Reklama

Sposób Putina na stagflację

Konfrontacja z Zachodem faktycznie pozbawiła Rosję możliwości szybkiego wyjścia z kryzysu. Poważne problemy gospodarcze tylko w części spowodowane są sankcjami w związku z agresją na Ukrainę.

Pierwsze strzały na Euromajdanie zostały odebrane na parkietach jako sygnał do chaotycznej wyprzedaży. Sytuacja ta, jeśli nie dojdzie do eskalacji konfliktu, do końca roku powinna się ustabilizować. Są jednak problemy ekonomiczne, których chwilowy chaos polityczny nie wywołał, a jedynie nasilił i przyspieszył odczuwalne skutki. Kombinacja wysokiej inflacji i pełzającego wzrostu gospodarczego na poziomie jednego procenta - to prognoza na najbliższe trzy lata dla Rosji.

Reklama

Analitycy zajmujący się Rosją już od dawna przewidywali nadchodzący kryzys.

Wielu komentatorów sceny międzynarodowej w ubiegłym miesiącu upatrywało analogii w sytuacji politycznej do tej z 2008 r., kiedy to rozpoczynający się kryzys gospodarczy przykryły wiadomości z wojny rosyjsko-gruzińskiej; dziś - wojny o Krym. Wydaje się, że tak też miało być i tym razem. Różnica jednak jest wyraźna, bowiem wówczas skończyło się na protestach politycznych pogrążającego się w kryzysie świata, a dziś mamy do czynienia z demonstracją siły i faktycznymi sankcjami gospodarczymi, w tym ze zrywaniem kontraktów, anulowaniem porozumień natury biznesowej czy zawieszeniem członkostwa Rosji w G8.

HSBC: Stagflacja

Ekonomiści z Deutsche Banku przewidują, że jeśli wzrost gospodarczy Rosji zwolni do 0,5 proc. PKB, to będziemy mieli do czynienia z powtórką z kryzysu lat 2008-2009, chociaż nie wykluczają wobec narastającego konfliktu z Zachodem scenariusza z 1998 r. Przypomnijmy, że wówczas rosyjska giełda w ciągu roku straciła 75 proc. wartości. Rząd został zmuszony do upłynnienia kursów walut i zdewaluowania rubla. Ponadto nie był w stanie na bieżąco spłacać długu krajowego, co poskutkowało wstrzymaniem spłat obligacji denominowanych w rublach (początkowo tylko krótkoterminowych) i ogłoszeniem trzymiesięcznego moratorium na wypłaty środków zagranicznym wierzycielom przez banki komercyjne.

Stagflacja to nowe realia rosyjskiej gospodarki - stwierdzili analitycy z brytyjskiego HSBC w opracowaniu z połowy marca br. Uważają, że wzrost geopolitycznego ryzyka uniemożliwia rosyjskiej gospodarce wyjście z zastoju, bowiem jest ona pozbawiona wszystkich realnych czynników wzrostu, chociażby takich, jak potęgowanie konsumpcji czy zwiększenie eksportu.

Obecnie Centralny Bank Rosji(CBR) stoi w obliczu wyborów, które można nazwać mniejszym złem: albo będzie zacieśniał politykę pieniężną, albo rubel będzie spadał dalej poniżej poziomu, jaki sobie założono jeszcze w ubiegłym roku (dewaluacja w granicach 10 proc.). W każdym przypadku siła nabywcza ludności będzie spadać, a to będzie miało negatywny wpływ na inflację.

W dodatku dewaluacja nie zwiększy eksportu, bowiem ten opiera się głównie na wywozie surowców naturalnych, których ceny nadal są wysokie. Jego wzrost, abstrahując nawet od wpływu sankcji, jest nierealny również ze względu na spowolnienie gospodarki chińskiej, która jest jednym z głównych odbiorców rosyjskich kopalin. Dlatego w 2014 r. nastąpi zdecydowane pogorszenie bilansu płatniczego Rosji, co w efekcie musi doprowadzić do dalszego osłabienia rubla. Nieziszczalna może się okazać prognoza BCR, że inflacja w 2014 r. utrzyma się na poziomie 5 proc., HSBC w połowie marca mówił o 5,5 proc., a minister Rozwoju Gospodarczego Aleksandr Ulukayew wspomniał o 7 proc., Bank Światowy szacuje ją na poziomie 5,5-6 proc.

Na początku marca CBR podwyższył stopę dyskontową z 5,5 na 7 proc. (HSCB prognozuje, że zostaną one obniżone o 50 punktów bazowych we wrześniu i kolejnych 25 na początku następnego roku). Zmiana ta spowodowała, że koszt pożyczek międzybankowych wzrósł o jedną czwartą, co dodatkowo napędziło inflację. Według HSBC kurs dolara, który 25 marca kosztował 36,9 rubla, na początku 2016 r. wzrośnie do 39,2 rubla.

Fitch: Strefa dezinwestycji

HSBC prognozuje tegoroczny wzrost na 0,6 proc. PKB (Ministerstwo Finansów na 1,5 proc.) i 1,2 proc. w 2015 r. i są to bardzo optymistyczne prognozy, bowiem prezydencki doradca Alieksiej Kudrin nie ukrywa, że może on równie dobrze być zerowy. Warto w tym miejscu zauważyć, że indeks PMI już piąty miesiąc kształtuje się na poziomie poniżej 50, co świadczy o braku wzrostu aktywności biznesowej, a to wydaje się potwierdzać hipotezę eksministra finansów.

Jeszcze przed wydarzeniami na Ukrainie i aneksją Krymu odnotowano spadek inwestycji o 0,3 proc., co daje w ujęciu rocznym aż 7 proc. Zresztą tendencja ta kształtowała się już od ubiegłego roku. Sytuacji nie poprawi sektor publiczny, bowiem wydatki z budżetu federalnego na inwestycje zmniejszą się w tym roku ze względu na kurczące się rezerwy. Regionalne władze również nie zmienią sytuacji, bowiem zdecydowana większość jest i tak zadłużona ponad miarę (deficyt sięgający powyżej 50-100 mld rubli). W sumie zadłużenie regionów i miast wynosi około 200 mld dolarów. Trudno wobec tego spodziewać się, aby sytuację poprawiły przedsiębiorstwa państwowe. Fitch twierdzi wręcz, że aktualnie mamy w Rosji do czynienia z procesem dezinwestycji.

HSBC: Akcje niewarte zakupu

Analitycy z Holding HSBC uważają, że "rosyjskie akcje nie są warte zakupu", bowiem wojna i kryzys nie sprzyjają rynkowi. Rosyjski indeks MICEX spadł w ciągu miesiąca o 336 punktów, to jest aż o 22 proc. Zarówno po wojnie w Serbii w 1998 r., jak i po konflikcie z Gruzją w 2008 r. w ciągu sześciu miesięcy rosyjska giełda przyrosła średnio o 21 proc., czyli gorzej niż na rynkach wówczas wschodzących - argumentuje HSBC w swym raporcie. Aktualnie rosyjskie firmy spadły do najniższych poziomów w ciągu ostatnich czterech lat, jednak przyszła dynamika zależy od rozwoju sytuacji na arenie międzynarodowej, a eskalacja konfliktu może spowodować dalszy spadek ich wartości, zwłaszcza że Ukraina usztywniła swe stanowisko w negocjacjach z Gazpromem.

Po informacji ze spotkania głów państw G7 w Hadze wynika, że możliwe jest nałożenie kolejnych sankcji. Z drugiej strony niewątpliwie państwa europejskie nie są zainteresowane w rozszerzaniu takowych, bowiem mogą one rykoszetem trafić w gospodarkę Unii (patrz ramka). Rosja nie ukrywa, że traktuje europejskie uzależnienie od dostaw gazu jako swego rodzaju ubezpieczenie od szczególnie dotkliwych sankcji.

Jeszcze przed Hagą francuski bank BNP Paribas zapewniał, że sankcje III stopnia, takie jak chociażby w stosunku do Iranu, w ogóle nie są brane pod uwagę, bowiem sytuacja taka spowodowałaby dalszy spadek PKB Rosji o 20-30 proc., a to zaowocowałoby recesją w Europie. "Tak długo, jak Rosja nie wtargnie na inne tereny Ukrainy, sankcje ekonomiczne w formie ograniczeń handlowych i finansowych nałożonych na rosyjskie korporacje i banki nie zostaną zwiększone" - stwierdzono wówczas. Gdyby jednak doszło do powiększenia zakresu sankcji, to - jak twierdzi Vladimir Osakovski z Bank of America Merill Lynch, którego klienci ponoć już polują na okazje moskiewskiego parkietu - obarczone najmniejszym ryzykiem byłoby inwestowanie za pomocą kwitów depozytowych - ADR/GDR.

Niewątpliwie operacje na rosyjskim parkiecie są bardzo ryzykowne. Mimo to pod koniec marca giełda wydawała się odbijać od dna. Zresztą pytanie o najbliższą przyszłość rosyjskiej giełdy to pytanie o to, czy chciwość inwestorów pokona strach przed stratą.

FITCH: Zmiana na negatywną

Agencja Ratingowa Fitch ogłosiła 21 marca, że ze względu na zaistniałą sytuację międzynarodową zmieniła perspektywę na długoterminowy IDR w walucie obcej i własnej ze stabilnej BBB (31.01.14) na negatywną BBB. "Rewizja perspektywy odzwierciedla ocenę potencjalnego wpływu nałożonych na Rosję sankcji dotyczących gospodarki i środowiska biznesowego" - stwierdzono. Poza tym zwrócono uwagę na to, że zagraniczni inwestorzy aktualnie czekają na rozwój wypadków i de facto ograniczają dostęp firm do finansowania zewnętrznego. Co więcej, realny wydaje się scenariusz, w którym Stany Zjednoczone mogłyby zakazać instytucjom finansowym współpracy z rosyjskimi bankami i firmami. Tak, jak chociażby ma to miejsce w przypadku Banku Rosji, któremu, jak pisze Eurazja think thank, podcięto skrzydła.

Ta sama agencja obniżyła również rating 15 rosyjskich banków z perspektywy stabilnej na negatywną, w tym największemu komercyjnemu AlfaBankowi. Zmianę perspektywy państwowych instytucji finansowych umotywowano pogorszeniem zdolności państwa do zapewnienia wsparcia w razie potrzeby. Tak się stało z oceną Vneshekonombanku, Banku Rolnego, Gazprombanku i Rosagroleasing. W przypadku Sbierbanku oraz Narodowego Centrum Rozliczeń wpływ miało skurczenie się w Rosji rynku operacyjnego ze względu na sankcje.

Perspektywa córek jednych z największych międzynarodowych grup bankowych, w tym Raiffeisen Banku, Citibanku, Nordea Banku czy Rosbanku, pogorszyła się ze względu na możliwe obniżenie ratingu Rosji.

Wyciek: 150-200 mld dolarów

Dodatkowo negatywny wpływ na sytuację w kraju ma odpływ kapitału. Były minister finansów Aleksiej Kudrin szacuje go na 50 mld dolarów kwartalnie, czyli 200 mld dolarów w tym roku. Pod koniec marca "Financial Times" - powołując się na wiceministra rozwoju gospodarczego Andrieja Klepacha - podał, że z rosyjskiego rynku w tym roku wypłynęło już około 70 mld dolarów. Warto w tym miejscu dodać, że Rosja nawet w okresie największej prosperity notuje stały odpływ pieniędzy, a to w dużej mierze ze względu na bardzo wysoki stopień offshoryzacji sfery finansowej w kraju. W ubiegłym roku odpływ kapitału wyniósł 63 mld dolarów. W opublikowanym raporcie na temat rosyjskiej gospodarki Bank Światowy przewiduje, że kraj ten opuści w tym roku około 150 mld dolarów, a sytuacja powoli będzie się wyciszać w roku następnym, kiedy to BŚ spodziewa się dalszego pogarszania salda obrotów bieżących - z 68 mld dolarów (3,3 proc. PKB) od obrotów z kapitału w tym roku do 32 mld w 2015 r. W efekcie w 2014 r. deficyt na rachunku kapitałowym wzrośnie do 133 mld dolarów (6,7 proc. PKB). W następnym roku - według przewidywań Banku Światowego - poziom niepewności będzie się zmniejszać, a tym samym poprawi się dostęp do rynków finansowych, co sprawi, że deficyt na rachunku kapitałowym zostanie zmniejszony do 62,2 mld dolarów.

Sankcje: Visa i MasterCard

Sankcje ogłoszone przez prezydenta Baracka Obamę 20 marca, już w dniu następnym narzuciły poważne ograniczenia klientom czterech rosyjskich banków, którym systemy Visa i MasterCard odmówiły przeprowadzenia transakcji. I - przynajmniej do 26 marca - były to najbardziej odczuwalne sankcje, bowiem utrudniły życie kilkudziesięciotysięcznej grupie osób, posiadających karty obłożonych sankcjami banków - AB Rosja, jego spółki zależnej SobinBanku, SMP Banku i InvestCapitalBanku Arkadego i Borysa Rotenbergów (rosyjscy oligarchowie z bardzo bliskiego grona prezydenta Putina, razem z nim zakładali w latach 90. klub judo w Petersburgu). Problemy pojawiły się jeszcze w przypadku klientów trzech banków, których centra przetwarzania obsługiwane są przez instytucje będące na czarnej liście. A także banku Finservice oraz rosyjskiego banku hipotecznego. Od 21 marca spółki Visa i MasterCard zawiesiły dostęp do sieci tych czterech banków. W odpowiedzi Rosjanie zapowiedzieli, że ich spółki córki zostaną pociągnięte do odpowiedzialności. Będą to - jak podkreśliła szefowa komisji Dumy Państwowej do spraw rynków finansowych Natalia Burykina - "poważne kary finansowe". Sytuacja ta spowodowała, że Rosjanie już zapowiedzieli utworzenie systemu wewnętrznego przetwarzania dla transakcji kartowych, podobnego do tego, jaki funkcjonuje w Chinach na rynku wewnętrznym.

Vladislav Reznik, zastępca Burykiny, złożył już projekt ustawy, w którym proponuje zakazać lokowania centrów operacyjnych systemów płatności i centrów rozliczeniowych poza Federacją Rosyjską. Uważa, że zostanie ona wdrożona już od 1 października br. i będzie wzorowana na chińskich rozwiązaniach.

Druga fala sankcji?

Przywódcy G7 na spotkaniu w Hadze 25 marca zgodnie zapowiedzieli, że przynależność Rosji do tego ekskluzywnego klubu jest zawieszona do czasu aż "zmieni kurs". Podkreślili, że w razie dalszej destabilizacji Ukrainy przez Rosję nastąpi eskalacja sankcji gospodarczych. "Następne wejdą w grę sankcje związane z poszczególnymi sektorami gospodarki" - powiedział agencji Reutera jeden z dyplomatów.

Sankcje po konflikcie w Gruzji trwały od trzech do sześciu miesięcy, teraz będą trwać dłużej, przy czym nie jest wykluczona druga fala sankcji - uważa Aleksiej Kudrin, były minister finansów, aktualnie prezydencki doradca do spraw gospodarczych. Jego zdaniem ewentualna druga fala uderzy w instytucje finansowe i ograniczy ich możliwości do przeprowadzania transakcji w walutach na rynku światowym. Co prawda banki będą nadal to robiły, ale nie będą mogły korzystać z rachunków korespondencyjnych w USA i UE, tylko w innych państwach. Rząd zamierza wspomóc firmy dotknięte sankcjami, a w szczególności banki, poprzez ewentualne refinansowanie z rezerw, jakie posiada państwo. Kudrin uważa, że sankcje wpłyną na cały sektor bankowy, bowiem "banki zachodnie już po cichutku zamykają linie kredytowe rosyjskim klientom korporacyjnym", a ich wartość szacowana jest na 700 mld dolarów. Tak stało się w przypadku projektu umowy Brytyjczyków z Rossatomem, na mocy której przewidywano stopniowe dopuszczanie tej rosyjskiej spółki do inwestycji na rynku brytyjskim. Kudrin wyraża nadzieję, że nie wszystkie międzynarodowe projekty zostaną zamrożone, ale atmosfera wynikająca ze wstrzymania czy zamknięcia kolejnych "zaraża sektor". Bez wątpienia bankowcy rosyjscy mogą się czuć nie tylko zarażeni, ale nawet chorzy. No cóż: taka jest wola Putina, a jak się ktoś nie zgadza, może tajgę wycinać.

Rykoszet sankcji Ewentualne obostrzenia sankcji gospodarczych bez wątpienia trafią rykoszetem w państwa Unii Europejskiej i Wschodniej Europy. Ekonomiści Deutsche Banku uważają, że staną się one przyczyną problemów gospodarczych w UE, zwłaszcza jeśli chodzi o rynek energetyczny. Pokusili się oni nawet o analizę kosztów, jakie poniesie w takim przypadku sektor bankowy. Bez wątpienia taki kryzys może podkopać wiarygodność aktywów rosyjskich, zwłaszcza gdy dojdzie do ich zamrożenia. Z tego powodu z największymi stratami muszą się liczyć banki francuskie, które włożyły w Rosję (kredyty i papiery wartościowe) około 51 mld dolarów (0,5 proc. wszystkich aktywów systemu bankowego), amerykańskie banki mogą stracić ok. 36,7 mld dolarów, włoskie 28,6 mld dolarów (0,6 proc. aktywów systemu bankowego ). Najbardziej dotkliwie, według Deutche Banku, sankcje odczuje austriacki system bankowy, który ulokował tam aż 1,4 proc. swoich aktywów bankowych - szczególnie narażone są tu Raiffeisen Bank i Unicredit. W przypadku wspomnianych krajów problemem jest to, że wszystkie zagrożenia skoncentrowane są w kliku bankach, przez co mogą stanowić zagrożenie systemowe. Takiego problemu nie ma w Hiszpanii, Niemczech, USA i Wielkiej Brytanii - tam stanowią one zaledwie do 0,2 proc. aktywów bankowych. Sytuacja ma się jednak o wiele gorzej, gdy weźmiemy pod uwagę kontrakty instrumentów pochodnych, gwarancji i kredytów handlowych. W tym segmencie same banki amerykańskie będą musiały się liczyć ze stratą rzędu 93 mld dolarów, a to stanowi już 0,6 proc. wszystkich bankowych aktywów. Faktem jednak jest, że większość tych zobowiązań jest ubezpieczona, a tego typu straty będą realne dopiero w przypadku niewypłacalności Rosji. W przypadku totalnej wojny na sankcje problematyczna jest również spłata rosyjskich długów. Łącznie roszczenia europejskich banków względem Rosji na koniec III kwartału 2013 r. sięgały - zgodnie z danymi Banku Międzynarodowych Rozliczeń - 193 mld dolarów, a względem USA 35,2 mld dolarów. Na ograniczeniach w handlu najbardziej (w bezwzględnych kwotach) ucierpią Niemcy (3,1 proc. całości eksportu, to jest 1,5 proc. PKB). Aż 6 tys. niemieckich firm w przypadku szeroko zakrojonych sankcji poniesie liczące się straty. Jak się szacuje, sam niemiecki know-how wart jest aż 6,9 mld euro; kolejne 4,5 mld straci branża chemiczna, nie mówiąc już o ciosie, jaki przyjdzie znieść branży motoryzacyjnej, bowiem na rynku rosyjskim rokrocznie sprzedawane jest około 150 tys. aut. Z poważnym uszczerbkiem muszą się liczyć Finowie (9,9 proc. eksportu), a także państwa nadbałtyckie. Brytyjczycy jako pierwsi zerwali współpracę wojskową, a także zawiesili dostawy materiałów o znaczeniu wojskowym na sumę 86 mln funtów.

Monika Rotulska

Dowiedz się więcej na temat: Rosja | stagflacja | Władimir Putin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »