Analiza przeprowadzona w ramach The State of Pet Homelessness Project pokazała, że w maju 2024 roku w Polsce żyło niemal 950 tys. bezdomnych psów i kotów. Około 125 tys. z nich przebywało w schroniskach. Zamknięcie placówek w Sobolewie czy Bytomiu pokazało, że część z nich żyje w fatalnych warunkach, potęgowanych zwłaszcza zimą przez mróz. Mimo obowiązujących przepisów z ustawą o ochronie zwierząt na czele, a nawet przeprowadzanych kontroli, dobrostan zwierząt często nie jest utrzymany.
"Obecny system kontroli jest reaktywny, a nie prewencyjny"
Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Nadzwyczajnej ds. ochrony zwierząt (30.01) przedstawiciele prozwierzęcych organizacji, w tym tych, które przejęły opiekę nad psami odebranymi z Sobolewa wytykali bierność w działaniach Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej, sprawującemu nad nim nadzoru resortu rolnictwa, jak również resortu spraw wewnętrznych i administracji.
- Przypadki Bytomia i Sobolewa są konsekwencją systemowych zaniedbań i braku skutecznych mechanizmów kontroli nad podmiotami, które sprawują opiekę nad zwierzętami bezdomnymi w imieniu gmin. Z perspektywy organizacji społecznych szczególnie niepokojące jest to, że interwencje organów państwa często następują dopiero po eskalacji problemu, po zgłoszeniach medialnych lub długotrwałej presji ze strony obywateli. Oznacza to, że obecny system kontroli jest reaktywny, a nie prewencyjny - oceniła Ewelina Wiśniewska z Fundacji Psa Karmela, która wzięła pod opiekę kilka psów z sobolewskiej placówki.
Obowiązek kontroli zwierząt ma Inspekcja Weterynaryjna
Radca prawny Anna Toporowska w rozmowie z Interią Biznes potwierdza, że teoria mija się z praktyką. Wskazuje, że ustawa nakazuje Inspekcji Weterynaryjnej nadzór nad instytucjami sprawującymi opiekę nad bezdomnymi zwierzętami
- One są przeprowadzane, natomiast wydaje się, że w pewnych wypadkach dokładność tych inspekcji może budzić poważne wątpliwości - ocenia.
Kontrole Inspekcji Weterynaryjnej powinny być regularne, minimum dwa razy w roku i - co co zasady - niezapowiedziane. Problem pojawia się, gdy zarządca schroniska otrzymuje odpowiednio wcześniej nieoficjalną zapowiedź, móc się odpowiednio przygotować.
- Ocena spełniania wymagań weterynaryjnych dokonywana jest wyłącznie na podstawie stanu faktycznego istniejącego w dniu kontroli. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości powiatowy lekarz weterynarii wszczyna postępowanie administracyjne i wydaje decyzje nakazujące usunięcie uchybień, a w sytuacjach szczególnie poważnych - decyzję o zakazie prowadzenia schroniska. Jeżeli natomiast kontrola ujawni okoliczności mogące świadczyć o popełnieniu przestępstwa, w tym znęcania się nad zwierzętami, służba weterynaryjna ma obowiązek zawiadomić organy ścigania - wyjaśnia nam Maria Januszczyk, wiceprezeska Stowarzyszenia Prawnicy na Rzecz Zwierząt.
Wskazuje, że schronisko może prowadzić gmina - jako jednostkę budżetową, przedsiębiorca, jak również organizacja pro-zwierzęca w porozumieniu z samorządem.
Gminy niedostatecznie interesują się zwierzętami
Schroniska mogą być również kontrolowane przez władze lokalne, jednak ich działania, a w zasadzie ich brak, pozostawia wiele do życzenia.
- Gminy rzadko korzystają z przysługujących im instrumentów nadzorczych, co jak widzimy w ostatnich dniach, prowadzi do wielu nadużyć, których ofiarami są same - podkreśla Januszczyk.
Z publikacji Najwyższej Izby Kontroli z grudnia 2024 roku płyną fatalne wnioski. Żadna skontrolowana gmina nie zaplanowała bowiem opieki nad bezdomnymi zwierzętami w sposób prawidłowy. Skontrolowanych zostało także 14 schronisk, z czego aż w 11 nie zapewniono przebywającym tam zwierzętom właściwych warunków, a infrastruktura nie spełniała wymogów prawa.
"Pomieszczenia dla zwierząt w ponad połowie schronisk (8) nie spełniały wymogów dotyczących minimalnej powierzchni lub wysokości, a psy były utrzymywane w zbyt licznych grupach. Z tego powodu w czterech placówkach doszło do znaczącego przepełnienia. Także w trakcie oględzin w czterech schroniskach stwierdzono naruszenie dobrostanu zwierząt, nie zapewniając m.in. ochrony przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi." - wskazywała NIK.
"Urzędnicy zderzają się z systemem"
Na problem braku nadzoru gmin nad schroniskami zwraca uwagę mec. Angelika Kimbort-Stępniak ("Łapa Sprawiedliwości"):
- Gminy są odpowiedzialne za to w jaki sposób wydatkują pieniądze ze swojego budżetu, więc powinny także kontrolować realizację umów ze schroniskami i warunki bytowe zwierząt. Jak to wygląda? Wydarzenia ostatnich tygodni pokazały, że nadzór nad tymi miejscami jest iluzoryczny. Nie można oczywiście przekreślać wysiłków poszczególnych, zaangażowanych urzędników, ale system nie działa, a kilku entuzjastów go nie udźwignie - ocenia.
Przyznaje, że z jej zawodowej praktyki płyną przykre wnioski.
- W wielu sprawach, które prowadziłam przed sądami i które zakończyły się wyrokami skazującymi za znęcanie się nad zwierzętami, przez lata instytucje powołane do kontrolowania warunków bytowania zwierząt, nie widziały nieprawidłowości. To wyłącznie determinacja aktywistów prozwierzęcych doprowadzała do wszczynania tych spraw sądowych. Dodatkowo, ci urzędnicy, którzy chcieliby działać bardziej efektywnie na rzecz zwierząt, sami często zderzają się z systemem i oporem przełożonych oraz obawą o utratę pracy. Wykrywanie nieprawidłowości powinno być doceniane, a nie traktowane jako dodatkowa, nikomu niepotrzebna robota - podkreśla.
Co robić, gdy zwierzęciu dzieje się krzywda?
Jeśli Inspekcja Weterynaryjna lub gmina zawodzi, nie warto pozostawać biernym. W przypadku, gdy jesteśmy świadkami wyrządzania zwierzęciu krzywdy czy to przez schronisko, ale także osobę prywatną istnieje możliwość zgłoszenia tego faktu Policji lub prokuraturze. Dochodzi tu bowiem do złamania przepisów ustawy o ochronie zwierząt.
- Dobrym pomysłem jest często zgłoszenie się po pomoc do organizacji społecznych zajmujących się ochroną zwierząt - organizacje te mają w tych przypadkach więcej możliwości działania niż osoba fizyczna. W przypadkach niecierpiących zwłoki mają one nawet możliwość odebrania zwierzęcia, podczas gdy w zwykłych przypadkach takie odebranie następuje na podstawie decyzji administracyjnej. Warto takie sytuacje zgłaszać w kilka miejsc jednocześnie - radzi mec. Toporowska.
Januszczyk podkreśla, że warto zrobić to na piśmie, opisując dokładnie sytuację.
- Do zawiadomienia dołączamy materiał dowodowy, którym dysponujemy: mogą to być zdjęcia zwierzęcia lub miejsca jego utrzymywania, nagrania, opis tego co wskazywali świadkowie zdarzenia wraz z podaniem ich danych - wyjaśnia.
Co istotne, warto poinformować o problemie organizację zajmującą się ochroną zwierząt w sytuacji, jeśli to zawiadomienie składa ktoś, kto nie jest właścicielem zwierzęcia. Jest on bowiem jedynie zawiadamiającym, nie zaś stroną postępowania.
- To organizacja może występować w ramach postępowania w charakterze pokrzywdzonego - oskarżyciela posiłkowego (obok prokuratora). Będzie ona mogła również zgłaszać wnioski dowodowe, przeglądać akta sprawy czy składać środki odwoławcze na niekorzystne dla zwierząt rozstrzygnięcia organów - podkreśla nasza rozmówczyni.
Będzie obowiązek chipowania zwierząt
Oprócz niedostatecznego nadzoru nad schroniskami problemem są luki prawne w walce z bezdomnością zwierząt. Chodzi przede wszystkim o obowiązek kastracji, chipowania i rejestracji zwierząt, na co zwracali uwagę w Sejmie przedstawiciele organizacji. W tym ostatnim przypadku widać światełko w tunelu - projekt ustawy o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów jest już o krok od przyjęcia przez rząd.
- Konieczne jest również zapewnienie odpowiedniego systemu kontroli oraz realnych sankcji za lekceważenie przepisów. Bez tego nawet najlepsze regulacje pozostaną martwe - ocenia Januszczyk.
- Na najbardziej ogólnym poziomie należałoby wprowadzić podmiotowość zwierząt. Co prawda ustawa obecnie mówi, że zwierzę nie jest rzeczą, natomiast nie jest to określenie wystarczające - przewiduje ona w zasadzie nie tyle ochronę praw zwierząt, co prawną ochronę zwierząt, czyli sytuację, gdzie zwierzę nie jest samo w sobie podmiotem praw - dodaje mec. Toporowska.
Zwierzęta nie mają barw politycznych
O potrzebie zmian prawnych rozmawiano również w Pałacu Prezydenckim, m.in. o podwyższeniu kar za znęcanie się nad zwierzętami i odbieraniu praw do posiadania zwierząt tym, którzy się tego dopuszczają.
Zwierzęta bowiem, jak przekonuje piosenkarka Dorota Rabczewska "nie mają barw politycznych", zbierając podpisy pod apolitycznym apelem o konkretne działania prawne, mające zmniejszyć problem bezdomności czworonogów.
"Połączmy nasze siły, bo sprawa jak najszybszego przerwania cierpienia zwierząt wymaga wzniesienia się ponad kłótnie i partyjne interesy." - podsumowuje.
Paulina Błaziak















