Reklama

Uwaga! Sklepom w naszym kraju grozi paraliż

Niemal 740 tys. mieszkańców Polski przebywa obecnie na covidowej kwarantannie - podało w piątek Ministerstwo Zdrowia. To rekord od początku pandemii i zarazem problem dla sieci handlowych, które w trybie pilnym muszą szukać zastępstw dla pracowników wypadających nagle z grafiku - napisały wiadomoscihandlowe.pl.

740 tys. osób to niemal tyle, ile wynosi populacja Krakowa, drugiego największego miasta w kraju. To co 50. Polak, około 2 proc. mieszkańców kraju. A przecież na kwarantannę trafiają obecnie tylko osoby niezaszczepione. Gdyby obowiązywały stare zasady kierowania na kwarantannę, aż strach pomyśleć, jak wiele osób musiałoby obecnie przebywać w domu.

Dodatkowo już prawie 20 tys. osób przebywa w szpitalach z powodu COVID-19. Razem daje to 760 tys. osób "wyrwanych" z codziennego życia, m.in. z pracy. Choć Ministerstwo Zdrowia nie podaje szczegółowych statystyk o osobach chorych lub przebywających na kwarantannie, śmiało można przyjąć, że istotna ich część to osoby zatrudnione w handlu.

Reklama

Szacuje się, że branża handlowa daje zatrudnienie 1,5 mln - 2 mln pracownikom. Jeśli założymy, że 2 proc. z nich przebywa obecnie na kwarantannie, da to aż 30 tys. - 40 tys. osób. Tyle tylko, że pracownicy sklepów ze względu na nieustanny kontakt z klientami są znacznie bardziej narażeni na zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 niż przeciętny Polak czy Polka. A zatem odsetek osób zatrudnionych w handlu i przebywających obecnie na kwarantannie zapewne jest wyższy od wspomnianych 2 proc.

Gdyby zasady kwarantanny nie zostały zmienione i na przymusowy pobyt w domu kierowane byłyby również osoby zaszczepione, to śmiało moglibyśmy przemnożyć wszystkie statystyki jeszcze przez dwa. Wynika to stąd, że osoby w pełni zaszczepione stanowią jedynie 46,8 proc. całego polskiego społeczeństwa.

Czy kilkadziesiąt tysięcy pracowników brakujących w handlu to dużo? Bardzo dużo. Dla porównania można wskazać, że cała sieć Lidl Polska - będąca drugim największym detalistą spożywczym w kraju - w roku obrotowym 2020/2021 zatrudniała 22 tys. osób.

Każda kwarantanna nałożona na pracownika sklepu oznacza, że powstaje dziura w grafiku, którą trzeba szybko załatać. A przecież reszta załogi tej samej placówki także może zostać wysłana na kwarantannę. Właściciele sklepów muszą się więc dwoić i troić, przenosić zdrowe osoby ze sklepu do sklepu, aby zapewnić ciągłość pracy.

W sytuacji, kiedy bezrobocie w kraju jest rekordowo niskie (5,5 proc. - najnowsze dane ogłoszone w tym tygodniu), pozyskiwanie pracowników jest wyjątkowo trudne. A gdy pracownika brak, to ktoś inny musi pracować za dwóch. Związki zawodowe od dawna narzekają na nadmiar pracy w sklepach, na multizadaniowość, konieczność łączenia pracy na kasie ze sprzątaniem sklepu itp. Obwiniają za to zwykle pracodawców szukających oszczędności. Jak widać, warto spojrzeć na to zjawisko także z nieco innej perspektywy.

Prawdopodobnie znaczna część osób przebywających aktualnie na kwarantannie to dzieci w wieku szkolnym. Jednak i w takim przypadku pojawia się problem, gdyż nie wszyscy rodzice mogą sobie pozwolić na pozostawienie dzieci w domu. Biorą wolne w pracy i trzeba ich zastępować w pracy.

Mniejsza dostępność lub wręcz niedostępność pracowników to problem szczególnie dla małych sklepów. W hipermarketach lub supermarketach czasowe zmniejszenie liczebności załogi nie będzie aż tak odczuwalne, jak w placówkach, w których zatrudnione są tylko pojedyncze osoby. W skrajnych przypadkach może okazać się, że w danym dniu nie będzie komu stanąć za ladą.

Skala czwartej fali pandemii w Polsce zaskoczyła nie tylko polityków, ale nawet ekspertów zajmujących się prognozowaniem zachorowań. W związku z de facto brakiem jakichkolwiek restrykcji, nie sposób przewidzieć, w jakim tempie wzrastać będzie w najbliższych tygodniach liczba zakażeń, osób przebywających w szpitalach i na kwarantannie. Z wypowiedzi ministra zdrowia Adama Niedzielskiego wynika, że szczyt fali czeka nas lada moment lub w grudniu. Jednak dotychczasowe predykcje Niedzielskego dotyczące przebiegu pandemii jesienią tego roku, mówiąc delikatnie, nie okazały się trafne.

Na razie sytuacja staje się gorsza praktycznie z dnia na dzień. Gwałtownie rośnie nie tylko liczba zakażeń i zgonów (Polska jest w obu tych przypadkach w światowej czołówce!), ale towarzyszy temu także wysyłanie większej liczby osób na kwarantannę. Tylko w ciągu ostatnich siedmiu dni liczba osób objętych kwarantanną wzrosła w Polsce aż o 177 tys., czyli o ponad 30 proc. Jeśli odsetek nadal będzie rósł, pociągnie to za sobą wzrost liczby osób "brakujących" w zakładach pracy, w tym również w sklepach albo w magazynach. Być może najgorsze dopiero przed nami.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »