Od połowy listopada trwają ataki rebeliantów Huti na statki towarowe i kontenerowce przepływające przez Morze Czerwone.
Jak podaje Business Insider, przez Kanał Sueski, łączący Morze Śródziemne z Morzem Czerwonym, regularnie przepływa około 12 proc. światowego transportu, z czego średnio około 50 statków dziennie przewozi ładunki o wartości kilku miliardów dolarów. W wyniku działań rebeliantów z Jemenu ruch przez Morze Czerwone spadł o ponad 40 proc. Wiele firm wstrzymuje dostawy lub wybiera dłuższą drogę, co z kolei może przełożyć się na wyższe ceny dla końcowych odbiorców.
Huti atakują statki transportujące stal
Jak informuje serwis wnp.pl, wśród celów ataków jemeńskich rebeliantów są statki przewożące stal. W grudniu ubiegłego roku media informowały m.in. o porwaniu u wybrzeży Jemenu statku wiozącego około 16 tys. ton stali z Korei Południowej do Turcji na potrzeby tamtejszych zakładów produkcyjnych.
Przewoźnicy wybierają alternatywną trasę. Dłuższy czas oczekiwania i wyższe ceny
Powołując się na informacje przekazane przez Reutersa, serwis podaje, że od połowy listopada już 20 morskich przewoźników podjęło decyzję o wydłużeniu tras statków. Armatorzy opływają Afrykę, a dłuższa nawet o trzy tygodnie droga odbija się na cenie. Choć na ten moment międzynarodowe koncerny nie zapowiadają problemów z dostawami, to wkrótce na rynku będzie mniej azjatyckiej stali, "co już wróży wzrosty cen".
Portal zauważa, że wskutek wydłużenia tras, koszt transportu wzrósł o 75 dolarów na tonie. - Unijni producenci prawdopodobnie z radością przyjmą zmniejszoną konkurencję ze strony importu - cytuje MEPS International wnp.pl. Warto w tym miejscu zauważyć, że może to być dopiero początek problemów, bo niższa dostępność tańszej stali z Azji może uderzyć np. w branżę motoryzacyjną.











