Od 1 lipca 2026 roku wszystkie gminy w Polsce będą zobowiązane do posiadania planu ogólnego. Dokument te zastąpi dotychczasowe studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, stając się nadrzędnym aktem planistycznym w gminie. Plan ogólny wyznacza ramy dla miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego oraz warunków zabudowy, określając m.in. przeznaczenie terenów, strefy funkcjonalne czy kierunki rozwoju zabudowy.
Bez jego uchwalenia gmina nie będzie mogła wydawać nowych decyzji o warunkach zabudowy, co w praktyce może zablokować inwestycje. Nowe przepisy są elementem reformy planowania przestrzennego przyjętej w 2023 roku.
Tereny bez planu zagospodarowania. Budowy wstrzymane na ponad stu hektarach
Jak informuje "Gazeta Wyborcza", na terenie Podhala znajdują się tereny, dla których nie udało się uchwalić planu zagospodarowania przestrzennego. W praktyce oznacza to, że na obszarze obejmującym ponad sto hektarów nie będzie można wydawać decyzji o warunkach zabudowy. Są to tereny uchodzące wśród inwestorów za najbardziej atrakcyjne - z widokiem na Tatry i Giewont.
"Do tej pory decyzję taką można było uzyskać niemal w każdym terenie. Wystarczyło spełnić kilka prostych warunków: dostęp do drogi publicznej, uzbrojenie działki i dobre sąsiedztwo. Tak sformułowane przepisy prowadziły do chaotycznego rozlewania się zabudowy. Plany ogólne to zatrzymają" - tłumaczy w rozmowie z "Wyborczą" Andrzej Orłowski, architekt z Zakopanego.
Burmistrz: Będziemy mieli paraliż
Przez wiele miesięcy Zakopane nie było w stanie znaleźć wykonawcy odpowiedzialnego za opracowanie planu ogólnego. Wcześniejsze próby uchwalenia planów miejscowych dla ulic Kościeliskiej i zakopianki również zakończyły się niepowodzeniem.
Jak podaje "Wyborcza", lokalni architekci ostrzegają, że brak zarówno planu ogólnego, jak i miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego zwiększa ryzyko powstawania samowoli budowlanej.
"Będziemy mieli paraliż inwestycyjny na obszarze planu Zakopianka i planu Kościeliska. Jeżeli nic się nie zmieni, mieszkańcy nie będą mogli starać się o warunki zabudowy, a miasto nie będzie mogło ich wydawać, bo studium wygaśnie. Planu ogólnego już wiem, że nie zdążymy zrobić. A to oznacza, że nikt nie będzie nic budować: czy to jest inwestor, który przymierza się do deweloperki na 150 apartamentów, czy przysłowiowy Kowalski, który chce wybudować dla siebie domek 120-metrowy" - mówi burmistrz Zakopanego, Łukasz Filipowicz.












