Reklama

Nadal chory ZUS

Od ponad 20 lat Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) cierpi na nieuleczalną chorobę, która nazywa się - po prostu - złym zarządzaniem. Ostatnia afera związana z informatyzacją potwierdza, że ta choroba trwa nadal.

Reklama

Kilka dni temu zrobiło się głośno wokół ubiegłorocznego przetargu, który zorganizował ZUS na utrzymanie Kompleksowego Systemu Informatycznego (KSI). System ten obsługuje w praktyce ponad dwa miliony firm, 20 milionów ubezpieczonych oraz kilkanaście milionów polskich świadczeniobiorców. Jak sugerowano w doniesieniach medialnych, mogło dojść przy okazji tego przetargu do złamania prawa.

Pewny kandydat na zwycięzcę

Okazało się bowiem, że do ogłoszonego przez ZUS przetargu przystąpiła tylko jedna firma - Asseco Poland - i właśnie ona wygrała. Nie byłoby w tym jeszcze nic podejrzanego, gdyby nie to, że, jak ustalili dziennikarze, dwie osoby z ZUS-u, w tym m.in. osoba pracująca w Urzędzie Zamówień Publicznych, który nadzoruje takie przetargi oraz dwie osoby z Asseco zasiadały wcześniej w Radzie Nadzorczej Fundacji Fundowiczów. Przetarg na utrzymanie sprawności KSI miał być wyjątkowo osobliwie skonstruowany. Wymagania przetargowe ZUS były bowiem tak precyzyjne, że dotyczyły nawet doświadczenia i wykształcenia specjalistów firm, które mogłyby przystąpić do takiego przetargu. Oczywiście specjaliści Asseco te wymagania spełniali w 100 procentach. Można oczywiście powiedzieć, że na tym etapie niczego w sposób pewny jeszcze nie wiemy. To prawda, ale fakt, że to kolejny przypadek, kiedy rodzą się poważne wątpliwości w związku ze organizowanymi przez ZUS przetargami, nie jest bez znaczenia.

Uzasadnione podejrzenia

W grę wchodzą olbrzymie pieniądze i dlatego właśnie musi istnieć pełna transparentność i czystość reguł przetargowych. A tak w przypadku ubiegłorocznego przetargu w ZUS-ie na pewno nie jest. Rodzą się bowiem uzasadnione podejrzenia, czy znajomość osób z ZUS-u z przedstawicielami Asseco nie mogła mieć wpływu na przebieg i wynik tego przetargu. Rzecznik ZUS-u, Jacek Dziekan, w przesłanym PAP oświadczeniu zakomunikował, że doniesienia medialne odnośnie do zasiadania przedstawicieli ZUS i Asseco w fundacji są nieprawdziwe, albowiem "ci pierwsi zrezygnowali z zasiadania w niej w 2010 r., a więc trzy lata przed tym, jak miał miejsce przetarg". Chyba jednak dokładnie tak nie jest. Sprawdzeniem ostatnich doniesień mediów na ten temat ma się bowiem zająć Rada Nadzorcza ZUS i zapewne wyda w tej sprawie jakiś komunikat lub oświadczenie. Trudno jednak oczekiwać, by Rada Nadzorcza doszukała się jakichkolwiek nieprawidłowości w firmie, w związku z mającym miejsce w ubiegłym roku przetargiem. Można raczej spodziewać się komunikatu mówiącego, że nie wykryto w tej sprawie żadnych nieprawidłowości. To nie pierwszy przypadek, kiedy nieprawidłowości, patologie czy afery dotykają ZUS.

Choroba z przeszłości

Budowanie Kompleksowego Systemu Informatycznego zapoczątkowano w lipcu 1996 r. Wtedy to ZUS ogłosił przetarg budowę. Sekwencja zdarzeń związanych z dalszą drogą budowania tego systemu była następująca: 10 października 1997 r. ZUS podpisał umowę generalną na budowę KSI z należącą do Ryszarda Krauzego firmą Prokom Investments SA. Miesiąc później do umowy pomiędzy ZUS-em a Prokomem został podpisany Aneks Nr 1. Powodem jego zawarcia miało być zbycie przez Prokom Investments SA, pod koniec października 1997 r., całego przedsiębiorstwa na rzecz firmy Prokom Software SA. 23 kwietnia 1998 r. ZUS podpisał do umowy ze spółką Prokom Software SA jeszcze bardziej fatalny dla siebie Aneks Nr 2.

W zasadniczy sposób aneks ten zmieniał bowiem wynikający z umowy przedmiot zamówienia, nie obniżając jednocześnie kosztów wykonania. W następnych miesiącach ZUS podejmował kolejne ryzykowne decyzje dotyczące dalszej budowy KSI. Decyzje te, bardzo zresztą niekorzystne dla ZUS-u, służyły w istocie interesom firm, z którymi podpisywano umowy.

Ekstremalne ryzyko i permanentne zagrożenia

W 2000 r. Najwyższa Izba Kontroli zarzuciła władzom ZUS m.in. całkowity brak analizy ryzyka związanego z budową KSI. W ocenie Izby, analiza taka była niezbędna ze względu na skalę i wagę przedsięwzięcia, jakim było budowanie KSI. Zarzuty dotyczyły braku jakichkolwiek doświadczeń ZUS-u w tworzeniu projektu, który (jak podkreśliła NIK) wiązał się z olbrzymimi kosztami ponoszonymi ze środków publicznych. W ocenie Izby ryzyko to było nawet ekstremalnie duże, realizacja projektu permanentnie zagrożona, zaś zmiany kosztów i harmonogramu pracy nad informatyzacją sieci ZUS po prostu nie do oszacowania. W związku z budową KSI w okresie od 1997 do 2007 r. ZUS zawarł 146 umów o wartości ponad 2,6 mld zł, w tym z firmą Prokom o wartości ponad 2,1 mld zł. We wspomnianym okresie ZUS zawarł również 17 umów z grupą ZETO i firmą Software AG Polska na eksploatację systemów komputerowych oraz modyfikację i konserwację systemów emerytalno-rentowych. Ich wartość NIK oszacowała na ponad 249 mln zł.

Pieniądze wyrzucone w błoto?

W zawieranych umowach nie umieszczono dokładnych zobowiązań wykonawcy, terminów oraz sankcji wobec niewykonania zadań, natomiast zamieszczane w nich zapisy mówiły, że za ich zerwanie ZUS musiałby płacić bardzo wysokie kary.

Dodatkowo umowy były wielokrotnie aneksowane, w ramach czego bardzo często ograniczano przedmiot zamówienia, zachowując dotychczasowe koszty wykonania całej umowy. Warto jedynie zaznaczyć, że do umowy z grupą ZETO dodano aż 55 aneksów. Inspektorzy NIK ocenili, że budowa Kompleksowego Systemu Informatycznego dla ZUS-u kosztowała państwo co najmniej 2,5 mld zł, zaś koszty informatyzacji ZUS-u mogły przekroczyć nawet 3 mld zł. Ile z tych pieniędzy zostało wyrzuconych w błoto, tego nikt nie jest w stanie nawet oszacować. Jednak zarzuty te nie znalazły swojego właściwego końca w polskich sądach. Szefowie ZUS, Stanisław Alot i Anna Bieńkowska, zostali uniewinnieni, zaś odpowiedzialny za podpisywanie bardzo niekorzystnego dla ZUS-u Aneksu Nr 2, Adam Kapica, nawet nie został objęty aktem oskarżenia.

ZUS wraca do przeszłości?

Nie ma już Prokomu, który był firmą wiodącą w opisanej wyżej informatyzacji ZUS-u. W kwietniu 2008 r. został on połączony z Asseco Poland SA, ale jak się ostatnio okazało, to Asseco zastąpiło Prokom w kontynuowaniu dzieła informatyzacji naszego ubezpieczeniowego giganta.

Czy Asseco i sam ZUS wpisują się i tym razem w patologiczne praktyki z przeszłości, tego jeszcze nie wiemy. NIK zapowiedziała nową kontrolę ZUS-u po transferze do niego części aktywów z OFE. Jak wynika z oficjalnego komunikatu, kontrola ma przede wszystkim zbadać, jak operacja ta wpłynie na sprawność wypłaty rent i emerytur. Czy kontrolerzy NIK zainteresują się także okolicznościami przebiegu przetargu na utrzymanie KSI? Tego dzisiaj jeszcze nie wiemy.

dr Leszek Pietrzak

Autor jest historykiem, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI

Kliknij i pobierz darmowy program PIT 2013

Dowiedz się więcej na temat: afera | płatnik | Prokom Software SA | ZUS | Asseco Poland SA | Ryszard Krauze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »