Reklama

Polski Ład. Dodatkowe zasilenie konsumpcji, wzrost PKB o ponad 5,5 proc. w 2022 r.

Rząd przedstawił "polski ład" - plan społeczno-gospodarczy na czasy po kryzysie. Już w 2022 r. widoczny będzie wpływ zmian podatkowych na PKB. Zdaniem głównego ekonomisty Banku Pekao w 2020 r. gospodarka urośnie powyżej 5,5 proc. "Polski ład" powiela jednak błędy wcześniejszych programów, a zakładana aktywizacja kobiet i emerytów - może się nie udać - ocenia z kolei Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Reklama

Jakie są kluczowe zmiany, które zapowiada "polski ład"? To bez wątpienia te podatkowe, które przebudowują architekturę systemu i jego parametry. Mają one obowiązywać już od 2022 r., czyli ich wpływ na gospodarkę widoczny będzie stosunkowo szybko.

Reklama

- Mamy kwestie nieodliczania składki zdrowotnej i większą progresywność - to nie jest prosta zmiana składek podatkowych. Dla zarabiających rocznie do 120 tys. zł sytuacja nie pogorszy się, a do 5,5 tys. zł miesięcznie - się poprawi - ocenia Pytlarczyk. Zauważa także, że koszt dla budżetu zmian podatkowych to ok. 7 mld zł. Przyznaje również, że w ich efekcie reformy systemu podatkowego zwiększy się dochód rozporządzalny Polaków, co przełoży się na większą skłonność do konsumpcji.

- Stymulacja popytu podwyższy w przyszłym roku dynamikę PKB o ok. 0,4 pkt proc. Raczej na pewno wzrost PKB będzie powyżej 5,5 proc. w przyszłym roku - mówi Interii Pytlarczyk.

Proponowane zmiany podatkowe rozpatrywane w oderwaniu od całości reformy systemu to koszt kilkudziesięciu miliardów złotych dla budżetu. Wzrost kwoty wolnej to ok. 20 mld zł rocznie, a zmiany w składce zdrowotnej ok. 14 mld zł. - Całość obciążeń dla lepiej zarabiających rośnie, dla mniej zarabiających - spada. To się nie bilansuje, ale ubytek nie będzie duży. Mamy do czynienia z inną architekturą systemu, inną logiką zmiany - tłumaczy Pytlarczyk. Stąd też wspomniane 7 mld zł dodatkowych obciążeń dla budżetu państwa.

- Widać, że logika programu gospodarczego "polski ład" jest podobna do tych wcześniejszych. Adresują one pewne istotne problemy społeczne, ale robią to niestety w dosyć fragmentaryczny i wycinkowy sposób, jak chociażby w przypadku zmian podatkowych: nie upraszczają systemu i nie obejmują wszystkich potrzebujących - zauważa w rozmowie z Interią Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Te same błędy

Benecki w rozmowie z Interią podkreśla, że wciąż wybierane są instrumenty, które niekoniecznie są optymalne, jak rozbudowa "kapitału społecznego", który de facto powiela słabości Programu 500 plus.

- "Polski ład" dokłada do innych świadczeń socjalnych, które mają wspierać dzietność, ale dochodów zbiera się tyle, że kobiecie nie opłaca się wracać do pracy. Bedzie to negatywne dla aktywności kobiet w mniejszych miejscowościach i na koniec dnia wypadną one z rynku pracy na bardzo długi czas, co niekoniecznie pomaga rodzinie w dłuższym okresie i samej kobiecie. Wypadniecie kobiety z rynku pracy działa nieliniowo - im dłużej trwa, tym większe problemy ma ona z powrotem - dodaje Benecki.

Podkreśla także, że niektóre z przedstawionych dzisiaj rozwiązań działają dwukierunkowo i niekonsekwentnie - z jednej strony obniżenie obciążeń podatkowych dla emerytów jest pomocne, z drugiej strony cały czas brak jest instrumentów podnoszących skutecznie aktywność zawodową osób starszych.

- Powielamy błędy krajów biedniejszych, gdzie aktywność zawodowa emerytów jest niższa, zamiast kopiować doświadczenia krajów bogatszych, gdzie ta aktywność jest większa. Nie idziemy w myśl zasady, że dobrobyt pochodzi z pracy, a nie redystrybucji - mówi Benecki.

Program "polski ład" dostarcza dużego impulsu socjalnego, stymulującego konsumpcję i wydatki, co zdaniem głównego ekonomisty ING Banku Śląskiego - zmierza w kierunku utrwalenia bardzo niekorzystnej struktury PKB, coraz bardziej opartej na konsumpcji.

- Jest to struktura inflacyjna, co widać już w tej chwili. I jeszcze bardziej inflacjogenna będzie. Tym bardziej, że w programie mamy dużo elementów redystrybucyjnych, socjalnych, ale nie widzę takich, które miałyby wspierać skłonność do inwestowania firm prywatnych. Zamiast tego mamy dużo nowych świadczeń socjalnych, za które będą musieli zapłacić przedsiębiorcy. A to nie zachęca do inwestowania - mówi Benecki.

Wsparcie dla inwestycji?

Kompozycja tego programu, mówi Interii Benecki, wykorzystuje fakt, że KE zgodziła się na przedłużenie o kolejny rok konsolidacji fiskalnej. Ta ma nastąpić dopiero w 2023 r.

- Jak rozumiem logika programu jest taka, że finansowanie nowych świadczeń ma pochodzić z dobrej koniunktury. Na krótką metę to może działać, ale na dłuższą - gdy rosnąć będą obciążenia podatkowe dla przedsiębiorców - skłonność do inwestowania będzie niższa, co de facto zaniża długoterminowe perspektywy. Jest oczywiście duży program inwestycyjny, ale ma on charakter centralny. Nie ma mechanizmów zachęcających do inwestycji prywatnych - dodaje Benecki.

Tłumaczy on również, że inwestycje - nawet jak obijały w szczycie koniunktury - to nie tak szybko jak u sąsiadów Polski, co oznacza, że rodzima gospodarka mocno rośnie, ale długoterminowo traci na konkurencyjności. - To jest bardzo słaby punkt tego programu. Po jakimś czasie zaczniemy odczuwać brak inwestycji coraz bardziej. Zaczną się palić czerwone lampki. Na razie pierwsza już się zapaliła. To wysoka inflacja. Z biegiem czasu mogą się pojawiać kolejne. Jak wygasną popytowe elementy - to coraz trudniej będzie z utrzymywaniem dobrej koniunktury - mówi Benecki.

Innego zmiana jest główny ekonomista Banku Pekao, który zwraca uwagę, że przedsiębiorca musi reagować na zachodzące zmiany i inwestować, by sprostać rosnącemu popytowi. W tym kontekście brak dodatkowych zachęt nie jest przeszkodą.

- Jeśli przedsiębiorca widzi fale popytu i rosnącą zamożność społeczeństwa - to inwestycje są naturalną reakcją firm, żeby wziąć w tym udział. Jeśli widzi, że większy będzie popyt, to żeby mu sprostać musi inwestować. Widzimy, gdzie mamy problemy, czyli m.in. w dostępności pracowników. Spieszyłbym się na miejscu firm, żeby inwestować, dopóki są oni dostępni i relatywnie tani. Im szybciej te inwestycje zostaną poczynione, tym lepsza będzie pozycja na wyjściu - podkreśla Pytlarczyk.

500 tys. nowych miejsc pracy

Prezes PiS, który zaprezentował główne założenia "polskiego ładu", zwrócił uwagę, że dzięki reformom i nowym przedsięwzięciom powstanie w Polsce dodatkowych 500 tys. miejsc pracy. - Nie jest to zaskoczeniem, a raczej - mówi Pytlarczyk - dość poprawną konkluzją i efektem zapowiadanych działań. Jak tłumaczy wpływ na to będą miały programy aktywizujące (w tym głównie kobiet), ale również dynamika wzrostu PKB.

- 500 tys. nowych miejsc pracy - to jest pozytywny element - podkreśla Benecki. To efekt - dodaje - m.in. tego, że obniża się klin podatkowy by wyciągać osoby o niższych kwalifikacjach i zwiększać aktywność w obszarze osób o niższych dochodach. Ambitne plany aktywizacji zawodowej emerytów i kobiet mogą się jednak nie udać.

- Zachęty dla emerytów, jak ta z PIT działają w drugą stronę. Zachęcają do tego, żeby kończyć aktywność zawodową wcześniej. Najsilniej działa podnoszenie weku emerytalnego, ale żeby to było "zjadliwe" społecznie - trzeba mieć zdrowe społeczeństwo. Wybieramy drogę na miękko, dużo mniej skuteczną. Dbanie o aktowość zawodową grup, które przejściowo wypadają z rynku pracy, np. kobiet w przypadku Polski to bardzo słaby punkt. Wraz z nowymi transferami kobietom może się nie opłacać wracać do pracy - ocenia Benecki.

Bartosz Bednarz

Dowiedz się więcej na temat: Polski Ład | PKB | polska gospodarka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »