Reklama

Może zabraknąć węgla dla przemysłu

Rosną obawy o dalszy dynamiczny wzrost cen węgla, zwłaszcza w kolejnym sezonie grzewczym. Spółki skarbu państwa mają pracować nad skróceniem łańcuchów dostaw do klientów, co ma utrzymać ceny surowca w ryzach. Pojawiają się też zapowiedzi, że będą dopłaty dla odbiorców indywidualnych. Zdaniem ekspertów realne jest ryzyko, że zabraknie węgla dla odbiorców przemysłowych innych niż ciepłownie czy elektrownie. Kopalnie są niedoinwestowane, nie będą w stanie znacząco zwiększyć produkcji w tym sezonie.

Grupa Polsat Plus i Fundacja Polsat razem dla dzieci z Ukrainy

Wicepremier Jarosław Kaczyński zapowiedział podczas sobotniej konwencji PiS, że Polacy ogrzewający dom węglem otrzymają wsparcie. Również Radosław Fogiel, wicerzecznik partii rządzącej, mówił w radiowej Trójce, że  PiS chce "ulżyć i ułatwić życie tym, którzy są zmuszeni opalać i ogrzewać domy węglem". Szczegóły rozwiązania są obecnie ustalane. - Zobaczymy, jakie będą ostateczne ustalenia, czy to będą dopłaty, czy to będzie jakaś część węgla, która będzie miała gwarantowaną cenę. Ostateczne ustalenia są jeszcze przed nami - informował.

Reklama

Rzecznik rządu Piotr Müller zdradził, że rząd chce skrócić łańcuchy dostaw węgla do gospodarstw domowych przy pomocy spółek skarbu państwa, likwidując pośredników i narzucane przez nich marże. Jak zauważył w rozmowie z Polsat News, są one bardzo duże, wynoszą nawet po kilkaset złotych. Nie ma natomiast w planach wprowadzenia ceny regulowanej węgla.

Dotkliwe podwyżki

Właściciele domów ogrzewanych węglem od dłuższego czasu liczyli, że władze pochylą się nad problemem wysokich cen surowca. Drastyczne zwyżki cen napawały ich coraz większym lękiem. Ceny ekogroszku, paliwa produkowanego z węgla, jeszcze rok temu wynosiły 900 zł za tonę. W ostatnim sezonie grzewczym, ale jeszcze przed wybuchem wojny, wzrosły do 1500-1600 zł. Obecnie za tonę produktu trzeba zapłacić ponad 3 tys. zł. Tempo wzrostu cen jest wręcz zatrważające.

Szansą jest zakup węgla wprost z kopalni, w tym przypadku cena wynosi ok. 1 tys. zł za tonę. Paliwo jest tu sprzedawane po cenie producenta, bez kosztów transportu i narzuconej przez pośredników marży. Jest ono jednak praktycznie niedostępne, bo ilości wystawiane na sprzedaż są znikome.

Sytuacja wielu osób jest trudna. Ludzie spalili już drewno zalegające na ich podwórkach, niektórzy przerzedzili ogrody, wycinając pojedyncze drzewa i krzewy. A po kolorze dymu i zapachu, jaki unosił się w chłodniejsze dni, widać było, że do pieców trafiał, niestety, nie tylko opał.

Węgiel przypłynie z innych kierunków

Polska importowała rocznie 9 mln ton węgla z Rosji. Stanowiło to 70 proc. całego importu. Przedstawiciele rządu zapewniają, że mimo sankcji na rosyjski surowiec węgla w kraju nie zabraknie, bo do Polski płynie surowiec z różnych kierunków.

Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa mówiła niedawno, że spółka PGE Paliwa czeka na osiem statków, które wiozą ponad 700 tys. ton węgla. Surowiec będziemy kupować w Kolumbii, USA, Australii, RPA i Indonezji. Zapewniała, że mamy na dziś zabezpieczone ponad 8 mln ton węgla. - Jesteśmy po bezpiecznej stronie - uspokajała.

Przemysł może zostać bez surowca

Nie wszyscy podzielają jednak optymizm rządzących. Są obawy, że część biznesu zostanie pozbawiona możliwości zakupu całości potrzebnego wolumenu. - Sytuacja jest niepokojąca z punktu widzenia stabilności firm chemicznych czy przemysłowych działających w oparciu o węgiel. Można się spodziewać, że potrzeby energetyki czy ciepłownictwa będą zaspokajane w pierwszej kolejności. Jest jednak ryzyko, że wiele firm produkcyjnych nie otrzyma zakładanych wolumenów surowca w okresie jesienno-zimowym - ocenia w rozmowie z Interią Jakub Szkopek, analityk Erste Securities.

Brak wolumenów ze Wschodu nie przejdzie niezauważony. Tym bardziej, że na świecie sytuacja była napięta jeszcze przed wojną ze względu na pandemię. - Covid uderzył bardzo mocno w sektor węglowy i stalowy, wiele kopalń zamknięto ze względu na niskie ceny węgla, część istotnie zmniejszyła nakłady na inwestycje odtworzeniowe i nowe projekty. Do tego cały czas obowiązywała polityka dekarbonizacyjna. Problemem było pozyskanie środków na kredyt, bo banki nie chciały udzielać pożyczek na inwestycje węglowe - wylicza Szkopek.

Trzeba było działać wcześniej

Sektor jest niedoinwestowany. Analityk podkreśla, że - według danych ARP - wydobycie w Polsce od dwóch lat spada. Wyjątkiem był marzec tego roku, kiedy to wyniki produkcyjne były niezłe. Kwiecień jednak przyniósł już rozczarowanie. Zwraca uwagę, że już na przełomie roku widać było, że zapasy topnieją. I to wtedy należało ruszyć z inwestycjami. W tej chwili jest późno, jakiekolwiek rozpoczęte obecnie inwestycje przyniosą efekty dopiero na następną zimę, w 2023 roku.

Jednak i dziś nie widać wzmożenia procesów inwestycyjnych. - Nowe projekty są wstrzymane ze względu na plan przeniesienia aktywów wydobywczych do NABE. Firmy nie chcą wykładać pieniędzy na segment wydobywczy, który za chwilę i tak znajdzie się poza grupą - informuje Szkopek.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Zapasy węgla są w tej chwili minimalne, wynoszą 1,3 mln ton. To praktycznie zapas techniczny. Konieczne jest przygotowanie zapasów na sezon grzewczy w elektrociepłowniach i ciepłowniach, ale też u klientów przemysłowych. Analityk podkreśla, że sporo będzie zależało od temperatur tej zimy. Jeśli będą niskie, sytuacja będzie dużo poważniejsza. Zapotrzebowanie na energię i ciepło wzrośnie, a co za tym idzie zwiększy się popyt na węgiel z tych sektorów. - Należy zakładać, że elektrownie i ciepłownie będą traktowane priorytetowo, jeśli chodzi o zakupy węgla - mówi.

Ceny coraz wyższe

Węgiel w obecnej sytuacji mocno drożeje. - Włączył się dodatkowo spłoszony klient indywidualny, który nerwowo robi zakupy na zimę. Ceny w dostawach spotowych w portach ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia) wynoszą 45 zł za GJ, tymczasem do tej pory firmy energetyczne kupowały surowiec z krajowych kopalń po 10-11 zł za GJ. Obecnie trwają negocjacje z PGG. Mówi się, że energetyka w kolejnym roku może kupować węgiel po 22-27 zł za GJ, przy czym jakieś podwyżki nastąpią już od lipca - informuje analityk.

W portach ARA węgiel jest sprzedawany w tej chwili za 250 dol. za tonę. - To bardzo wysoki poziom. Wysokie ceny utrzymają się również w kolejnym roku. W Ameryce Północnej podejmowane są próby zwiększenia produkcji, ale tego typu inwestycje trwają lata. Są plany reaktywowania kopalń, które wcześniej były zamykane, ale zanim się doprowadzi do ponownego uruchomienia trzeba dużo czasu - informuje Szkopek.

Podkreśla, że w przypadku biznesu prawdziwym problemem nie będzie cena, a dostępność surowca. - Węgla realnie może zabraknąć, tym bardziej, że górnictwo jest branżą nieprzewidywalną; zdarzają się wypadki, problemy techniczne. Jesienią okaże się, czy firmy faktycznie otrzymają zakontraktowany wolumen - zaznacza.

Monika Borkowska

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »