Spis treści:
- Eksport surowców do Indii i Chin. "Rosji jest łatwiej sprzedawać ropę odbiorcom w Azji"
- USA luzują sankcje wobec Rosji. "Ten sygnał cieszy Kreml"
- Putin chce wznowić dostawy gazu i ropy do UE. "Nigdy nie odmawialiśmy"
W poniedziałek (9 marca) cena ropy naftowej Brent przekroczyła poziom 100 dolarów za baryłkę, przebijając tym samym rekord z sierpnia 2022 roku. Od ostatniego dnia lutego surowiec podrożał już o ponad 40 proc. Zdaniem analityków z Goldman Sachs taki poziom cen będzie utrzymać się przez cały marzec, a spadków można spodziewać się dopiero w kwietniu, gdy notowania obniżą się do ok. 85 dol. "Jeśli zakłócenia w przepływach ropy okażą się trwalsze, ceny mogą osiągnąć jeszcze wyższe szczyty" - ostrzegają eksperci.
Główną przyczyną wzrostu cen jest blokada cieśniny Ormuz, przez którą transportowanych jest ok. 20 proc. światowych dostaw ropy. Wstrzymanie przepływu surowca sprawiło, że producenci z Zatoki Perskiej musieli ograniczyć wydobycie z powodu braku wystarczającej przestrzeni magazynowej. Jak pisała "Dziennik Gazeta Prawna", w samym Iraku produkcja spadła o dwie trzecie - do 2,4 mln baryłek dziennie.
Eksport surowców do Indii i Chin. "Rosji jest łatwiej sprzedawać ropę odbiorcom w Azji"
Ograniczenia te odczują najwięksi importerzy ropy, wśród których są również Chiny i Indie. Zdaniem ekspertów sytuację tę będzie chciała wykorzystać Moskwa, przejmując dostawy gazu na tamtejsze rynki. - Rosja jest na chwilę obecną największym, jeśli nie jedynym, zwycięzcą konfliktu na Bliskim Wschodzie - mówi w rozmowie z Interią Biznes Kamil Szczepański, analityk XTB.
Jak podaje Reuters, Indie rozpoczęły już transport rosyjskiego surowca drogą morską, a według analityczki Ameny Bakr, Rosjanie mają oferować Indiom również dostawy LNG.
- Wysokie ceny ropy i jej ograniczona podaż z Zatoki, spowodowały że Rosji jest łatwiej sprzedawać ropę odbiorcom w Azji - mówi Interii Biznes Tymon Pastucha, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - Pierwsze informacje wskazują, że większość rosyjskiej ropy trafia do Indii, czyli to dokładnie ten sam kierunek eksportu, który Rosja częściowo utraciła w ostatnich tygodniach ze względu na presję USA na Indie. Te czynniki już przekładają się na wartość eksportu z Rosji, choć wolumen pozostaje podobny - zauważa ekspert.
Henning Gloystein z Eurasia Group wskazuje, również że Moskwa podniosła ceny surowca. Jego zdaniem ładunki rosyjskiej ropy sprzedawane są obecnie po około 90 dolarów za baryłkę, podczas gdy przed wybuchem konfliktu było to jedynie około 50 dolarów.
Na wzrost wartości eksportu z Rosji zwraca uwagę również Pastucha. - Wedle wstępnych szacunków wartość eksportu ropy i jej produktów za pierwsze dwa tygodnie marca wyniosła ponad 6 mld dol., podczas gdy w ostatnich miesiącach oscylowała na poziomie 11 mld dol. - zauważa.
Jak mówi ekspert, jeśli uznać te szacunki za prawdziwe, rzeczywiste przychody Rosji z eksportu węglowodorów mogą być w marcu nawet o 30-40 proc. wyższe w stosunku do lutego, tj. o ok 3,5-4,5 mld dol. - Nie zmienia to jednak diametralnie złej sytuacji finansów publicznych w Rosji, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że spadek dochodów budżetowych Rosji z podatków od wydobycia ropy i gazu spadł rok do roku (za okres styczeń luty) o około 45 proc. - konkluduje.
Kamil Szczepański z XTB zwraca uwagę również na ograniczenia, które nie pozwalają Rosji w pełni wykorzystać wzrostu cen. - Przede wszystkim Rosja nie operuje na zasadach rynkowych. Pozostaje w różnym stopniu odcięta od większości rynków rozwiniętych, a pozostali klienci w Azji mogą wykorzystać tę sytuację na swoją korzyść, wiedząc, że Rosja nie ma alternatywy. Kryzys w cieśninie Ormuz zmniejsza tę zależność, ale jej nie niweluje - mówi analityk.
Szczepański tłumaczy również, że "ropa ropie nierówna". - Istnieją różne "gatunki" ropy, główny podział to ropa "słodka" i "kwaśna". Słodka jest łatwiejsza w obróbce, kwaśna jest natomiast tańsza. Bliski Wschód wydobywa głównie tę pierwszą, a Rosja - tę drugą. Sama zmiana gatunku ropy, w przypadku wielu procesów technologicznych i łańcuchów dostaw, może zupełnie zmienić rachunek opłacalności - mówi ekspert.
Jak podkreśla, ostatecznie Rosja pozostaje zakładnikiem własnej infrastruktury - nie jest fizycznie możliwe eksportowanie z Rosji istotnie większych wolumenów na Wschód z uwagi na brak portów, statków i rurociągów. - Przed wybuchem wojny na każdym z tych etapów Rosja była zależna od dostawców europejskich. Możliwości oraz wola Chin do subsydiowania i wspierania rosyjskich projektów infrastrukturalnych są natomiast ograniczone - zauważa.
USA luzują sankcje wobec Rosji. "Ten sygnał cieszy Kreml"
Kryzys na Bliskim Wschodzie niesie ze sobą również ryzyko luzowania sankcji wobec Rosji. 5 marca amerykański resort finansów wydał licencję wyłączającą z rosyjskich sankcji sprzedaż rosyjskiej ropy do Indii do 4 kwietnia. Jak dotąd uwolnienie dotyczy tylko surowca już załadowanego na statki, jednak eksperci z niepokojem komentują ten trend, zwracając uwagę, że priorytetem USA nie jest utrzymanie twardego stanowiska wobec Rosji, a stabilność dostaw.
- Sygnał amerykańskiej administracji cieszy Kreml, bo pokazuje że jest możliwe luzowanie sankcji bez ustępstw w negocjacjach pokojowych z Ukrainą. To politycznie decyzja błędna, wiedząc że głównym celem Rosji jest osłabienie reżimu sankcyjnego - komentuje Pastucha.
Przypomnijmy, że sekretarz skarbu USA Scott Bessent w opublikowanym niedawno wywiadzie przyznał, że amerykańska administracja może wkrótce znieść kolejną transzę sankcji dotyczących rosyjskiej ropy naftowej, aby obniżyć globalne ceny surowca.
Szczepański zwraca jednak uwagę, że sygnały z USA o potencjalnym luzowaniu sankcji są raczej kontynuacją polityki Trumpa wobec Rosji niż rzeczywistym sygnałem dla rynku. - Współpraca gospodarcza z Rosją nie jest opłacalna w stopniu choćby zbliżonym do tego, do którego próbują przekonać rosyjscy lobbyści. USA są największym producentem ropy naftowej na świecie i znajdują się w ścisłej czołówce eksporterów. Stany Zjednoczone zwyczajnie nie potrzebują i nie będą potrzebować rosyjskiej ropy - mówi ekspert.
Jak zaznacza, również sama podaż nie potrzebuje "tak drastycznej stabilizacji". - Bliski Wschód nie jest dziś tak istotny dla rynku, jak był jeszcze kilka dekad temu, dla cieśniny Ormuz istnieją ograniczone kanały alternatywne, a energochłonność gospodarek Zachodu i odporność łańcuchów dostaw są dziś dużo większe niż jeszcze kilka lat temu - zauważa.
Putin chce wznowić dostawy gazu i ropy do UE. "Nigdy nie odmawialiśmy"
Putin podkreśla, że jest gotowy do wznowienia współpracy energetycznej z Europą. Poparcie dla tego pomysłu deklaruje premier Węgier Viktor Orban, który nawołuje do zawieszenia sankcji na rosyjską ropę w odpowiedzi na wojnę na Bliskim Wschodzie.
"Jeśli europejskie firmy i europejscy nabywcy nagle zdecydują się na zmianę swojego podejścia i zaoferują nam długoterminową, zrównoważoną współpracę, wolną od nacisków politycznych, to proszę bardzo. Nigdy nie odmawialiśmy" - oświadczył Władimir Putin, komentując kryzys na światowym rynku energetycznym.
Przypomnijmy, Unia Europejska zakazała importu rosyjskiej ropy naftowej drogą morską w 2022 r., a do 2027 roku ma zostać wprowadzony całkowity zakaz importu gazu LNG i rurociągowego z Rosji. Jak podaje Eurostat, udział Rosji w imporcie gazu rurociągowego do UE na koniec 2021 roku wynosił ok. 40 proc. W przypadku LNG było to prawie 22 proc. Na koniec trzeciego kwartału 2025 roku było to odpowiednio 10 proc. i 12,7 proc.
- Od lutego, po raz pierwszy od 2022 r. rosyjska ropa nie trafia do UE. Mam nadzieję, że tak pozostanie. Póki co nie widać też ruchów w kierunku zmiany podejścia UE i większości państw członkowskich w kontekście do sankcji energetycznych. Choć przy przedłużającym się kryzysie energetycznym istnieje takie ryzyko, w pierwszej kolejności wobec gazu skroplonego LNG - mówi Pastucha.
- Powrót rosyjskiej ropy do Unii dziś byłby skrajnie niepopularny politycznie oraz nieuzasadniony gospodarczo. Lewar gospodarczy, którym Rosja cieszyła się w ostatnich kilkunastu latach, to anomalia będąca efektem systematycznego wysiłku lobbystów i operatorów wywiadu, a nie racjonalnie uzasadnionego procesu gospodarczego. Sugestia, że Europa "potrzebuje" do czegokolwiek państwa tak ubogiego jak Rosja, jest nie na miejscu - dodaje Szczepański.
Rosja próbuje jednak wywrzeć nacisk na Europę również w inny sposób - sugerując, że jeśli ta nie będziecie kupować rosyjskiego gazu, zostanie on sprzedamy gdzie indziej. Jak zapowiadał Putin, Moskwa może przekierować dostawy gazu, zarówno skroplonego (LNG), jak i tego transportowanego gazociągiem TurkStream, na inne rynki, które uzna za bardziej opłacalne. Podobny sygnał wysłał rosyjski wicepremier Aleksander Nowak, który zapowiedział, że rosyjski rząd będzie się tym tematem zajmował - pisze Bloomberg.











