Reklama

Norweska szansa

Opłacalnie i bezpiecznie - to niełatwe do pogodzenia postulaty, ale przed żadnym nie ma ucieczki, jeśli mówimy o zaopatrzeniu kraju w gaz. Norwegia to obiecujący kierunek.

Reklama

Budowa połączenia gazowego Polski z Norwegią to obecnie jedno z najważniejszych wyzwań, jakie stoją przed naszym rządem. Gazociąg ten razem ze świnoujskim gazoportem definitywnie pozwolą nam bowiem na zerwanie z uzależnieniem od rosyjskiego gazu i sprawią, że Polska gazowo będzie bezpieczna.

Jest to szczególnie ważne w kontekście ostatnich "cichych" zwycięstw Gazpromu.

Roczne zapotrzebowanie na gaz naszego kraju to około 16 mld m sześć. surowca. Ponieważ krajowe wydobycie oscyluje wokół czterech miliardów, zmuszeni jesteśmy do importu surowca. Kluczowe jest pytanie, jak to robić, aby było to dla nas opłacalne, a zarazem bezpieczne? Odpowiedź ekspertów jest dość jasna: konieczne jest zdywersyfikowanie źródeł importowanego gazu. Obecnie bowiem - to zaszłość historyczna - nadal polegamy na gazie z Rosji.

Tymczasem Kreml wielokrotnie powtarzał, że gazu może użyć jako broni. Aby czuć się bezpiecznym, potrzebne są inne źródła surowca.

Rura na szybko

Nic dziwnego, że obecny rząd w sferze polityki gazowej wrócił do projektu sprzed ponad półtorej dekady. To wówczas pierwszy raz pojawiła się bowiem koncepcja budowy połączenia gazowego z Norwegią, drugim co do wielkości po Rosji dostawcą gazu na rynek Unii Europejskiej. Rozmowy trwają, a najważniejsze decyzje powinny zapaść w tym i w przyszłym roku.

- Już trzeci raz jestem uczestnikiem podobnych rozmów. W 2001 r. doprowadziliśmy do podpisania porozumień międzyrządowych i kontraktów zarówno z Duńczykami, jak i z Norwegami. Po wyborach rząd SLD uniemożliwił realizację podpisanych kontraktów. W latach 2006-07 też się wydawało, że sukces był blisko, ale wtedy "koalicjantami" było aż 11 firm ze Szwecji, Danii, Norwegii.

I powiem szczerze: do dziś nie jestem w stanie powiedzieć, kto ostatecznie wyjął cegiełkę z tej konstrukcji... - mówi Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Rząd chciałby, aby gazociąg był gotowy do 2022 roku. Data nieprzypadkowa. Polska kupuje gaz z Rosji na podstawie kontraktu długoterminowego z 1996 roku, obowiązującego właśnie do początków przyszłej dekady. Deklaracja rządu jest jednoznaczna - kontrakt nie zostanie przedłużony. Potrzebna jest alternatywa, którą daje gazociąg do Skandynawii.

Warto podkreślić, że za budową nie stoją wyłącznie czynniki polityczne. Przemawia za tym także ekonomia i bezpieczeństwo dostaw. Gazociąg norweski nie tylko bowiem zagwarantuje dostęp do gazu z innego źródła, ale także będzie doskonałą alternatywą w przypadku problemów z dostawami gazu z Rosji.

Na gazowym rynku widzimy prawdziwą rewolucję. Wydaje się, że obecnie odbiorcy chcą bardziej elastycznie niż dotychczas móc kupować gaz. Umowy na dekady przestały być "modne" - dostawcy zbyt często wykorzystują swoją uprzywilejowaną pozycję.

Polska wybudowała gazoport - co więcej, planuje nawet jego rozbudowę. Między innymi wzmocnimy dzięki niemu naszą pozycję negocjacyjną. Budowa gazowego połączenia z Norwegią wymusi na Gazpromie traktowanie Polski jak partnera.

Gazprom się nie poddaje

Budowa gazociągu stała się jeszcze bardziej paląca w kontekście braku jednolitej polityki energetycznej Unii. Już wcześniej widoczne były sygnały, że solidarność energetyczna to tylko hasło. Po koniec października dostaliśmy kolejne tego dowody.

Z naszego punktu widzenia niezrozumiałym bowiem jest, że Komisja Europejska przygotowała projekt dokumentu zatwierdzającego decyzję Bundesnetzagentur. Obie instytucje - wbrew unijnej zasadzie dostępu stron trzecich do przesyłu (TPA) - zwiększają dostęp Gazpromu do zdolności przesyłowych gazociągu Opal do 80 proc. (z 17,5 mld do 28 mld m sześć.).

Według PGNiG, będzie to kolejny przywilej udzielony przez KE Gazpromowi. Jeśli żaden inny podmiot nie wykupi pozostałych 20 proc. (7 mld m sześć.) przepustowości na aukcji, rosyjski potentat będzie mógł je wykorzystać na własne potrzeby.

W praktyce umożliwia to dostarczenie do wschodnich landów Niemiec kolejnych ogromnych partii surowca. Gazprom staje się na tym obszarze (Opal biegnie w pewnym oddaleniu wzdłuż naszej zachodniej granicy do Czech) faktycznym hegemonem i w jeszcze większym stopniu uniemożliwia sprowadzenie np. przez nasz kraj z zachodu innego gazu niż rosyjski. Parafrazując znane powiedzenie - interkonektorami z Niemiec można będzie sprowadzić gaz z każdego źródła, pod warunkiem, że będzie to źródło rosyjskie.

Do Danii i dalej?

Wszystkie powyższe okoliczności każą przyspieszyć prace nad skandynawskim gazociągiem. Jednak ponieważ ostateczne rozstrzygnięcia wciąż nie zapadły, trudno o szczegóły. Rząd chciałby, aby roczna przepustowość rury sięgała ponad 10 mld m sześć..

Dlaczego właśnie tyle? Przemawia za tym kilka względów. Do najważniejszych należy fakt, że nie ma sensu budować mniejszej średnicy gazociągu w sytuacji, gdy kosztuje on niewiele mniej, a nie zabezpiecza potrzeb gazowych na wypadek kryzysu. Za budową rury o stosunkowo dużej przepustowości przemawiają także plany PGNiG. Polska spółka chciałaby mieć większe znaczenie na międzynarodowym rynku handlu gazem. Ważnym czynnikiem jest fakt, że produkcja gazu przez PGNiG w Norwegii rośnie.

- PGNiG będzie chciało zgłosić odpowiednie zapotrzebowanie na przesył gazu tą rurą. Chcemy je wypełnić własnym surowcem produkowanym na szelfie norweskim, którego wydobycie w tym rejonie chcemy zwiększyć w ciągu sześciu lat nawet do 2,5 mld m sześc. rocznie; resztę trzeba będzie dokupić, z czym nie powinno być żadnych problemów - mówi wiceprezes PGNiG Maciej Woźniak.

Co ciekawe, część prac dotyczących wytyczenia przebiegu gazociągu miała już miejsce. Cztery lata temu zakończono badania dna morskiego (prace geofizyczne) - ich wynik można wykorzystać teraz.

Kluczowym zagadnieniem jest sfinansowanie inwestycji, której koszty liczy się w setkach milionów złotych. Z pewnością są szanse na poważne fundusze z Brukseli. Trzeba przypomnieć, że Komisja Europejska już w październiku 2013 roku przyznała inwestycji status "Projektu o znaczeniu wspólnotowym" ("Project of Common Interest").

Zaś w 2015 r., w ramach instrumentu "Łącząc Europę" (Connecting Europe Facility), operatorzy zyskali dofinansowanie z funduszy UE, przeznaczone na opracowanie studium wykonalności w kwestii projektu połączenia międzysystemowego Baltic Pipe. Projekt budzi tak duże zainteresowanie, bo wyróżnia się na tle wielu innych m.in. właśnie tym, że będzie dostarczał gaz do naszego regionu z innych niż rosyjskie źródeł.

Dariusz Malinowski

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Graj razem z nami dla WOŚP! Wesprzyj Orkiestrę na pomagam.interia.pl

Dowiedz się więcej na temat: gazoport | bezpiecznie | PGNiG | Gazprom

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »