Reklama

Deficyt Grecji jeszcze wyższy niż mówił rząd: 13,6 proc. PKB

Eurostat ogłosił w czwartek, że deficyt budżetowy Grecji wyniósł w ub.r. 13,6 proc. PKB i może być jeszcze większy. Grecki rząd, który negocjuje warunki bezprecedensowego wsparcia antykryzysowego od strefy euro i MFW, przyznawał się dotąd do 12,9 proc.

To już kolejna rewizja w górę deficytu finansów publicznych Grecji, która pogrążona jest w ostrym kryzysie i ma trudności z finansowaniem swojego zadłużenia na rynkach finansowych.

Inflacja, bezrobocie, PKB - zobacz dane z Polski i ze świata

Socjalistyczny rząd po dojściu do władzy pod koniec 2009 r. ogłosił, że deficyt wynosi 12,7 proc. i od tego czasu rynki straciły zaufanie do greckich obligacji, żądając za nie coraz wyższych odsetek. Na początku br. rząd przyznał się do 12,9 proc. Na tej podstawie opierała się strefa euro, ogłaszając w lutym i w marcu gotowość pomocy dla Grecji.

Reklama

Czwartkowy komunikat Eurostatu nie oznacza, że ubiegłoroczny grecki deficyt został ustalony raz na zawsze. Unijny urząd statystyczny wyraził w komunikacie "zastrzeżenia co do jakości danych deklarowanych przez Grecję". Chodzi o ubiegłoroczne wydatki społeczne, a także machinacje finansowe z udziałem amerykańskiego banku Goldman Sachs, których skutkiem mogło być ukrycie części deficytu. Eurostat ostrzega, że po dalszej analizie deficyt może się okazać większy o 0,3-0,5 pkt proc. Ewentualna rewizja danych ma nastąpić przed wakacjami.

Unijny komisarz ds. gospodarczych i finansowych Olli Rehn wezwał rząd w Atenach, by dotrzymał narzuconego przez strefę euro celu na ten rok, jakim jest redukcja deficytu o 4 pkt proc. Ponadto uznał, że gorsze od spodziewanych wyniki "podkreślają pilną potrzebę intensywniejszych przygotowań reform strukturalnych i dodatkowych środków w nadchodzących latach".

Nad tym, jaki wysiłek powinna Grecja ponieść w latach 2011-2012, dyskutuje od środy w Atenach grecki rząd z przedstawicielami Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Dodatkowe reformy mają być warunkiem uruchomienia pakietu pomocy, który ma Grecji pomóc wyjść z kryzysu i zapewnić stabilność wspólnej waluty. Rozmowy mają potrwać 2-3 tygodnie, co oznacza że do ich sfinalizowania dojdzie już po kluczowych dla kanclerz Niemiec Angeli Merkel wyborach w Nadrenii-Północnej Westfalii. Niemiecka opinia publiczna przeciwna jest, by w celu wsparcia zadłużonych Greków sięgać do kieszeni podatników w innych krajach strefy euro.

W bieżącym roku strefa euro jest gotowa pożyczyć Grecji 30 mld euro oprocentowane na ok. 5 proc., czyli niżej niż odsetki płacone przez Grecję na rynkach finansowych. Do tego miałby dojść udział Międzynarodowego Funduszu Walutowego, szacowany na 10-15 mld euro na tych samych warunkach. Koordynacją pożyczek ma kierować Komisja Europejska.

Grecja, mimo politycznych deklaracji gotowości wsparcia ze strony partnerów w strefie euro, ma wciąż trudności z finansowaniem zadłużenia na rynkach finansowych. Oprocentowanie jej 10-letnich obligacji przekracza już 8,5 proc., czyli jest blisko trzy razy wyższe niż w przypadku obligacji Niemiec, które są największą unijną gospodarką. Wysokość greckiego zadłużenia, z którego finansowaniem nie radzi sobie rząd, sięga 300 mld euro.

Grecja nie jest jednak krajem o najwyższym deficycie w UE: niechlubne pierwszeństwo należy do Irlandii, gdzie wyniósł on w ub.r. 14,3 proc. W Polsce deficyt wyniósł 7,1 proc. zamiast zakładanych wcześniej 7,2 proc. - podał Eurostat.

Zobacz autorską galerię Andrzeja Mleczki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »