Reklama

Energetyka: Plan z kieszeni klientów

Realizacja programu rządu dla energetyki uderzy po kieszeni konsumentów - ostrzegają inwestorzy. Cześć z nich może wycofać się z Polski.

Realizacja programu rządu dla energetyki uderzy po kieszeni konsumentów - ostrzegają inwestorzy. Cześć z nich może wycofać się z Polski.

Rząd dał zainteresowanym stronom trzy tygodnie na zabranie głosu w sprawie programu dla branży energetycznej. Z programu generalnie zadowolony jest jego największy beneficjent ? BOT Górnictwo i Energetyka - którego rząd zamierza wzmocnić ośmioma spółkami dystrybucyjnymi, cennymi aktywami Polskich Sieci Elektroenergetycznych (bez majątku sieciowego) i Zespołem Elektrowni Dolna Odra. Jerzy Łaskawiec, prezes BOT, odczuwa jednak pewien niedosyt.

- Program rządu to duży krok w dobrym kierunku. Mógłby jednak być trochę większy. Obawiam się, że Polska Grupa Energetyczna w planowanym składzie nie osiągnie pod względem wartości aktywów "masy krytycznej" zapewniającej realizację wszystkich inwestycji. Będziemy jedyną grupą o większym udziale w produkcji energii niż w sprzedaży. Istnieje ryzyko, że nie będziemy w stanie ulokować na rynku części naszej produkcji, co oczywiście nie oznacza, że zamierzamy sprzedawać wszystko spółkom dystrybucyjnym, które znajdą się w naszej grupie - mówi Jerzy Łaskawiec.

Reklama

BOT byłby w pełni zadowolony, gdyby do jego grupy trafił też gdański koncern dystrybucyjny Energa. Taki scenariusz forsował resort skarbu. Program rządu na razie go nie zakłada, ale też nie wyklucza, bo pozostawia w gestii resortu decyzję co do prywatyzacji Energi lub włączenia jej w proces konsolidacji.

Mogło być gorzej

To, co martwi szefa BOT, cieszy, a przynajmniej pociesza prywatnych właścicieli firm energetycznych.

- Oczywiście nie jesteśmy zachwyceni konsolidacyjnymi planami rządu, choć wydaje się, że nie jest tak źle, jak mogłoby być. Najdalej idące koncepcje zakładały połączenie wszystkich państwowych aktywów w dwie wielkie grupy, tymczasem program przewiduje, że część spółek do nich nie trafi i w sumie mogą powstać cztery grupy - uważa Przemysław Chojnowski, prezes Związku Pracodawców Prywatnych Energetyki (ZPPE).

Dodaje, że obawia się, iż konsolidacja będzie dla związków zawodowych kolejną okazją, by wywalczyć jeszcze lepsze pakiety socjalne, co wywoła presję na wzrost cen energii. Roman Kuczkowski, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej (PTPiREE) zrzeszającego spółki dystrybucyjne, również uważa, że możliwość utworzenia czterech grup jest lepsza niż podział całego rynku między dwa koncerny.

- Ważne, by na rynku została taka liczba podmiotów, która umożliwi skuteczną konkurencję. Czy cztery to dostatecznie dużo? Można się nad tym zastanawiać. Ponieważ i tak nie mamy szans na utworzenie struktury zdolnej do konkurowania z europejskimi gigantami, warto rozważyć, czy w polskich warunkach nie byłoby lepiej postawić na budowę bardziej konkurencyjnego rynku wewnętrznego. Z drugiej strony, pozostawienie branży nadmiernie rozdrobnionej też nie byłoby korzystne - ocenia Roman Kuczkowski.

Na koszt odbiorców

Najbardziej krytyczni wobec programu wydają się inwestorzy zagraniczni.

- Electrabelowi nie może podobać się plan stworzenia narodowych czempionów. Ich przewaga będzie bardzo duża, a inwestorzy będą działać na skrawku rynku. Kiedy wchodziliśmy do Polski, biorąc udział w prywatyzacji, obiecywano nam zupełnie inną strukturę branży. Państwowa konsolidacja to dla nas zagrożenie - zwłaszcza w krótkiej perspektywie, kiedy na rynku jest nadwyżka mocy produkcyjnych - mówi Grzegorz Górski, prezes Electrabela Polska, właściciela Elektrowni Połaniec i pretendenta do zakupu Zespołu Elektrowni Dolna Odra i Ostrołęka.

Szef Electrabela dodaje, że "dziwi go naiwna wiara, że państwowe firmy po konsolidacji skutecznie się zrestrukturyzują i poprawią efektywność".

- Gdyby tak miało się stać, dlaczego nie stało się dotąd? - pyta Grzegorz Górski.

Jego zdaniem, za nieefektywność narodowych czempionów zapłacą odbiorcy energii.

- Bardzo liczymy na Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jeśli nie zablokuje tej konsolidacji, mamy nadzieję, że narzuci takie regulacje, które wymuszą faktyczną liberalizację rynku - dodaje prezes Electrabela. W jego opinii, część inwestorów zagranicznych może wycofać się z Polski. - Wszyscy są zainteresowani rozwojem. Jeżeli pozbawi się ich tej możliwości, jest bardzo prawdopodobne, że z obecnych pięciu w Polsce pozostanie zaledwie trzech lub dwóch dużych zagranicznych graczy - uważa Grzegorz Górski.

Agnieszka Berger

Puls Biznesu
Dowiedz się więcej na temat: energetyka | kieszenie | Górski | Cześć | inwestorzy | energetyki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »