Na liście znalazły się destynacje z różnych rejonów globu. Autorzy rankingu wskazali na park narodowy w Stanach Zjednoczonych, wyspy, dzielnice miast, wyjątkowe obszary przyrody, a nawet na... cały kontynent. Wszystkie te miejsca łączy jedna, wspólna cecha - presja turystyczna przekroczyła tam granice zrównoważonego rozwoju.
Jest najbardziej odizolowanym kontynentem. Antarktyda ofiarą masowej turystyki
Na szczycie listy znalazła się Antarktyda - piąty co do wielkości kontynent Ziemi, przekraczający swoją powierzchnią Europę czy Australię. Autorzy opracowania zwracają uwagę, że najbardziej odizolowany kontynent nie jest odporny na masową turystykę. W latach 2023-2024 odwiedziło go około 120 tys. osób, zwykle pasażerów statków wycieczkowych. Do 2033 r. liczba ta może się podwoić, co źle wpłynie na wrażliwe ekosystemy regionu. Dlatego eksperci apelują o ograniczenie turystyki "zanim skutki staną się nieodwracalne".
Kolejnym miejscem są Wyspy Kanaryjskie. "Z malowniczymi plażami i całorocznym słońcem, hiszpański archipelag znajduje się u kresu swoich możliwości" - ostrzega Fodor's Travel. Tylko w pierwszej połowie 2025 r. odwiedziło go 7,8 miliona turystów, a tamtejsze lotniska obsłużyły ponad 27 milionów pasażerów - o 5 proc. więcej w porównaniu z rokiem poprzednim. Rekord wywołał protesty mieszkańców, którzy zastanawiają się, jak długo jeszcze ich wyspy wytrzymają bez utraty swojego charakteru i jakości życia.
W tym roku warto też dać wytchnienie Parkowi Narodowemu Glacier w Montanie, blisko granicy z Kanadą. Od swojego powstania, ponad 100 lat temu, miejsce to zwane "Skarbem Ameryki" słynęło z niezapomnianych krajobrazów, dzikiej przyrody i ponad 1100 kilometrów szlaków turystycznych. Dzisiaj mówi się o nim, że jest przykładem "turystyki ostatniej szansy". Lodowce, od których park wziął swoją nazwę, topnieją w szybkim tempie, a wzrost liczby odwiedzających obciąża i tak już delikatne środowisko naturalne.
"To już nie jest nasze miasto". Nie tylko przyroda ma dość turystów
Ofiarą masowej turystyki pada też miasto Meksyk, stolica kraju w Ameryce Środkowej. Wzrost liczby odwiedzających i wynajmu krótkoterminowego spowodował tam podniesienie czynszów i ograniczenie dostępu do mieszkań. Mieszkańcy wielokrotnie wychodzili na ulice, a ich protesty kończyły się starciami. Na transparentach można było przeczytać "To już nie jest nasze miasto". Najczęściej powtarzanymi zarzutami były: zanik meksykańskich zwyczajów, ignorowanie lokalnego języka przez przyjezdnych oraz przekształcanie lokalnych sklepów w drogie butiki.
Na przesyt turystów i wieczny tłum narzekają też mieszkańcy paryskiego Montmartre. Dzielnica bohemy, z brukowanymi uliczkami i bogatą, artystyczną historią, stała się jednym z najpopularniejszych miejsc w Paryżu. Na stałe mieszka w niej około 30 tys. osób. Co roku Montmartre odwiedza prawie 11 milionów turystów - więcej niż Wieżę Eiffla. W rezultacie, w obliczu natłoku, dzielnica z trudem utrzymuje swoją tożsamość.
Inną europejską destynacją, która za kilka lat nie poradzi sobie z masową turystyką, jest Święta Wyspa (Isola Sacra), położona w regionie Fiumicino, niespełna 30 km od Rzymu. To ciche miejsce wkrótce straci swoją tożsamość - ostrzegają autorzy opracowania. Włoskie władze zatwierdziły tam budowę portu, który będzie w stanie pomieścić największe statki wycieczkowe świata. Port będzie miał też miejsca postojowe dla około 1000 małych łodzi. Projekt wywołał oburzenie mieszkańców i organizacji ekologicznych. Ostrzegają, że radykalnie zmieni on charakter tego obszaru.
W 2025 roku światowa turystyka osiągnęła historyczny rekord. Na świecie odnotowano 1,52 miliarda międzynarodowych przyjazdów - o 4 proc. więcej w stosunku do 2024 roku. Sektor wygenerował 11,7 biliona dolarów, co odpowiada ponad 10 proc. globalnego PKB.













