Reklama

Ekonomiści po szczycie UE: Ożywienie gospodarki; euro nawet poniżej 4,3 zł

Zgoda wszystkich krajów Unii Europejskiej w sprawie kolejnego budżetu oraz Funduszu Odbudowy UE otwiera drogę do odrabiania gospodarczych strat z ostatnich kwartałów. Efektem może być nawet 5-proc. wzrost gospodarczy w Polsce, poprawa sytuacji na rynku pracy oraz umocnienie złotego. Z zastrzeżeniem, że jeszcze trzeba sobie poradzić z pandemią, a koalicja rządowa nad Wisłą będzie trwała.

Brak weta ze strony Polski i Węgier oznacza, że Unia na poważnie może myśleć o wartym 1,8 bln euro pakiecie finansowym, na który składają się właśnie budżet Unii na lata 2021-2027 oraz specjalny fundusz odbudowy po pandemii. Polska może w sumie uzyskać ponad 770 mld zł.

Reklama

- Dobrze, że te polityczne zapasy nie trwały tak długo jak niektórzy się obawiali. To ważne z punktu widzenia odbioru sytuacji przez inwestorów, którzy zyskali przekonanie o lepszych perspektywach gospodarczych. Wejdziemy w 2021 r. z jedną niepewnością mniej. Dla porządku, ten specjalny Fundusz Odbudowy UE jest istotny tak naprawdę dopiero od 2022 roku i będzie się dokładał do wzrostu gospodarczego przez trzy kolejne lata, aż do końca 2024 r.  Polski PKB może wtedy rosnąć nawet o ponad 5 proc. rocznie - mówi Interii Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao dodając, że liczy też na ponad 4-proc. wzrost PKB w 2021 r.

Podobnie ocenia sytuację Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.  - Najbliższe 3-4 lata mogą przynieść bardzo szybki wzrost gospodarki, nawet ponad 5-proc. w 2021 r. i blisko 5 proc. przeciętnie w trzech kolejnych latach - podkreśla w rozmowie z Interią.

- To będzie zrównoważony wzrost oparty na konsumpcji z dobrą sytuacją na rynku pracy, a od drugiej połowy 2021 odbudowa inwestycji za sprawą krajowych środków oraz unijnego mechanizmu Next GenerationEU - dodaje.

Na taki efekt unijnego szczytu liczył Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska.- Mieliśmy to uwzględnione w prognozach i zakładaliśmy kompromis. Niedogadanie się oznaczałoby bardzo dużą stratę dla wszystkich krajów, nie tylko dla Polski - zwraca uwagę.

- Historia negocjacji w ramach Unii pokazuje z reguły najpierw ostrą retorykę, a potem porozumienie. Wystarczy przypomnieć sobie jak negocjowała Grecja. Więc podobnie było i teraz, szczególnie, że na stole leżały projekty warte w ciągu 4 lat 6 proc. PKB. Takich środków nie można było zlekceważyć - ocena z kolei Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku.

Zagadka najbliższego roku

Ekonomiści zwracają uwagę, że w 2021 r. poszczególne kraje będą jeszcze w znacznym stopniu odczuwały skutki pandemii, choć z pomocą powinny przyjść już wtedy szczepionki i planowany na szeroką skalę program szczepień.

- Traktujemy w naszych prognozach rok 2021 jako wciąż ten pandemiczny i nie korygujemy prognoz (3,6 proc. wzrostu PKB) dopóki nie zmieni się bieżący scenariusz wyszczepienia populacji, według którego tylko mała jej część zostanie zaszczepiona. Spodziewamy się więc pierwszego kwartału pod znakiem obostrzeń, potem trochę lepszej późnej wiosny i lata, a czwarty kwartał 2021 r. jest dla nas niewiadomą - podkreśla Borowski.

- Liczymy się też z tym, że zachorować może dużo osób, które w tym roku zaliczały się do tzw. chorujących bezobjawowo. Spokojnie czekamy na rozwój wypadków. Pamiętajmy, że gospodarka działa w warunkach bardzo silnych obostrzeń, a poluzowanie ich to więcej zakażeń. Przed nami więc jest bardzo długa droga, a rząd - mam takie wrażenie od kilku dni - komunikuje trochę inny scenariusz: pandemię pokonamy dopiero w 2022 r. - dodaje główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

Borowski podkreśla, że niewiadomą jest skala odbicia konsumpcji i zachowanie się Polaków w warunkach zniesionych obostrzeń. - Ciekawe jak bardzo Polacy wykorzystają zgromadzone oszczędności. Jeśli chodzi zaś o inwestycje, to one będą niskie w 2021 r. Nie oczekujemy też przyspieszenia inwestycji samorządów, które są poturbowane po pandemii i będą się przygotowywać do kumulacji inwestycji w kolejnym okresie przedwyborczym - mówi ekonomista CABP.

Unijny dopalacz od 2022 roku

Mocniejszy wpływ euro z Brukseli  na polską gospodarkę powinniśmy zobaczyć od 2022 roku.

- Fundusz Odbudowy wchodzi do gry w drugiej połowie 2021 r. i dopiero w 2022 r. mocniej napłyną środki z Brukseli - podkreśla Borowski, który zakłada 4,9-proc. wzrost PKB w 2022 r.
- To powinien być pierwszy rok pocovidowy i wtedy zobaczymy szczególne "dopalanie" polskiej gospodarki - dodaje Pytlarczyk zwracając uwagę, że chodzi m.in. o finansowanie transformacji energetycznej z myślą o ochronie klimatu czy innowacje i cyfryzację.

- Przed nami kolejny duży skok cyfrowy i energetyczny. Tak jak Polska włączyła się w przemiany 30 lat temu tak i teraz powinna się włączyć. Musimy poprawić nasz mix energetyczny po to żeby mieć konkurencyjną gospodarkę w przyszłości, a wręcz dostęp do zachodnich łańcuchów dostaw. Już dziś spotyka się wśród wielkich międzynarodowych korporacji ankiety dotyczące dostawców: czy w ich łańcuchu dostaw energia jest czysta? Czy to co produkujemy nie wiąże się z emisją CO2? Tego coraz częściej oczekują klienci w Zachodniej Europie - zwraca uwagę Benecki (liczy na 4 proc. wzrostu PKB w 2021 r. i 3-4 proc. w 2022 r.). Dodaje, że miliardy euro przydadzą się akurat na czas wychodzenia z covidu, który będzie też okresem "dziury" między dwoma budżetami UE.

Polska waluta może zyskać, stopy w miejscu

Według ekonomistów czwartkowe rozstrzygnięcia w Brukseli mogą przełożyć się na dalsze umocnienie złotego. Polska waluta zyskała w ostatnich dniach , co było m.in. następstwem umacniania się euro do dolara. W ciągu ostatniego miesiąca kurs euro obniżył się z poziomu 4,52 zł do 4,43 zł w czwartek, a za dolara trzeba już zapłacić 3,65 zł wobec 3,8 zł w połowie listopada.
- Złoty może się umacniać dalej i dojść do poziomu 4,3 za euro lub niżej. W kryzysie doświadczamy wyjątkowo małej zmienności kursu złotego, mamy nadwyżkę handlową i na rachunku obrotów bieżących. Jeśli dodatkowo globalne ryzyka nam odpadną, to sytuacja będzie sprzyjać polskiej walucie - przewiduje Pytlarczyk.

Jego zdaniem NBP będzie jeszcze długo trzymał stopy procentowe blisko zera, mimo że inflacja będzie utrzymywała się w najbliższym roku na podwyższonym poziomie - ok. 2,5 proc.

- Perspektywa utrzymywania się inflacji poniżej 3,5 proc. oraz wyjątkowa stabilność polskiej gospodarki przejawiająca się rosnącą nadwyżką na rachunku obrotów bieżących będą pozwalały długo utrzymywać niskie stopy procentowe, co będzie wspierało odbudowę gospodarki i obniżanie relacji długu do PKB, która wzrosła na skutek działań antykryzysowych - dodaje Bujak.
- Już przed szczytem UE przebity został ważny techniczny poziom, czyli 4,44 zł za euro. Następne ruchy zależą od zmiany notowań euro wobec dolara, a ona z kolei np. od Brexitu. Jak uda się osiągnąć porozumienie brexitowe to będzie to argument za mocniejszym euro, w konsekwencji czego zyskać może jeszcze także złoty - kwituje Benecki.

Paweł Czuryło

Dowiedz się więcej na temat: UE | budżet UE | Mateusz Morawiecki | środki unijne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »