Reklama

Paliwo droższe o 6,5 grosza?

Przygotowywany przez Ministerstwo Gospodarki projekt zmian w systemie zapasów obowiązkowych ropy i paliw nie przewiduje wzrostu cen paliw - poinformował w czwartek resort gospodarki. Koszty utrzymywania zapasów są od dawna elementem ceny paliwa.

Ministerstwo Gospodarki chce pod koniec marca złożyć do Rady Ministrów projekt założeń do ustawy wprowadzającej nowy system obowiązkowych zapasów ropy naftowej i paliw. Zamiast fizycznie utrzymywać zapasy, przedsiębiorcy będą uiszczać składkę na ich utrzymanie przez Agencję Rezerw Materiałowych (ARM).

Drożej o 6,5 grosza na litrze?

Zdaniem resortu, już teraz przedsiębiorcy zawierają koszty utrzymywania zapasów obowiązkowych w cenie każdego litra paliwa sprzedawanego na stacjach paliw, jednak tego nie uwidaczniają. Resort wycenił, że koszt ten w 2008 roku wyniósł ok. 6,5 grosza na litr paliwa. W przygotowywanym projekcie MG rozważa kilka opcji zmiany systemu zapasów, w zależności od sposobu finansowania tych zmian.

Reklama

"Jedną z nich jest wykupienie zapasów przy udziale Banku Gospodarstwa Krajowego oraz stworzenie dwóch funduszy" - wyjaśnił PAP dyrektor departamentu ropy i gazu Maciej Kaliski. Jeden fundusz - finansowany obligacjami lub kredytem - wykupiłby zapasy od przedsiębiorców, a drugi zbierałby pieniądze na spłatę kredytu i bieżące finansowanie systemu. Zapasy - na zlecenie banku - byłyby utrzymywane przez ARM na podstawie umowy. Problemem w tym przypadku - jak wskazał Kaliski - może być trudność w uzyskaniu kredytu bez gwarancji rządowej.

"Inna opcja zakłada, że ARM w oparciu o kredyty krótkoterminowe stopniowo, w ciągu kilku lat, nabywałaby zapasy obowiązkowe; natomiast spłata zadłużenia oraz pokrycie bieżących kosztów funkcjonowania systemu zapewniałaby nałożona na producentów i handlowców opłata celowa" - powiedział Kaliski. Zamiast zaciągać pożyczki i potem je spłacać, pieniądze na zakup zapasów w ratach przez ARM mogłyby pochodzić z comiesięcznych opłat od przedsiębiorców.

"Chcielibyśmy przede wszystkim, żeby wybrany wariant był neutralny (pod względem kosztów - PAP) dla budżetu i końcowego klienta" - podkreślił Kaliski. Jednak - jak powiedział wczoraj PAP wicepremier Waldemar Pawlak - proponowane rozwiązania muszą być wspierane przez sam sektor paliwowy.

Kto za to zapłaci?

Pod koniec lutego zarząd PKN Orlen poinformował, że pracuje nad kilkusetmilionową transakcją sprzedaży części zapasów obowiązkowych w ramach obecnie obowiązującego prawa i może być ona zrealizowana w ciągu kilku tygodni. Zapasy miałby wykupić bank. Wcześniej prezes Lotosu Paweł Olechnowicz mówił PAP, że czeka na nową ustawę dotyczącą rozwiązania problemu zapasów. Kwota w bilansie grupy PKN Orlen wynikająca z zapasów obowiązkowych to ok. 6 mld zł, a Grupy Lotos blisko 3 mld zł.

Przedsiębiorcy są zobowiązani do utrzymywania obowiązkowych zapasów ropy naftowej i paliw w wysokości 76 dni średniego dziennego przywozu lub produkcji. Choć już dziś przepisy pozwalają, by fizyczne utrzymywanie zapasów było scedowane na inny podmiot, wartość zapasów i tak obciąża bilans spółek.

Najłatwiej sięgnąć do kieszeni kierowców

Naszym zdaniem resort gospodarki chce wprowadzić nowy podatek. Według unijnego prawa, to państwowa agencja, a nie koncerny paliwowe, mają zająć się magazynowaniem zapasów paliwa. Aby zdobyć pieniądze na te rezerwy władze chcą te koszty przerzucić na klienta i doliczyć do ceny paliwa. Jak pisze "Rzeczpospolita" resort finansów nie pozwoli agencji się zadłużyć, dlatego trzeba sięgnąć do naszych kieszeni.

mz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »