Reklama

Rząd gasi pożar, który sam podsyca. Walka ze skutkami inflacji to błędne koło

To, że przyszłoroczna waloryzacja emerytur będzie rekordowa nie powinno dziwić, bo inflacja też jest rekordowo wysoka. Problem w tym, że pozostałe, szerokie działania osłonowe rządu, łącznie z dodatkowymi świadczeniami dla seniorów jeszcze mocniej nakręcają inflację, z którą ten sam rząd próbuje walczyć.

Rząd założył, że przyszłoroczna waloryzacja emerytów wyniesie 13,8 proc. Może się okazać, że będzie jeszcze wyższa, bo mamy rekordową inflację. To nie wzbudza kontrowersji, ale inne, pozasystemowe świadczenia już tak, zwłaszcza 14. emerytura, która jest wypłacania według kryterium wysokości otrzymywanej emerytury (nie jest to kryterium dochodowe). - Polityka rządu skierowana do emerytów i emerytek, jest - mówiąc delikatnie - niezbyt logiczna. Z jednej strony wypłata świadczeń z wysoką waloryzacją (co jest wynikiem przede wszystkim wysokiej inflacji), a z drugiej strony tworzenie świadczeń i bonusów, które inflacje napędzają, takie jak 13. i 14. emerytura, a także pomysły i zapowiedzi niektórych polityków o 15-ej. Niestety tak prowadzona polityka nie pomoże nam walczyć z inflacją, a co więcej jest poza kontrolą budżetu. Biorąc pod uwagę wielkość budżetu na 13. i 14. emeryturę nie dziwi zwiększona inflacja w momencie wypłacania tych świadczeń, co oznacza, że osoby uprawnione otrzymują dodatkowe środki, ale z drugiej strony ich wartość spada, co oznacza ze mogą kupić mniej mimo tego, że nominalnie mają więcej w portfelu - komentuje Oskar Sobolewski, ekspert rynku emerytalnego i założyciel Debaty Emerytalnej.

Reklama

Wiceminister rodziny i polityki społecznej Stanisław Szwed poinformował, że w tym roku 13. i 14. emerytury kosztowały budżet prawie 25 mld zł, a waloryzacja emerytur i rent ok. 18,4 mld zł. Widać więc, że rząd woli transfery do emerytów w formie jednorazowych, bardziej spektakularnych bonusów niż na przykład poprzez wprowadzenie drugiej waloryzacji w czasie rekordowo wysokiej inflacji. To właśnie ten mechanizm powinien dawać realną ochronę wypracowanych świadczeń.

25 mld zł na 13. i 14. emerytury

- Warto pamiętać, że waloryzacja emerytur to stały element systemu emerytalnego, jej wysokość jest uzależniona przede wszystkim od inflacji, co oznacza, że im wyższa inflacja tym wyższa będzie waloryzacja - to normalna konsekwencja wzrostu cen. Natomiast świadczenia obce systemowi emerytalnemu jak 13. i 14. emerytury psują go i zniechęcają do dłuższej pracy. Gdyby budżet  na 14-kę wykorzystać na drugą waloryzację to mielibyśmy rozwiązanie lepsze i mniej szkodliwe dla inflacji. Kilkanaście mld zł zostałoby rozłożone na kilka miesięcy a nie 30 dni - dodaje Oskar Sobolewski.

Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennnium zwraca uwagę, że na przełożenie wydatków "osłonowych" na tempo inflacji trzeba patrzeć szerzej. I tu nie ma dobrej oceny działań rządy, bo tę walkę osłabia. - Z jednej strony są łagodzone w ten sposób skutki wysokiej inflacji, ale z drugiej podtrzymuje to wysoką inflację. W długim terminie to wysoka inflacja będzie szkodziła konsumentom, w tym emerytom, bo oni są najbardziej nią dotknięci. Jej skutki są łagodzone wysokimi transferami, co utrwala inflację - tłumaczy Maliszewski. Podkreśla jednak, że nie chodzi o same transfery dla emerytów. - Działania osłonowe są potrzebne i wiele krajów je stosuje, ale powinny być skierowane do osób, które najsilniej odczuwają skutki wysokiej inflacji. To oczywiście wymagałoby większych wysiłków operacyjnych po stronie administracji państwowej, ale byłoby wówczas lepiej wycelowane i skuteczniejsze - zauważa Maliszewski. Trzeba też na to patrzeć w szerszym kontekście. Sama wypłata dodatkowych świadczeń dla emerytów może nie działałyby silnie negatywnie w kontekście inflacji, ale na to nakładają się pozostałe programy osłonowe jak np. dopłaty węglowe, które trafiają do bardzo szerokich grup odbiorców, bez kryteriów dochodowego, a na to jeszcze wakacje kredytowe, które rozmywają skutki działań banku centralnego - mówi ekonomista.

Pomoc powinna być lepiej nakierowana

Jego zdaniem kluczowa jest odpowiedź na pytanie jaki cel chcemy osiągnąć,  czy uspokajać nastroje społeczne czy pomagać najbardziej potrzebującym. Jak dodaje konieczne są również działania, które rozwiążą systemowo źródło problemu, a nie tylko złagodzą skutki. - Trzeba wziąć pod uwagę, że problem z wysokimi cenami energii nie skończy się za dwa miesiące, więc ważne jest promowanie inwestycji zwiększających efektywność energetyczną, promowanie zmian nawyków przy używaniu energii cieplnej. W tym kontekście bardzo negatywnie skutki ma brak KPO, bo inne kraje europejskie wykorzystują te środki na poprawę efektywności energetycznej, odnawialnej - mówi ekonomista. 

Monika Krześniak-Sajewicz

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: emerytura | inflacja | ZUS | waloryzacja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »