Reklama

Dobrowolny ZUS dla przedsiębiorców? Ryzykowna gra

Dobrowolny ZUS dla przedsiębiorców proponuje Rzecznik MSP i buduje koalicję wspierającą ten pomysł. Przeciwnicy tej koncepcji ostrzegają przed jej zgubnymi skutkami. Nie tylko tymi, które pojawią się w przyszłości, bo w krótkiej perspektywie mogą fatalnie wpłynąć na rynek pracy. "Oznaczałoby to, że cofamy się do XIX wieku"

Ryczałtowy ZUS, który muszą płacić firmy jest rozwiązaniem szkodliwym dla rozwoju przedsiębiorczości w Polsce, gospodarki oraz budżetu państwa - uważa Rzecznik MŚP i proponuje zmiany polegające na wprowadzeniu dobrowolnych składek. W poniedziałek zwolennicy tego pomysłu zapowiedzieli obywatelski projekt ustawy i przekonywali do swoich racji podczas debaty "Ryczałtowy ZUS - zabójca miejsc pracy w Polsce".

- Przedsiębiorca ma obowiązek opłacać co miesiąc ryczałtową składkę na ubezpieczenie społeczne bez względu na uzyskany wynik finansowy. Nie zwalnia z tego obowiązku ani strata ani niski dochód. Wpędza to wielu przedsiębiorców w długi, wyrzuca do szarej strefy oraz uniemożliwia powstawanie nowych firm np. startupów których cechą jest długoletnia praca bez większych dochodów uważa rzecznik.  

Reklama

Przedsiębiorca rozpoczynający działalność przez pierwsze 6 miesięcy jest zwolniony z obowiązkowych ubezpieczeń społecznych. Po tym czasie może korzystać z preferencyjnych czyli obniżonych składek (ich podstawa to 30 proc. kwoty minimalnego wynagrodzenia). Potem płaci już pełny ZUS.

- Ewidentnie istnieje problem "zryczałtowanego ZUS" czyli dokładnie stałej podstawy wymiaru, od której płacone są składki przez przedsiębiorców. Po okresie wielu ulg na początku działalności, jak już muszą zacząć płacić tzw. pełny ZUS, czyli od 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia i to jest dla niektórych duże obciążenie. Natomiast są też przedsiębiorcy, którzy mają wysokie dochody, a płacą relatywnie niskie składki. I zgadzam się, że w tym ujęciu system jest niesprawiedliwy. Natomiast propozycja, żeby ZUS był całkowicie dobrowolny jest złym rozwiązaniem. Przede wszystkim dlatego, że ubezpieczenia społeczne chronią nas przed różnymi ryzykami i jeśli płacimy składki, to nabywamy prawo do konkretnych świadczeń - uważa Janina Petelczyc, ekspertka w dziedzinie ubezpieczeń społecznych SGH, Polska Sieć Ekonomii.

Kto zapłaci za przyszłe emerytury przedsiębiorców

Dodaje jednocześnie, że są badania Instytutu Badań Strukturalnych, które pokazywały, że samozatrudnione osoby, po przejściu na emeryturę pobierają z systemu de facto więcej niż do niego wpłacili.

- Jeśli ktoś namawia do tego, żeby przedsiębiorcy nie płacili składek, bo ich na to nie stać, to wypycha ich poza system praw społecznych. W przeciwieństwie do podatków, ZUS w zamian za składki zabezpiecza przed konkretnymi ryzykami, które się mogą przydarzyć jak ciężki wypadek czy brak możliwości kontynuowania pracy zarobkowej na starość - uzasadnia.

Na wysokie ryzyka w dłuższym terminie, ale tez na zgubne skutki dla całego rynku pracy w bliższym horyzoncie czasu wskazuje Tomasz Lasocki, ekspert w dziedzinie ubezpieczeń społecznych Uniwersytetu Warszawskiego.

- Realizacja tego pomysłu w polskich warunkach znacznie osłabi system ubezpieczeń. Już dzisiaj wielu pracujących nie ma wyboru - albo B2B albo muszą szukać dalej pracy. Im i kolejnym trudno będzie wypracować minimalne choćby zabezpieczenie. W takich przypadkach oszczędności z tych zabiegów bardzo szybko będą wliczone w zysk niedoszłych pracodawców, co zaburzy konkurencję, wymuszając przejście na B2B również przez konkurencję - ostrzega Tomasz Lasocki.

- Pomysł można scharakteryzować jako "socjalizm dla przedsiębiorców i kapitalizm dla pracowników". Ci pierwsi nie będą musieli płacić składek, a ciężar wypłat np. emerytur dla ich rodziców spadnie na tych, którzy składki płacą - argumentuje.  Jak tłumaczy motywacji do płacenia dalszych składek nie będzie miał też przedsiębiorca, który wypracuje minimalny staż i będzie mógł spokojnie liczyć w przyszłości na dopłatę do najniższej emerytury.

Składki ZUS. Porównywanie do niemieckiego rynku nie ma uzasadnienia

Eksperci ostrzegają, że w polskich warunkach trudno oczekiwać, że przedsiębiorcy których nie stać na składki ZUS zgromadzą oszczędności zapewniające im byt na starość, a po drodze mogą się przecież wydarzyć nieprzewidziane sytuacje.

- Oczywiście najbardziej zamożni przedsiębiorcy tak zrobią, ale większość polskich przedsiębiorców nie jest zamożna i nie dysponuje dużym majątkiem, który byłby zabezpieczeniem. Takie osoby w przyszłości będą ogromnym obciążeniem dla społeczeństwa - albo dla swoich rodzin albo dla państwa, które będzie musiało wypłacać im świadczenia z pomocy społecznej. Dlatego propozycja dobrowolnego ZUS jest ogromnym zagrożeniem. Oznaczałoby to, że cofamy się do XIX wieku, do momentu, kiedy nie było praw socjalnych - mówi Janina Petelczyc.- Zalecam autorom tego projektu, żeby zrobili badania o skutkach dobrowolności ZUS dla przedsiębiorców - dodaje.

Dobrowolny ZUS zrujnuje system i rynek pracy

Jej zdaniem argument o możliwości skorzystania z ubezpieczeń w prywatnych instytucjach jest zupełnie nietrafiony, bo już teraz ubezpieczenia społeczne samozatrudnionych wymaga dopłat od państwa, a to oznacza, że na prywatnym rynku takie ubezpieczenia byłyby nieopłacalne, więc nikt ich nie będzie oferował.

- Jeśli tych przedsiębiorców nie stać na składkę ZUS, to na pewno nie będzie ich stać na składkę w prywatnej instytucji, w wysokości która byłaby wystarczająca, żeby mieć dożywotnie świadczenia. W Polsce w zasadzie nie ma tych produktów, a jeśli się pojawiają są bardzo kosztowne.  Z tego względu porównywanie nas do rynku niemieckiego nie ma uzasadnienia - dodaje ekspertka SGH.

Rzecznik przedsiębiorców powołuje się na Niemcy, gdzie od wielu lat funkcjonuje dobrowolność w opłacaniu składki na ubezpieczenie społeczne przedsiębiorcy. - Chcemy wprowadzić w Polsce identyczne rozwiązania. Nie jesteśmy ani mniej zapobiegliwi ani głupsi od naszych zachodnich sąsiadów - argumentuje. Jego zdaniem wprowadzenie dobrowolności opłacania składki na ubezpieczenie emerytalne przy zachowaniu obowiązku składki na ubezpieczenie zdrowotne doprowadzi do wyjścia wielu firm z szarej strefy, zapobiegnie pauperyzacji i nieszczęściu wielu polskich rodzin które system wpędza w zadłużenie i pomoże przejść sektorowi MŚP bardziej bezpiecznie przez nadchodzące spowolnienie gospodarcze.

Jednak rozmówcy Interii uważają, że to nie jest dobre odniesienie.

- Tylko na pozór można odwołać się do doświadczeń niemieckich, ponieważ tylko na pierwszy rzut oka projekt odpowiada tamtym rozwiązaniom, a ponadto polski rynek pracy już teraz znacznie różni się od niemieckiego. Za Odrą np. nie dopuszczono do tak szerokich możliwości omijania obejmowania systemem ubezpieczeń społecznych. Sądzę, że projektodawcom chodzi przede wszystkim o poszukiwanie głosów osób, które nie lubią ZUS. Jeśli jednak mielibyśmy takie rozwiązanie przyjąć, to od razu uczciwiej jest zaproponować zmianę Konstytucji i rezygnację z ubezpieczeń społecznych - zwłaszcza emerytalnego - uważa Tomasz Lasocki.

Odwoływaniu się do rynku niemieckiego dziwi się też ekspertka SGH.

- To, że coś zostało wprowadzone na Zachodzie nie oznacza, że tam dobrze działa. W Niemczech wskazywany system dobrowolnych składek społecznych nie działa dobrze i coraz częściej wraca dyskusja czy nie trzeba wprowadzić obowiązkowych składek. Poza tym mamy inną strukturę zatrudnienia, inny rynek ubezpieczeń prywatnych i nie ma co oczekiwać, że u nas rozwinie się podobny. Podsumowując ryczałtowy ZUS nie jest dobry, ale trzeba znaleźć rozwiązanie nie wylewając dziecka z kąpielą, a tak byłoby w efekcie wprowadzenia dobrowolności ubezpieczeń społecznych - konkluduje Janina Petelczyc.

Monika Krześniak-Sajewicz

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »