Reklama

LOT: Kluczowa decyzja dla polskiego przewoźnika

Boeing 737 MAX może znów przewozić pasażerów. Zgodę wydała rządowa, Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) - agencja Ministerstwa Transportu USA. Jak poinformował Interię rzecznik PLL LOT Krzysztof Moczulski, polski przewoźnik cieszy się z decyzji, która zapadła w USA ale czeka na stanowisko Agencji Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA).

PLL LOT jest właścicielem pięciu Boeingów 737 MAX. Do maja 2019 roku miała dotrzeć kolejna maszyna i zanim doszło do katastrof, w Seattle zostało zamówionych jeszcze osiem. Enter Air - największa polska prywatna linia lotnicza - jest właścicielem dwóch Boeingów 737 MAX. Kolejne dwie maszyny miały pojawić się na przełomie 2020 i 2021, ale zgodnie z podpisanym porozumieniem ich dostawa została przełożona o ponad dwa i pół roku. 

Reklama

Po decyzji, jaka zapadła wczoraj w Seattle można oczekiwać, że uziemione Boeingi LOT-u i Enter Air wkrótce wrócą na start. - Zgoda FAA na przywrócenie B737 MAX do latania to dobra wiadomość dla linii lotniczych, jednak dla nas w tej sprawie najważniejsze są decyzje europejskiego regulatora lotniczego (EASA). Aktualnie czekamy na ostateczne zakończenie procesu certyfikacji samolotu - podkreśla w rozmowie z Interią Krzysztof Moczulski, rzecznik prasowy PLL LOT.

Według informacji Interii, proces certyfikacji B737 MAX przez Agencję Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) może się zakończyć jeszcze w tym roku. Niewiele później po starcie maszyn w Stanach Zjednoczonych, który - jak donosi tamtejsza prasa - jest przewidziany przed końcem grudnia. Wraz z komunikatem FAA ogłaszającym, że Boeing 737 MAX może wrócić do eksploatacji, opublikowano “Dyrektywy zdatności do lotu" (Airworthiness Directive). Jest to raport, w którym opisano zmiany, jakie w wyposażeniu maszyny wprowadził producent i zaakceptowała Federalna Administracja Lotnictwa. 

Dotyczą one m.in. tzw. MCAS, podsystemu odrzutowca, sterowanego komputerowo systemu zwiększania możliwości manewrowej samolotu. Boeing miał nie poinformować pilotów, jak wyłączyć działanie tego systemu w sytuacji awaryjnej. Przez co nie potrafili oni podnieść opadającego dziobu samolotu i maszyny dwukrotnie się rozbiły. Zmianom ulec ma też system treningowy i szkoleniowy pilotów. Do tego, zanim B737 MAX stanie na pasie startowym, “linie lotnicze, które zaparkowały swoje samoloty MAX, muszą podjąć wymagane czynności konserwacyjne, aby przygotować je do ponownego lotu" - czytamy w opublikowanym raporcie.

Pomyłka w systemie bezpieczeństwa MAX-a kosztowała Boeinga 20 mld dolarów, z czego 8 mld wydano na odszkodowania. Do pierwszej katastrofy B737 MAX doszło w październiku 2018 roku w Indonezji. Do drugiej - w marcu 2019 roku w Etiopii. Obie tragedie wydarzyły się niespełna dwa lata po oddaniu modelu 737 MAX do użytku. 

Ewa Wysocka

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »