Reklama

Rząd Słowacji nie prowadzi kampanii przeciwko polskiej żywności

- Rząd Słowacji nie jest zainteresowany kampanią przeciwko polskiej żywności, nie będziemy brali udziału w żadnej kampanii przeciwko jakiemukolwiek eksporterowi żywności - oświadczył premier Słowacji Robert Fico po spotkaniu z premierem Donaldem Tuskiem.

W środę w Popradzie odbyły się polsko-słowackie konsultacje międzyrządowe z udziałem premierów i ministrów rządów obydwu państw. Jak mówił Fico na konferencji prasowej po spotkaniu, jest on przekonany, że większość producentów żywności w ramach walki konkurencyjnej przestrzega reguł gry. - Zawsze jednak znajdą się czarne owce - dodał.

Mówiąc o kampanii czarnego PR przeciwko polskiej żywności, prowadzonej ostatnio na Słowacji, Fico stwierdził, że Słowacja jest zainteresowana dobrymi stosunkami z Polską. - Możemy zadać pytanie, kto jest zainteresowany tym, żeby podważać jakość żywności z tego czy innego kraju - dodał. Słowacki premier powiedział też, że poprosił ministrów rolnictwa obu krajów, aby natychmiast reagowali na wszystkie sygnały o nieprawidłowościach i stosowali sankcje wobec nieuczciwych producentów. - Jesteśmy zainteresowani efektywnym mechanizmem wzajemnego ostrzegania - powiedział Fico.

Reklama

Premier Donald Tusk mówił z kolei, że kwestia reputacji polskiej żywności na Słowacji to jedyny obecnie problem we wzajemnych stosunkach, ale w jego ocenie jest on prosty do wyjaśnienia.

- Uzyskaliśmy pełną zgodność, co do potrzeby sprawdzania każdej informacji o jakichkolwiek nieprawidłowości. (...) Chcę podkreślić, że w interesie Polski jest, aby jej produkty żywnościowe cieszyły się jak najlepszą opinią. Jesteśmy wielkim eksporterem i dlatego Polska jest najbardziej zainteresowana tym, aby wysoka jakość jej żywności nie była przez nikogo kwestionowana - mówił Tusk.

Pobierz za darmo program PIT 2012

Jak dodał, Polska żywność eksportowana do wielu krajów świata prezentuje poziom co najmniej średniej europejskiej. Na poparcie tej tezy, Tusk przytoczył dane z europejskiego systemu bezpieczeństwa żywności RASFF, który przyjmuje zgłoszenia o nieprawidłowościach. - Od początku 2012 r. odnotowaliśmy w Europie 159 powiadomień, jeśli chodzi o produkty polskie, 198 jeśli chodzi o produkty niemieckie, 158 - francuskie i 234 - holenderskie - oświadczył polski premier.

- - - - - -

- Negatywna kampania dotycząca jakości polskiej żywności w Czechach i w Słowacji ma na celu wyeliminowanie naszych produktów z tych rynków - uważa wiceprzewodniczący Rady Gospodarki Żywnościowej Andrzej Gantner.

Gantner, który jest także dyrektorem generalnym Polskiej Federacji Producentów Żywności, mówił podczas środowej konferencji prasowej przedstawiając oficjalne stanowisko Rady w tej sprawie, że nagonka medialna na polską żywność jest niezgodna z unijnym prawem i narusza zasady handlu w UE, ponieważ przedstawiane zarzuty nie odpowiadają rzeczywistości.

W Czechach formułowane są postulaty, by wprowadzić zakaz importu żywności z Polski. Jednak by zakazać sprzedaży produktów z danego kraju muszą być konkretne powody: gdy istnieje realne zagrożenie życia i zdrowia konsumentów, gdy występuje epidemia lub też jeżeli się udowodni, że system bezpieczeństwa w danym kraju nie spełnia wymagań unijnych - poinformował Gantner.

Wyjaśnił, że Czesi wybrali ten ostatni powód, twierdząc, że polski system nadzoru jest zły. Nie ma jednak takiego kraju, gdzie nie byłoby incydentów związanych z jakością artykułów żywnościowych. A czym kraj produkuje żywności więcej, tym częściej się one zdarzają. Zapewnił, że nie ma żadnym państwie idealnego systemu kontroli jakości i bezpieczeństwa produktów, a polskie służby spełniają normy przyjęte w UE.

Gantner podkreślił, że w ostatnim czasie w Polsce nie zdarzyła się afera żywnościowa, która narażałaby życie lub zdrowie konsumentów, podczas gdy np. w Niemczech takie przypadki były. Chodzi o aferę dioksynową czy wykrycie groźnych bakterii e-coli. W Czechach kilkanaście osób zmarło z powodu sprzedaży alkoholu skażonego metanolem. Zaznaczył, że za bezpieczeństwo produktu odpowiada jego producent i nie można stosować zbiorowej odpowiedzialności w postaci zakazu sprowadzania wszystkich rodzajów żywności.

- W Czechach i na Słowacji nie mówi się, że konkretny produkt jest zły, mówi się o całej polskiej żywności.(...) takie działania łamią unijne prawo i co więcej noszą znamiona tworzenia barier na rynku wspólnotowym - mówił Gantner. Jego zdaniem, jest to robione po to, by wyrugować ze swoich rynków konkurencję. Można to robić ceną, marketingiem, ale nie nieuczciwymi metodami - stwierdził.

Gantner ocenił, że to, co się obecnie dzieje w Czechach, jak również na Słowacji, jest bardzo niebezpieczne dla całej polskiej gospodarki, bo ta negatywna kampania jest wspierana przez szczebel rządowy i część polityków. Jest to naruszenie interesów gospodarczych Polski, próba zniszczenia dobrego wizerunku polskich produktów, bo wypowiedzi te śledzą także inne kraje - tłumaczył.

Jego zdaniem, o negatywnym stosunku Czechów do naszego kraju trzeba informować polskie społeczeństwo. Dodał, że sprawa ta została przedstawiona na forum Parlamentu Europejskiego, gdzie zostały pokazane urywki czeskich programów, w których byli wyśmiewani Polacy i polska żywność.

- Apelujemy do polskiego rządu o podjęcie zdecydowanej interwencji. Trzeba powiedzieć Czechom, żeby zakończyli tę kampanię. Najwyższy czas zwrócić się oficjalnie do Komisji Europejskiej, ponieważ nie może tak być, że w UE buduje się bariery w handlu i stosuje zakazany protekcjonizm - powiedział Gantner. Podkreślił, że takie działania są naruszeniem wiarygodności unijnych zasad i podważaniem wysokiej jakości żywności produkowanej w UE.

Według niego, reakcja na oczerniania polskiej żywności powinna być szybka, głos powinien zabrać premier, należałoby też wezwać czeskiego ambasadora do wyjaśnień.

Jak wynika z informacji przedstawionej przez Radę Gospodarki Żywnościowej, po roku negatywnej kampanii ws. polskich produktów, nastąpiło wyhamowanie dynamiki wzrostu polskiego eksportu żywności do Czech.

Według czeskiego urzędu statystycznego, import z Polski artykułów spożywczych wyniósł w 2012 r. 868 mln euro, w porównaniu z poprzednim rokiem wzrósł o 7,6 proc. Polska od wielu lat jest drugim co do wielkości dostawcą żywności do Czech z 16-proc. udziałem w rynku. Pierwsze mają Niemcy z ponad 23-proc. udziałem.

KOMENTARZ INTERIA.PL

Atak Czechów i Słowaków na polską żywność to jedno (na bazie konkurencyjnej walki o klienta), jakość polskich wyrobów to jednak druga kwestia. Kto nie pamięta choćby dosypywania soli wypadowej do jedzenia, dodawania padłych zwierząt do wyrobów wędliniarskich, dodawania koniny do wołowiny, odświeżania zieleniejących towarów przez ich mycie? To wszystko i wiele innych grzechów mają na sumieniu polscy producenci skrzętnie ukrywani przez nasz nadzór. Owszem, czeski fałsz-alkohol wytruł dziesiątki ludzi, lecz czy to nas usprawiedliwia?

Krzysztof Mrówka, INTERIA.PL

CZYTAJ: IKEA wycofuje klopsiki pochodzące z Polski

CZYTAJ: Mięso wołowe z domieszką koniny było sprowadzane do Szwecji z Polski?

CZYTAJ: Ikea wycofała czekoladowe ciastka

CZYTAJ: Sieć IKEA wstrzymała sprzedaż mrożonych produktów

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »