Reklama

Niemiecka prasa: To nie rating, a czysta polityka!

Niemiecka prasa zarzuca agencji ratingowej Standard & Poor's uprawianie polityki.

Reklama

Zdaniem "Frankfurter Allgemeine Zeitung", agencja reprezentuje interesy Wall Street. Agencja Standard & Poor's wzbiła się na pozycję politycznego aktora - komentuje "Frankfurter Allgemeine Zeitung" i dodaje, że agencja próbuje wymusić na Europie korzystne dla siebie decyzje. Konkretnie drukowanie pieniędzy w amerykańskim stylu. Za swoje działania nie ponosi jednak politycznej odpowiedzialności.

O polityce w wykonaniu Standard & Poor's pisze także "Sueddeutsche Zeitung", ale gazeta zaznacza, że agencja wyświadczyła Europie przysługę. Groźba obniżenia ratingu może bowiem podziałać mobilizująco na europejskich liderów.

"Financial Times Deutschland" zauważa tymczasem, że groźba obniżenie wiarygodności niemal całej strefy euro, nie spowodowała paniki na rynkach. Świadczy to o kryzysie w jakim znalazły się same agencje ratingowe. Zdaniem gazety, ich profesjonalizm jest coraz mniejszy, a prognozy coraz bardziej banalne.

W poniedziałek agencja Standard & Poor's umieściła na liście obserwacyjnej 15 krajów strefy euro. Grozi im obniżenie ratingów kredytowych. Znalazły się na niej m.in Niemcy cieszące się dotychczas najwyższą oceną kredytową.

Choć Niemcy i Francja wykluczyły euroobligacje jako sposób na kryzys, powraca do nich przewodniczący Rady Europejskiej. O wspólnej odpowiedzialności krajów eurolandu za część długów, co byłoby ratunkiem dla tych najsłabszych, Herman Van Rompuy napisał w raporcie poświęconym walce z kryzysem. Mają go omówić unijni liderzy na rozpoczynającym się jutro dwudniowym szczycie w Brukseli.

Szef Rady Europejskiej przyznaje w raporcie, że wspólna emisja obligacji przez kraje strefy euro to perspektywa długoterminowa. Najpierw jest konieczna zgoda co do większej dyscypliny finansowej i bardziej surowe zasady budżetowe, włącznie z odbieraniem głosu krajom eurolandu, które lekceważą zalecenia z Brukseli. Jednak Herman Van Rompuy uważa, że już teraz unijni przywódcy powinni przynajmniej zgodzić się na rozpoczęcie dyskusji w tej sprawie, by wysłać sygnał do rynków finansowych. Brukselski instytut badawczy Bruegela uważa, że wyjściem z sytuacji może być wspólna odpowiedzialność krajów eurolandu za długi ale tylko od pewnego poziomu. "To byłoby przez jakiś czas i dawałoby pewien oddech, przywracając zaufanie w strefie euro" - mówi Jean Pisani-Ferry, dyrektor instytutu. W sprawie euroobligacji Herman Van Rompuy ma więc odmienne zdanie niż kanclerz Angela Merkel i prezydent Nicolas Sarkozy, ale zgadza się z nimi w innych kwestiach.

Proponuje na przykład złotą regułę zrównoważonego budżetu, nie pozwalającą na nadmierne zadłużanie i takie zmiany w dotychczasowych przepisach, które związałyby mocno kraje eurolandu zasadami dotyczącymi długu i deficytu. To mogłoby pomóc w znalezieniu pieniędzy na ratowanie krajów strefy euro z problemami finansowymi, bo po zapowiedziach reform Europejski Bank Centralny mógłby się zgodzić na większą interwencję przy zakupie obligacji zadłużonych państw. O takim rozwiązaniu od dawna mówią eksperci, jak również o tym, że jednorazowo i doraźnie w pomoc strefie euro może zaangażować się Międzynarodowy Fundusz Walutowy, któremu EBC pożyczałby pieniądze.

Inflacja, bezrobocie, PKB - zobacz dane z Polski i ze świata w Biznes INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »