrealizujemy sami, ponieważ będą to roboty zbliżone do realizowanych w "klasycznej" energetyce - wyjaśnia prezes Jaskółka. Podobnie widzi te sprawy Jacek Faltynowicz, szef katowickiej Elektrobudowy, która już zdobywa szlify w nowej specjalności. Od dwóch lat uczestniczy w budowie elektrowni atomowej Olkiluoto 3 w Finlandii. Jej pracownicy montują tam instalację elektryczną, w tym kable i urządzenia rozdzielcze, aparaturę kontrolno-pomiarową i automatykę.

- W Polsce nie wyprodukujemy turbiny, generatora, reaktora czy wytwornicy pary.

Ale to wcale nie oznacza, że nie można tego zamontować przy współudziale lub nawet dominującej roli polskich firm - mówi prezes Faltynowicz.

Uważa też, że Elektrobudowa jest na tyle dobrze przygotowana do tego zadania, że w innych elektrowniach będzie mogła zrobić co najmniej to samo, co w Finlandii. Jako jedna z niewielu firm w Polsce ma już certyfikat bezpieczeństwa jądrowego. Także Erbud zdobył już doświadczenia jako podwykonawca na budowach elektrowni atomowych.

- Na Zachodzie takie przetargi są rozpisywane na dwie części: technologiczną i budowlaną - mówi prezes Grzeszczak.

- Nie ma mowy, żeby jakakolwiek polska firma startowała w części technologicznej. Natomiast z częścią budowlaną oraz instalacyjną polskie firmy, jak najbardziej, mogą sobie poradzić.

Z punktu widzenia wykonawców nie bez znaczenia będzie wybór technologii reaktora jądrowego i jego dostawcy. Bo od tego zależy konstelacja konsorcjum wykonawczego.

A więc także kwestia ostatecznego udziału w nim polskich firm. EdF obiecuje, że połowa z ponad 4 mld euro potrzebnych na wzniesienie naszej pierwszej "atomówki" trafi do kieszeni polskich firm budowlanych. To samo mówił w Warszawie, podczas konferencji prasowej, Robert Pearce, dyrektor działu projektów międzynarodowych Westinghouse Electric Company.

- Technologia oparta jest na biernym bezpieczeństwie. Zatem gros modułów i komponentów nie wymaga kompetencji technologii jądrowej - dodał Pearce. - To dlatego ponad połowa z nich może pochodzić z wyspecjalizowanych, polskich przedsiębiorstw. Ale czy jest szansa, żeby któreś z nich odegrało jedną z głównych ról w tworzeniu konsorcjum? Faltynowicz ocenia to sceptycznie.

Uważa, że w ciągu najbliższych pięciu lat polskie firmy nie powiększą kompetencji na tyle, żeby w energetyce jądrowej sprostać pracom ważniejszym niż te, które Elektrobudowa wykonuje przy budowie elektrowni atomowej Olkiluoto. Grono chętnych do zmontowania konsorcjum wykonawczego i finansowego będzie naprawdę elitarne.

PS

Dowiedz się więcej na temat: tych | elektrownie atomowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »