Reklama

Nie trzeba być milionerem, by latać luksusowym samolotem

Chcecie latać luksusowymi prywatnymi samolotami jak milionerzy czy hollywoodzkie gwiazdy, choć nie jesteście bajecznie bogaci? Stało się to możliwe dzięki specjalnym francuskim stronom internetowym i aplikacji na smartfony o nazwie "Cojetage". Dzięki nim można wyszukać miejsca w luksusowych maszynach po cenach kilkadziesiąt razy niższych niż zazwyczaj.

Większość wynajmowanych przez bogaczy prywatnych samolotów leci po nich lub wraca bez pasażerów. W czasie połowy lotów na pokładzie znajduje się tylko personel. Właściciele luksusowych maszyn z różnych krajów postanowili więc sobie dorobić i udostępniać wszystkim chętnym miejsca w pustych samolotach po niskich cenach. Zamiast za 10 tysięcy euro można polecieć np. z Paryża do Nicei na Francuskiej Riwierze za około 250 euro - czyli za cenę kupowanego w ostatniej chwili biletu na samolot tradycyjnych linii lotniczych.

Reklama

Na razie ofert jest niewiele, ale przedstawiciele cojetage.com zapewniają, że z czasem będzie ich coraz więcej, bo chęć korzystania z tej platformy rezerwacyjnej wyrażają coraz liczniejsi właściciele niewielkich luksusowych samolotów. Jedyny problem polega na tym, że najczęściej bilety trzeba rezerwować szybko, bo maszyny nie są duże i liczba miejsc waha się zazwyczaj od czterech do dwudziestu. Pasażerowie płacą oczywiście tylko za przelot. Jeżeli zażyczą sobie w czasie lotu kawioru i szampana, będą musieli zapłacić za to dodatkowo - i czasami będzie to kosztowało więcej niż sam bilet.

Marek Gładysz

Więcej informacji ekonomicznych na RMF24.pl

Dowiedz się więcej na temat: Milionerzy | samolot

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »