- Ten port ma ogromny sens. Dzisiaj port Warszawa-Okęcie jest absolutnie przeładowany. (...) Dzisiaj Warszawa Okęcie, w przyszłości CPK, muszą mieć port wspomagający, zapasowy, który będzie żył własnym życiem. I tak właśnie jest z portem Warszawa-Radom. (...) Radom to wspaniałe miejsce, ma szanse na dodatkowe inwestycje, przyciągnięcie dodatkowych przedsiębiorców, podniesienie poziomu wynagrodzeń - mówił w kwietniu 2023 roku ówczesny premier Mateusz Morawiecki podczas oficjalnego otwarcia lotniska Warszawa-Radom.
Warszawa-Radom niechętnie wybierane przez pasażerów
Ponad dwa lata później przyszłość tego portu stoi pod znakiem zapytania. W sierpniu tego roku obsłużył on ponad 17 tys. pasażerów, czyli o 17,5 proc. mniej niż rok wcześniej. Zarządca lotniska, Polskie Porty Lotnicze, podpisał umowy na promocję obiektu (na początku września kwota zawartych kontraktów wynosiła 1,3 mln zł netto), w planach jest rozpisanie kolejnych przetargów. Łącznie na ten cel przeznaczono 10 mln zł netto.
Promocja lotniska czy nawet kuszące ceny połączeń lotniczych mogą jednak okazać się niewystarczające, aby zachęcić pasażerów do wylotów z Radomia. Stołeczne lotnisko na Okęciu jest bowiem o wiele łatwiej osiągalne dla pasażerów z różnych części Polski, choćby ze względu na skomunikowanie Warszawy z innymi miastami.
W sierpniu br. wiceminister infrastruktury Maciej Lasek przekazał, że "na razie nic nie wskazuje na to, żeby lotnisko w Radomiu było rentowne". W jego ocenie strata lotniska, które kosztowało 850 mln zł, może sięgnąć do 2032 roku 600 mln zł.
Jak informowaliśmy w Interii Biznes, nie ma jednak planów likwidacji radomskiego lotniska. Uzyskaliśmy potwierdzenie, że na początku sierpnia br. spółka PPL złożyła do Ministerstwa Infrastruktury wniosek o administracyjny podział ruchu.
"Celem PPL jest pełne wykorzystanie potencjału polskiego lotnictwa"
Piotr Rudzki, kierownik Działu Komunikacji tłumaczy, że celem jest wzrost ruchu przesiadkowego na Lotnisku Chopina. W praktyce przeniesienie połączeń automatycznie zwiększyłoby przychody portu w Radomiu.
"To narzędzie, jeśli zostanie zaakceptowane przez MI i Komisję Europejską, byłoby proporcjonalne, niedyskryminujące i wyłącznie czasowe, obowiązujące po zakończeniu modernizacji, od 2029 r., aż do uruchomienia CPK. Celem PPL jest pełne wykorzystanie potencjału polskiego lotnictwa i rozwój funkcji hubowej Lotniska Chopina, przy jednoczesnym zrównoważonym wykorzystaniu lotnisk w Radomiu i Modlinie, do czasu uruchomienia CPK" - podkreśla.
Zaznacza jednocześnie, że decyzja nie jest zależna od PPL i określenie terminu i zakresu jest obecnie niemożliwe.
Radom przejmie część połączeń z Okęcia i Modlina?
O sprawę zapytaliśmy resort infrastruktury. W odpowiedzi wskazano, że kwestia podziału połączeń lotniczych między porty to proces "długotrwały, wymagający szerokich konsultacji, szczegółowych analiz oraz pozyskania informacji od państw UE", które wprowadziły tego rodzaju rozwiązania.
"Analiza obejmuje całą aglomerację warszawską, nie tylko Lotnisko Chopina i Warszawa-Radom. Ewentualne dalsze kroki będą podejmowane zgodnie z obowiązującymi procedurami" - informuje MI.
Jeśli okaże się, że zasadne będzie przesunięcie połączeń, zostanie poinformowana o tym Komisja Europejska. Będzie mieć ona do sześciu miesięcy na swój ruch. Resort podkreśla, że chodzi tu zarówno o "ocenę zgodności planowanych rozwiązań z prawem UE", jak i "decyzję, czy państwo członkowskie może zastosować takie rozwiązania".
Jednocześnie zaznaczono, że kwestie analiz wydajności i opłacalności radomskiego lotniska leżą po stronie PPL.
"To pasażer decyduje skąd chce latać"
Pomysł podziału lotów sceptycznie oceniają m.in. firmy czarterowe. W rozmowie z Interią Biznes Grzegorz Polaniecki, członek zarządu i dyrektor generalny Enter Air przyznaje, że na ten moment nie był on konsultowany z jego firmą.
- Pomysł ten wraca co jakiś czas i za każdym razem tłumaczymy władzom to samo. Lotnisko jest infrastrukturą, która ma służyć przede wszystkim polskim pasażerom, a nie zagranicznym. Niedopuszczalne jest zsyłanie polskich rodzin z dziećmi do portu oddalonego o 100km po to, by zrobić miejsce pasażerom tranzytowym - ocenia.
Nasz rozmówca podkreśla, że przez odgórne działania ucierpieć mogą korzystający z lotnisk.
- Polacy chcą latać z portu, jaki jest dla nich dogodny i to oni mają prawo wyboru, jaki to będzie port. O tym nie decyduje władza ani nawet linia lotnicza. My latamy z tych portów, z których chcą latać pasażerowie. Jesteśmy firmą usługową. To pasażer, obywatel decyduje, skąd chce latać - podkreśla.
Paulina Błaziak














