Reklama

Ukraina: Życie na kredycie

Aby związać koniec z końcem, Ukraina musi w przyszłym roku zaciągnąć potężny dług, tyle że chętnych, by ją kredytować, jest coraz mniej. W projekcie budżetu na 2021 r. ukraiński rząd założył deficyt sięgający 6 proc., co oznacza, że musi pożyczyć 704 mld hrywien, czyli ok. 25 mld dolarów.

To znacznie więcej niż w tym roku (642 mld hrywien) i to mimo zmniejszenia prognozowanego deficytu z obecnych 7,5 proc. PKB. Głównym powodem jest to, że w przyszłym roku Ukraina będzie musiała spłacić gigantyczną kwotę 599 mld hrywien z tytułu zaciągniętych do tej pory kredytów. W rezultacie pójdzie na to aż 12 proc. budżetu państwa.

Reklama

Tymczasem zadłużenie Ukrainy na koniec pierwszego półrocza tego roku już wzrosło do rekordowego poziomu 78,8 proc. PKB, o czym poinformował ukraiński bank centralny NBU. W drugim kwartale dług sektora państwowego wynosił już 52,9 mld dolarów (33,9 proc. PKB), z czego zadłużenie zagraniczne to 46 mld dolarów (29,5 proc. PKB).

Zadłużenie zagraniczne NBU to kolejnych 6,9 mld dolarów (4,5 proc. PKB). Zadłużenie sektora prywatnego sięga 69,9 mld dolarów (44,8 proc. PKB), przy czym znaczna część, bo aż 21 mld dolarów (13,5 proc. PKB), to zadłużenie przeterminowane. 64,5 proc. ukraińskiego długu denominowane było w dolarze, 19,1 proc. w euro, a 10,4 proc. w SDR.

Deficyt jak kula u nogi

Obecny deficyt ukraińskiego budżetu niepokoi specjalistów. Zdaniem Wiktora Koziuka z rady NBU zagraniczni partnerzy Ukrainy nie będą tolerować takiej sytuacji.

Ministerstwo Finansów chciałoby obniżyć deficyt w przyszłym roku do poziomu 6 proc. PKB, ale przyznaje, że to trudne zadanie.

"Wielu ekspertów uważa, że możemy od razu zabezpieczyć deficyt rzędu 2-3 proc. Wyjaśnię tym, którzy umieją liczyć: jeśli 1 proc. PKB to 45 mld hrywien, to zmniejszenie deficytu o 1 pkt proc. z 7,5 proc. to minus 45 mld hrywien. Czyli obniżenie do 2 proc. to zmniejszenie naszych wydatków o 200 mld hrywien. Kiedy proszę o pokazanie, za pomocą jakich instrumentów albo źródeł to zrobić, mówią mi »No, w teorii tak powinno być«. Tak, zgodnie z kryteriami stabilności budżetowej i polityki zadłużenia mamy zmierzać do 3 proc. Dzięki wyważonej polityce minionych lat trend był prawidłowy (...) Teraz, w warunkach pandemii, spadkowej dynamiki gospodarczej, jaką obserwujemy w tym roku, w warunkach nieokreśloności z punktu widzenia popytu konsumentów i potencjalnych możliwości eksportu, nie możemy sobie pozwolić na gwałtowne zmniejszenie deficytu" - mówił minister finansów Sergiej Marczenko.

Co ciekawe, przytaczana argumentacja zdaje się wskazywać, że rząd nie rozpatruje wariantu zwiększenia części dochodowej budżetu, jako efektu zapowiadanego co jakiś czas ożywienia gospodarki. A to właśnie było głównym argumentem rządu, gdy tłumaczył krytykowaną przez wielu ekspertów akcję wykupu warrantów.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Derywaty - strata czy zysk?

W 2015 r. ukraiński rząd zawarł z międzynarodowym komitetem wierzycieli, w skład którego wchodziły amerykańskie fundusze inwestycyjne: Franklin Templeton, T. Rowe Price i TCW Group oraz brazylijski bank inwestycyjny BTG Pactual, porozumienie o restrukturyzacji 18 mld dolarów długu z tytułu wyemitowanych w poprzednich latach euroobligacji. Wierzyciele zgodzili się m.in. umorzyć 3,8 mld dolarów i odroczyć na 4 lata spłatę 11,5 mld dolarów. W zamian rząd rozdał wierzycielom specjalne derywaty - warranty dające posiadaczom prawo do poboru swoistej "kary za rozwój". Ukraina zobowiązała się wypłacać im część swojego PKB, której wysokość zależy od tempa rozwoju gospodarki. Latem rząd wykupił część tych papierów.

"Potencjalne wypłaty z państwowych derywatów do 2040 r., w związku ze wzrostem PKB, mogą stanowić ponad 22 mld dolarów. W związku z tym rząd podjął decyzję opatrzoną klauzulą »tajne«, w której były wyznaczone warunki przeprowadzenia operacji" - informował Marczenko na posiedzeniu parlamentarnego komitetu do spraw finansów. Podstawą decyzji była rządowa prognoza mówiąca o wzroście ukraińskiego PKB aż o 4,6 proc. w przyszłym roku.

Krytycy operacji uważają, że rząd wybrał niewłaściwy moment dla wykupu i zamiast pomóc zaszkodził. Decyzję o wykupie ogłoszono 15 sierpnia 2020 roku, kiedy warranty sprzedawano na rynku wtórnym po 86 proc. nominału. Zakończono wykup 8 września, gdy cena wynosiła już 97 proc. Tym samym rząd podbił cenę jeszcze niewykupionych papierów.

"Wykupiliśmy je poniżej nominału i w sprzyjającym momencie. Policzyliśmy, że przy minimalnym wzroście PKB do 2040 r. przepłacilibyśmy 22 mld dolarów. Jeśli wzrost PKB będzie 4,6 proc., jak planujemy w 2021 r., to w 2023 r. musielibyśmy zapłacić z tytułu warrantów dodatkowo 600 mln dolarów (...) Powinno się nas chwalić, że w warunkach kryzysu przeprowadziliśmy taką operację" - przekonywał Marczenko.

Kredyt na kredyt

A tymczasem "życie na kredyt" stało się nad Dnieprem codziennością. Marczenko mówi, że trzeba szukać wariantów finansowania deficytu i jak zapewnia, że "nie widzi w tym wielkiego problemu".

W tym roku z tytułu wyemitowania obligacji hrywnowych, w kręgach rządowych nazywanych "przyciąganiem inwestorów", a w rzeczywistości jest zaciąganiem długów, ukraiński budżet otrzymał wpływy rzędu 20 mld hrywien. W projekcie budżetu na 2021 r. mowa o aż dziesięciokrotnym zwiększeniu tej kwoty - przychody z tego tytułu miałyby wynieść 200 mld hrywien.

Rząd chciałby, aby obligacje wykupiły banki, które w jego ocenie "mają nadwyżkę płynności". Tyle że oznaczałoby to wstrzymanie przez nie i tak już dziś mizernej akcji kredytowej dla biznesu i klientów indywidualnych, co jeszcze bardziej oderwałoby sektor finansowy od realnego życia gospodarczego Ukrainy.

We wrześniu w ukraińskim parlamencie złożono projekt ustawy, zgodnie z którym rząd miałby wypuścić obligacje na kwotę 19,6 mld hrywien, czyli ok. 700 mln dolarów. Uzyskane środki miałyby zostać wykorzystane na spłatę zadłużenia państwowych pośredników wobec dostawców "zielonej energii". Państwowy koncern energetyczny Ukrenerho i stworzona specjalnie na potrzeby "zielonej energetyki" firma Gwarantowany Nabywca ustawowo zobowiązano do kupowania, po cenach znacznie przekraczających ceny rynkowe, energii z elektrowni słonecznych i wiatrowych.

Bankomat ma dość

Na Zachodzie podejście Ukrainy do kwestii zadłużenia zdaje się budzić coraz większą irytację. "Jak już powiedziałem prezydentowi, Unia Europejska nie jest organizacją dobroczynną czy bankomatem" - napisał szef dyplomacji Unii Europejskiej Joseph Borell w tekście poświęconym Ukrainie i opublikowanym na stronie internetowej unijnej dyplomacji. Po nagłośnieniu sprawy przez ukraińskie media ten fragment usunięto. Publikacja zbiegła się w czasie z informacją o wstrzymaniu przez UE wypłaty obiecanego latem kredytu w wysokości 600 mln euro.

Na dodatek Ukraina może nie otrzymać też uzgodnionej z Międzynarodowym Funduszem Walutowym transzy w wysokości 700 mln dolarów, która miała być wypłacona do końca tego roku. Według informacji agencji Interfax-Ukraina powodem jest niewywiązywanie się przez rząd ze zobowiązań zawartych w podpisanym wiosną z MFW memorandum. A bez tej współpracy nie da się sfinansować przyszłorocznego deficytu budżetowego - Kijów chce w tym celu wypuścić kolejne obligacje, tyle że jak oceniają analitycy banku Morgan Stanley jest mało prawdopodobne, by w tej sytuacji to się udało. Jak przekonują emisja obligacji denominowanych w hrywnie potrzebuje na ich obsługę średniomiesięcznej wypłaty 17 mld hrywien, czyli ok. 600 mln dolarów.

W dodatku sukcesywnie spada udział nierezydentów w rynku wewnętrznym obligacji, co sprawia że zależność od kredytów MFW staje się coraz większa. Zerwanie programu, jak zauważają w Morgan Stanley, nie byłoby zresztą niczym nadzwyczajnym, bo pięć poprzednich sfinansowano zaledwie w 40 proc.

Pod znakiem zapytania stoi też los kredytu od Banku Światowego. We wrześniu poinformował, że obniżył wysokość obiecanego kredytu "na wsparcie reform" o 300 mln dolarów, w dodatku cały czas nie napłynęło zatwierdzone jeszcze w czerwcu 350 mln dolarów. A to i tak znacznie mniej niż chcieli w Kijowie - w pierwotnym wariancie mowa była o pożyczce w wysokości miliarda dolarów, jednak z uwagi na napięty budżet BŚ i dużą liczbę wniosków kredytowych od innych rządów kwotę ograniczono do 700 mln dolarów.

Marczenko przekonuje, że i bez kredytów Ukraina da sobie radę. "1 września zrealizowaliśmy dużą wypłatę 2 mld dolarów i zrobiliśmy to samodzielnie, bez finansowego wsparcia od międzynarodowych partnerów, na które liczyliśmy. Jesteśmy gotowi na różne scenariusze,  ale liczymy na wsparcie naszych międzynarodowych partnerów" - komentował w wywiadzie dla agencji "Interfax-Ukraina"Otwiera się w nowym oknie.

Michał Kozak, dziennikarz ekonomiczny, korespondent Obserwatora Finansowego na Ukrainie

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | koronakryzys

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »