Reklama

Rosja boi się kryzysu

Oficjalnie władze w Moskwie starają się bagatelizować spadki cen ropy. Sergiej Storczyk, wiceminister finansów, uznał też, że korekta ratingu USA jest na tyle mała, że nie powinna mieć znaczenia dla zarządzania inwestycjami w dłuższym okresie. Rosja nie zamierza zmieniać struktury rezerw walutowych. Eksperci spoza rządu są innego zdania.

Sztorm na rynkach finansowych, spowodowany obniżeniem ratingu USA dotarł do Rosji w poniedziałek, 8 sierpnia. Niektórzy już go nawet nazwali "czarnym poniedziałkiem". Dla USA najistotniejszym jego obrazem jest spadek cen akcji. Dla Rosji ważniejszą konsekwencją może okazać się spadek cen surowców.

Oficjalnie władze w Moskwie, z oczywistych powodów, starają się bagatelizować sytuację i próbują robić wrażenie, że nic szczególnego właściwie się nie stało. Według opinii wiceministra finansów Sergieja Storczaka, szeroko cytowanego przez rosyjskie media, obniżenie przez S&P ratingu USA jest na tyle małą korektą, że nie powinna ona mieć znaczenia dla zarządzania inwestycjami w dłuższym okresie.

Reklama

- Jest to - powiedział rosyjski wiceminister - sygnałem przede wszystkim dla samych Amerykanów, a nie dla inwestorów, kupujących ich papiery dłużne. Zapewnił również, iż Rosja nie zamierza zmieniać struktury swoich rezerw walutowych, ponieważ zarówno w przypadku Funduszu Rezerwowego i tzw. Funduszu Dobrobytu Narodowego jest ona identyczna: 45 proc. rezerw trzymanych jest w dolarach, 45 proc. w euro i 10 proc. w funtach brytyjskich.

Eksperci sceptyczni

Niezależni rosyjscy eksperci finansowi oceniają sytuację jednak znacznie bardziej sceptycznie. Zdaniem Jewgienija Gawrilenkowa, głównego ekonomisty kompanii Trojka Dialog, w rezultacie osłabienia o 12-14 proc. kursu dolara w stosunku do innych głównych walut światowych, Rosja już ponosi straty. Według jego wyliczeń, w okresie od 1 stycznia do 31 lipca 2011 r. i w wyniku różnic kursowych Fundusz Dobrobytu Narodowego zmalał już o ponad 108 mld rubli, a Fundusz Rezerwowy o prawie 40 mld rubli. W przeliczeniu dolarowym nie są to może straty gigantyczne, ale dostatecznie duże, aby je odnotować, jako wyraz pewnej tendencji, która w najbliższym czasie może przybrać na sile.

Zdaniem Gawrilenkowa, dla Rosji i jej finansów dużo większe znaczenie będzie miała sytuacja na rynkach naftowych.

Michaił Hazin, szef firmy Neokon, twierdzi, że Rosja może ponieść spore straty z powodu zamieszania na rynkach spekulacyjnych, a do takich - jego zdaniem - należy zaliczyć również światowy rynek naftowy.

Już teraz jest on w przypadku kontraktów terminowych (futures) mocno "przegrzany", nawet półtora, dwa razy w stosunku do realnego popytu. To zaś grozi dalszym spadkiem cen, co pośrednio potwierdzają spadki notowań na giełdach państw arabskich, eksportujących ropę.

Dodatkowym argumentem dla sceptyków był spadek notowań na najważniejszych giełdach rosyjskich MMWB i RTS, po ogłoszeniu decyzji S&P. Na tej pierwszej ceny największych spółek szybko poszły w dół. Rosniefti o 3,69 proc, Gazpromu o 5,13 proc, Sbierbanku prawie o 4 proc., banku WTB o 5 proc, a Rostelekomu o 6,8 proc. Z kolei na giełdzie RTS, kilka razy trzeba było przerywać operacje, aby skorygować limity kontraktów terminowych m.in. na pallad, srebro i ropę typu Brent.

Jewgienij Gawrilenkow twierdzi jednak, że sytuacja nie jest najgorsza. Jego zdaniem, w krótkim okresie czasu gorączka na rynkach finansowych może nawet sprzyjać utrzymaniu cen ropy na wysokim poziomie, nawet przy obecnych prognozach dotyczących spowolnienia gospodarki światowej i groźby nowej recesji.

Gorączka złota

Wszystko, w połączeniu ze spadkiem wartości rubla i przybierającą na sile gorączką złota (jego sprzedaż wzrosła z dnia na dzień o ok.10 proc) - spowodowało, że w Rosji znów zaczęto mówić o możliwości nadejścia drugiej fali kryzysu, podobnej do tej z jesieni 2008 r. Krach, którego początkiem było bankructwo amerykańskiego banku Lehman Brothers, miał dramatyczne skutki dla gospodarki rosyjskiej. W krótkim czasie wielkość PKB zmalała o ponad 10 proc., a produkcja przemysłowa o blisko 15 proc. Na dodatek skończyło się naftowe eldorado - cena rosyjskiej ropy zmalała ze 150 do 40 dolarów. W rezultacie po raz pierwszy od 10 lat rosyjski deficyt budżetowy wzrósł do 7,4 PKB.

Rosjanie znakomicie to pamiętają. Czy historia miałaby się powtórzyć?

Część ekspertów rosyjskich nie wierzy w nadejście nowego kryzysu globalnego i dowodzi, że mimo amerykańskich kłopotów "ratingowych", obecna panika szybko wygaśnie.

- Jeśli już - twierdzi Władysław Inoziemcow z Centrum Badań Społeczeństwa Postindustrialnego w Moskwie - to w najbliższym czasie możemy spodziewać się co najwyżej znaczącej korekty na rynkach finansowych.

Jak powiedział w wywiadzie dla gazety "RBK", można spodziewać się wzrostu cen na niektóre metale i spadku cen ropy, ale najwyżej do poziomu 80-85 dolarów za baryłkę, co - dodaje - byłoby dzisiaj jej ceną "normalną".

Są jednak i inne głosy. Jak napisała "Niezawisimaja Gazieta", załamanie na giełdach rosyjskich oraz spadek wartości rubla (i to w sytuacji, gdy olbrzymie problemy mają dolar i euro) niemal do bólu przypomina wydarzenia z jesieni 2008 r. Według opinii Igora Nikołajewa, dyrektora departamentu analiz strategicznych w kompanii FBK, cytowanego przez "NG", jesteśmy świadkami całego łańcucha wydarzeń, które mogą doprowadzić do jeszcze większych kłopotów, porównywalnych z tymi, które spowodowało bankructwo Lehman Brothers. A potem już pójdzie... Kłopoty finansowe, tak jak i w 2008 r., przeniosą się do realnego sektora gospodarki.

Zdaniem Nikołajewa, najbardziej realny scenariusz rozwoju sytuacji na rosyjskim rynku finansowym, to spadek indeksu RTS do poziomu 1250 punktów. To znaczy bardzo, bardzo niskiego, dziś wynosi on ponad 1600 punktów. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. Ropa naftowa, twierdzi cytowany przez "NG" ekspert z firmy Solid Menagement, będzie kosztować wówczas 80 dolarów za baryłkę, ale może być i dużo tańsza.

Przed wyborami

Wszystkie te rozważania, komentarze i opinie, będące również swego rodzaju miernikiem nastrojów, mają jeszcze jeden aspekt: polityczny. Całe to zamieszanie ma miejsce na pół roku przed grudniowymi wyborami parlamentarnymi w Rosji i marcowymi - prezydenckimi. Sondaże pokazują, że rządząca "Jedna Rosja" i jej premier Władimir Putin będą mieli poważne kłopoty z utrzymaniem swojej dotychczasowej większości konstytucyjnej.

Rosja ma dwóch poważnych kandydatów do najwyższych stanowisk w państwie - Putina oraz kończącego pierwszą kadencję prezydenta Dmitrija Miedwiediewa. Czy wspólnie ustalą, w których wystartują wyborach, czy - co też jest możliwe - spróbują się ze sobą zmierzyć - tego nikt nie jest jeszcze w stanie przewidzieć.

Sławomir Popowski

Autor jest publicystą ekonomicznym internetowego Studia Opinii

Inflacja, bezrobocie, PKB - zobacz dane z Polski i ze świata w Biznes INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »