Reklama

Fed i sześć innych banków centralnych obniża stopy procentowe

Amerykańska Rezerwa Federalna i sześć innych banków centralnych zdecydowało o obniżeniu od 5 grudnia stóp procentowych o 50 pkt bazowych - podały banki w środę w komunikacie. Chodzi o tzw. swapy płynnościowe.

W skoordynowanej akcji oprócz Fed wziął udział: Bank Kanady, Bank Anglii, Bank Japonii, Bank Chin, EBC i Bank Szwajcarii. Banki uzasadniły, że celem tego działania jest obniżenie napięcia na rynkach finansowych.

Reklama

Dzięki tej decyzji, firmy i konsumenci mają mieć możliwość łatwiejszego pożyczania pieniędzy. Rezerwa Federalna liczy na zażegnanie globalnego kryzysu finansowego poprzez większą dostępność dolara via płynnościowe swapy na amerykańskiej walucie.

Sprawdź reakcje rynków na decyzje banków centralnych

Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum Adama Smitha, specjalnie dla INTERIA.PL:

- Na światowych rynkach finansowych istnieje spore napięcie i akcja banków centralnych nic nie da. Szefowie banków i państw nie mają bowiem żadnego pomysłu na powszechny kryzys. Obniżki stóp przestały oddziaływać, czego najlepszym dowodem jest pozycja Fed w USA - z obniżkami stóp procentowych bank centralny zszedł do zera i nie osiągnął zamierzonego celu. Dodrukował już 3 biliony dolarów i prawdopodobnie niezbędna będzie dalsza praca maszyn drukarskich.

- Widzę, że liderzy światowych gospodarek oczekują teraz od Niemiec zgody na drukowanie euro i wszystko do tego sprowadzają. Niemcy, z czym się w pełni zgadzam, takiej zgody nie chcą dać. Tymczasem trzeba sobie zdać sprawę z podstawowej prawdy - państwa i ich obywatele żyli ponad stan i nadszedł czas ostrego zaciskania pasa.

- Jak to wpłynie na złotego? Może mieć duże znaczenie dla naszej waluty - ludzie zarabiający na grze walutowej potrzebują dużej zmienności. Teraz ją mają i na spadkach/wzroście wartości złotego sporo zarabiają. Na koniec kto za to zapłaci? My - podatnicy. Państwa będą zabierać pieniądze swoim obywatelom w postaci przeróżnych danin. O to jestem zupełnie spokojny.

Rozmawiał Krzysztof Mrówka

Roman Przasnyski, Open Finance, specjalnie dla INTERIA.PL:

- Gdy wydawało się, że nie ma już nadziei na szybkie zażegnanie kryzysu zadłużenia w strefie euro, do skoordynowanej akcji przystąpiły najbardziej liczące się banki centralne świata. Z jednej strony daje to nadzieję na przełamanie impasu, do którego doprowadzili politycy, niebędący w stanie podjąć jakichkolwiek konkretnych działań. Warto przypomnieć, że od czasu pierwszego, bardzo wyraźnego sygnału załamania greckich finansów minęły już dwa lata. Z drugiej zaś świadczy to o powadze sytuacji, z której rynki finansowe od pewnego czasu doskonale zdawały sobie sprawę.

- Bardzo dobrze się stało, że wobec niemocy politycznych decydentów Unii Europejskiej, próbę ratowania sytuacji podjęli szefowie głównych banków centralnych świata. Trudno w tej chwili określić, czy ich decyzje były z politykami konsultowane. Jeśli tak, to tym lepiej. Jeśli nie, co wydaje się mało prawdopodobne, to źle. Ktoś jednak musiał wziąć się za ratowanie finansowego świata przed katastrofą, której skala byłaby znacznie większa niż dopuszczenie do upadu Lehman Brothers. Oby był to zwiastun przełomu, po którym za naprawę zepsutego systemu finansowego wezmą się pospołu i politycy i bankierzy, nie czekając na nieuchronnie zbliżający się krach, którego skutki trudno przewidzieć.

Rozmawiał Krzysztof Mrówka

Piotr Kuczyński, główny analityk Xeliona:

- Zdaje się, że płynność na rynku międzybankowym była w ostatnim czasie zagrożona. Widać było brak zaufania banków komercyjnych do siebie nawzajem. W związku z tym banki centralne zdecydowały o zapewnieniu finansowania bankom, aby nie miały problemów. Ja traktuje tę interwencję jako wyraz niepokoju, a nie superpomoc.

Poprawa nastrojów jest czysto psychologiczna, bo interwencja nawet minimalnie nie zmienia sytuacji w Europie. Inwestorzy dzięki interwencji wiedzą, że banki centralne obserwują sytuację i troszczą się o nich.

Marek Rogalski, analityk DM BOŚ:

- Mam wrażenie, że środowa interwencja może mieć związek ze spekulacjami, które miały miejsce na rynku od kilku dni. Zaczęło się od weekendowych artykułów w amerykańskiej prasie, że część tamtejszych banków opracowuje plany na wypadek rozpadu strefy euro. Zbiegło się to z wtorkową informacją agencji ratingowej Moody's o wpisaniu na listę obserwacyjną 87 banków z Europy. W efekcie rynek był nerwowy.

- Środowa interwencja oczywiście nie rozwiązuje problemów strefy euro. Mam jednak wrażenie, że posunięcie banków centralnych może być początkiem czegoś większego - czegoś, co poznamy w kolejnych dniach. W środę premier Włoch Mario Monti mówił, że w ciągu dwóch dni powinien pojawić się wspólny komunikat kanclerz Niemiec Angeli Merkel i prezydenta Francji Nicolasa Sarkoz'ego dotyczący planu ratunkowego dla strefy euro.

Jeśli założymy, że środowa interwencja jest częścią większego pakietu, masowego działania EBC na rynku czy euroobligacji, to możliwe, że nastroje na rynkach będą lepsze przez kilka miesięcy.

Sprawdź bieżące notowania walut na stronach Biznes INTERIA.PL

Swap Umowa pomiędzy dwoma podmiotami na wymianę przyszłych przepływów pieniężnych. Umowa ta określa jak ma wyglądać rozliczenie oraz kiedy przepływy mają nastąpić.

Wypowiedź Rossa Westgate'a w CNBC o decyzji siedmiu banków

Dowiedz się więcej na temat: stopy procentowe | EBC | Fed | bank centralny | banki centralne | bańki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »