Tatry w ostatnich latach cieszą się wyjątkową popularnością. Tylko od początku roku na szlaki weszło niemal 4 mln osób, w tym ponad 1 mln w samym sierpniu - poinformował TPN. Rekordowe liczby samochodów odnotowano również na prowadzącej na Podhale "Zakopiance". Z danych Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wynika, że z tunelu pod Luboniem Małym w minione wakacje skorzystało 2,1 mln pojazdów. Rekord odnotowano 10 sierpnia - tunelem przejechało wtedy 53 tys. 131 samochodów.
"Sezon wakacyjny należy podsumować jako bardzo dobry"
Rosnącą liczbę turystów odczuwa nie tylko przyroda, ale też mieszkańcy Zakopanego. Część z nich mówi o udanym sezonie dla branży turystycznej i cieszy się z rosnącego napływu turystów.
"Sezon wakacyjny pod Tatrami należy podsumować jako bardzo dobry, jeżeli chodzi o frekwencję turystyczną. Większość hotelarzy odnotowała nawet wzrosty obłożenia w stosunku do ubiegłego roku" - mówił PAP Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.
Mieszkaniec: Ci, którzy żyją z turystyki zagryzają zęby
Są jednak również i tacy, którym sezonowy napływ przyjezdnych przeszkadza. Narzekają oni na tłumy, hałas, rosnące ceny w sklepach i wysoki koszt zakupu nieruchomości.
"Ci, którzy żyją z turystyki, przymykają oko i zagryzają zęby na wszystkie niedogodności wynikające z ogromnego ruchu turystycznego, które są niezaprzeczalne. Generalnie mieszkańcy się tutaj do tego przyzwyczaili i umieją żyć z overtourismem. Moja żona jest z Zakopanego i właśnie przez to przyzwyczajenie do życia tutaj denerwuje ją mniej rzeczy niż mnie" - wyjaśnia mieszkaniec Zakopanego, pan Adam, cytowany przez Onet.
Pan Adam podkreśla, że największym problemem w centrum Zakopanego jest rosnąca popularność najmu krótkoterminowego w blokach. Coraz trudniej tam o stałych mieszkańców, bo atrakcyjna lokalizacja przyciąga inwestorów. To z kolei winduje ceny nieruchomości - posiadacze większych mieszkań stają się praktycznie milionerami. "Rozwiązanie? Oddzielny rynek na wynajem krótkoterminowy, oddzielny dla mieszkańców" - sugeruje mieszkaniec.
Problemy wynikające z rosnącej liczby turystów zauważa również pan Dominik, właściciel sklepu, który przyznaje jednak, że są one nieczęste.
"Pracując w sklepie, czasami spotykam się z niefajnym zachowaniem turystów, ale na szczęście nie są to częste sytuacje. Raz zostałem nazwany oszustem przez pewnego pana, który zrobił mi awanturę na cały sklep, bo nie zdążyliśmy jeszcze zmienić cenówek i musiał zapłacić kilka zł więcej za produkt. Oprócz krzyków pojawiły się też słynne aluzje polityczne. Miałem też przypadki obcokrajowców, którzy mieli do mnie pretensje, że nie mówię w ich języku. Skoro tak, to mogłem się ich języka uczyć, bo oni inaczej nie umieją rozmawiać" - mówi.










