Według Fedorowicza, w nocy z 9 na 10 września miał miejsce "największy atak na naszą infosferę od 2022 roku", a więc od momentu wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie.
Ekspert wskazał, że już o 23:20 na platformie X pojawiły się pierwsze konta Rosjan udających Ukraińców. "Już o tej porze informowały, że lecą drony nad Polskę. Między północą a 4:00 rano mieliśmy wysyp informacji, że to Ukraińcy bombardują Polskę. W pewnym momencie na dziesięć komentarzy mówiących o dronach, sześć twierdziło, że to ukraińskie drony mają nas zbombardować" - wylicza.
Ekspert: Tradycyjne media i rząd przegrywają wojnę w infosferze
Analitycy z Res Futura wyliczyli, że wśród wątków w internecie dotyczących odpowiedzialności za atak dronów aż 38 proc. wątków mówiło o odpowiedzialności Ukraińców za zaistniałą sytuację.
Zdaniem Fedorowicza, media i rząd przegrywają obecnie wojnę w infosferze. Nie mają bowiem kanałów dotarcia do osób, które korzystają z alternatywnych źródeł, a przez to nie są w stanie przekazać im prawdziwych informacji. "Trzy lata od rozpoczęcia pełnoskalowej wojny w Ukrainie okazuje się, że polski internet, przynajmniej w połowie, nie akceptuje mediów, także internetowych, i stron rządowych jako źródła informacji, a korzysta z kanałów, które mówią mu, co ma myśleć i udają, że są informacjami" - wskazuje ekspert. W oceanie dezinformacji "pływa" też część polityków - zauważa.
Media związane z rządem i instytucjami państwowymi muszą w tej sytuacji odrobić lekcję i zmienić narrację. "Przy sztucznej inteligencji i odpowiednich emocjach należy zmienić akcenty, inaczej opisywać świat" - dodaje rozmówca money.pl.
Przypomina też, że Res Futura już w czerwcu informowała, że po wakacjach Polskę może czekać "jeden z największych stress testów dla państwa od 1989 roku", a manewry Zapad staną się do tego doskonałą okazją.
Rządowi nie udało się uzyskać "efektu flagi"
Michał Fedorowicz podkreśla, że noc z 9 na 10 września obnażyła stan permanentnej paniki, w której żyje polskie społeczeństwo. Jest ono, jego zdaniem, nieprzygotowane na wojnę mimo toczącego się od trzech lat konfliktu za naszą wschodnią granicą. Chodzi o brak przygotowania pod kątem odporności psychicznej i obrony cywilnej. Z kolei państwo nie ma jednej ustalonej strategii komunikacyjnej - stratcomu. "Wszyscy mówią wszystko, wszyscy wysyłają tweety i nie ma sprzężenia między ośrodkami władzy" - mówi analityk.
Jak dodaje, rządowi nie udało się uzyskać "efektu flagi" - obraz społeczeństwa polskiego, jaki wyłania się z mediów społecznościowych, pokazuje, że jego motto to raczej "nie ufaj państwu", bo nie jest ono w stanie niczego "dowieźć" w sytuacji zagrożenia. Zaufaniem cieszy się jedynie wojsko, którego zaangażowanie w budowanie bezpieczeństwa Polacy dostrzegają.
Polska musi odpowiedzieć na rosyjską dezinformację, ale nie poprzez zwiększanie liczby fact-checkerów - uważa ekspert. Potrzebna jest stała kampania informacyjna, której przekaz będzie docierał np. do użytkowników YouTube'a czy TikToka w trakcie oglądania filmików. "To musi być stała kampania. Dlaczego? Bo Rosjanie mają przewagę - oni walą swoim przekazem 24 godziny na dobę" - apeluje.
Ekspert: Wchodzimy w trzecią fazę wojny dezinformacyjnej
Zdaniem Fedorowicza, wchodzimy obecnie w trzecią fazę wojny dezinformacyjnej. "Faza zero (lata 2015-2022) to było budowanie przekonania o niezwyciężoności armii rosyjskiej" - wylicza. Faza pierwsza w lutym 2022 r. koncentrowała się na przekazie o tym, że Ukrainie nie warto pomagać. Rosjanie dokonali później korekty tego przekazu i kiedy na przełomie 2022 i 2023 roku pojawiły się problemy z napływem ukraińskiego zboża do Polski, zaczęto mówić o "złych Ukraińcach". Ta druga faza trwała do sierpnia 2025 r., osiągając swój punkt kulminacyjny wraz z kontrowersyjnym koncertem Maxa Korzha na Stadionie Narodowym, deportacjami Ukraińców z Polski i wetem prezydenta Karola Nawrockiego dla ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Rosyjskiej propagandzie udało się zmienić to, jak Polacy postrzegają Ukraińców, i to widać w sondażach.
Na czym polega trzecia faza wojny dezinformacyjnej? Michał Fedorowicz wskazuje, że w jej ramach eksponowany jest przekaz, że "państwa Europy Centralnej, w tym Polska, są osłabione, NATO nie pomoże, a obywatele powinni przemyśleć dogadanie się z Rosją".
"Chodzi o to, żeby obywatele powiedzieli, że NATO jest bez sensu, a Polska powinna dogadać się z Białorusią i Rosją" - podsumowuje.











