Reklama

Co z tą wodą?

Postępująca susza to skutek destrukcyjnej działalności człowieka i postępującego kryzysu klimatycznego. Od kilku lat mamy bezśnieżne zimy, długie okresy bez deszczu, a także coraz częstsze i dłuższe fale upałów, zagrażające naszemu zdrowiu i życiu. To również problem dla przemysłu, który zużywa duże ilości wody.

W ostatnich latach borykamy się z długimi okresami bez opadów, wysokimi temperaturami, z niskimi stanami wód, z pożarami lasów. Wystarczy wspomnieć choćby pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym, do którego doszło wiosną tego roku. W zeszłym roku w czasie fali czerwcowych upałów część gmin wprowadziła zakaz podlewania ogródków i trawników pod groźbą kary. Chciały w ten sposób zapobiec sytuacji, w której zagrożony zostałby dostęp do bieżącej wody.

Reklama

W Polsce występują intensywne opady deszczu, podtopienia i powodzie, niebezpieczne burze i huraganowe wiatry. Ale gwałtowne deszcze nie rozwiązują problemu suszy. Intensywne opady powodują, że tylko mała część wody wsiąka w ziemię. W konsekwencji nie przedostaje się ona przez kolejne warstwy gleby, nie zwiększa jej wilgotności i nie zasila zasobów wód podziemnych w głębszych warstwach wodonośnych, z których czerpiemy wodę pitną. Zamiast tego większość szybko spływa po powierzchni gruntu do kanałów i rzek, a rzekami dalej do morza. 

Skutki suszy są fatalne dla każdego z nas. Konsekwencje deficytu wody odczujemy wszyscy, w tym wiele gałęzi gospodarki - od rolnictwa, przez energetykę, aż po szeroko rozumianą produkcję. Już dziś odczuwamy podwyżki cen żywności, już pojawiają się apele o ograniczanie zużycia wody, a możliwe są także ograniczenia w dostarczaniu prądu - zaznacza Dominik Olędzki, rzecznik prasowy Koalicji Klimatycznej.

Kampania "Co z tą wodą?", która wystartowała w czerwcu tego roku, ma uświadomić Polakom oraz rządzącym skalę problemu, pokazać, jakie mamy zasoby wodne i wskazać, jak powinniśmy o nie zadbać. Cenne są najprostsze rozwiązania, jak zakręcanie kranu przy myciu zębów. Ale to nadal za mało.

Ogromne ilości wody pobierane są przez przemysł (70 proc.), przy czym w przypadku Polski to głównie energetyka węglowa (tu woda używana jest do chłodzenia bloków), ale również rolnictwo (10 proc.). Przykładowo do wyprodukowania kilograma tkaniny z bawełny potrzeba 9.359 litrów wody, kilograma jeansów - 10.842 litry wody, a do produkcji kilograma wołowiny aż 15.000 litrów wody.

W Polsce mamy około 150 tys. kilometrów rzek. Jedynie 20-25 proc. z nich to rzeki, które nie zostały w ogóle przekształcone przez człowieka lub zostały zmienione w niewielkim stopniu. - Tymczasem rzeki pełnią ważne funkcje ekosystemowe: dostarczają nam świeżą wodę, którą również filtrują oraz przeciwdziałają powstawaniu suszy. Ich ochrona jest kluczowa dla naszego bezpieczeństwa - podkreśla Zofia Pawelska z WWF Polska.

Jak informował Polski Instytut Ekonomiczny w raporcie poświęconym przyszłemu miksowi energetycznemu Polski, krajowe zasoby wodne są znacznie ograniczone i należą do najmniejszych w Europie. PIE podaje, że w latach 2013-2017 odnawialne zasoby wodne przypadające na mieszkańca Polski wyniosły 1585 m sześc. rocznie, niemal pięciokrotnie mniej niż średnia w krajach Unii Europejskiej. Mniejsze zasoby posiadały jedynie Czechy, Dania i Malta. 

Podejmowane są już pewne działania systemowe zachęcające do podjęcia działań na rzecz ochrony zasobów wodnych, jak specjalne pożyczki, które można przeznaczyć na budowę instalacji do odzyskiwania wody deszczowej, budowę studni chłonnej i innych rozwiązań służących retencji wód, czy program Moja woda promujący retencję wód opadowych na ternach prywatnych posesji.

Nabór wniosków do programu Moja woda ruszył 1 lipca. Wartość całego programu to 100 mln zł. Można w nim zdobyć do 5 tys. zł na instalacje służące do wyłapywania deszczówki (do 80 proc. kosztów inwestycji). Zainteresowanie programem jest bardzo duże. Jak informował minister klimatu Michał Kurtyka, od 1 lipca złożono już ponad 6 tys. wniosków na łączną wartość 27 mln zł. Zgodnie z danymi ministerstwa, liderami w składaniu wniosków są mieszkańcy Śląska.

Jak wynika z informacji Interii, do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach wpłynęły aż 744 wnioski, do WFOŚiGW w Gdańsku 372 wnioski, do jednostki w Warszawie 353 wnioski, do Rzeszowa 334 wnioski, do Szczecina 319 wniosków, do Torunia 292 wnioski, do jednostki w Poznaniu 278 wniosków, do Wrocławia 220 wniosków, do Olsztyna 156 wniosków, do Białegostoku 97 wniosków, a do Opola 70 wniosków.

Monika Borkowska

Dowiedz się więcej na temat: susza | Deszcz | woda | program "Moja woda"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »