Niemieckie miasta nie są w stanie świadczyć usług dla swoich mieszkańców na poziomie, do jakiego przywykli oni przez dziesięciolecia. Dziennikarz "Augsburger Allgemeine" podaje przykład: w 320-tysięcznym Bonn, dawnej stolicy zachodnich Niemiec, znalezienie działającego krytego basenu to wyzwanie. Zadłużenie Bonn - według danych publicznego regionalnego nadawcy Westdeutscher Rundfunk - na koniec 2024 r. sięgnęło ok. 2,4 mld euro.
Niemieckie miasta uginają się pod ciężarem długów. Wiele dotarło do "granicy wytrzymałości"
"Inne niemieckie miasta mają się jeszcze gorzej, wiele z nich już dziś osiągnęło granicę wytrzymałości. Ze względu na zbyt wysokie zadłużenie nie są w stanie samodzielnie utrzymać swojej infrastruktury: szkoły popadają w ruinę, baseny muszą być zamykane" - pisze Jonas Klimm.
Długi niemieckich miast stanowią pokaźną część całkowitego długu publicznego Niemiec, który, według danych Destatis (to federalny urząd statystyczny) na koniec 2024 r. wyniosło 2,5 biliona euro. Jak czytamy na łamach "Rzeczpospolitej", pod koniec 2024 r. wszystkie niemieckie miasta miały łącznie 170 mld euro długów, czyli około 2200 euro na osobę.
Dług przypadający na mieszkańca jest największy w Nadrenii Północnej-Westfalii. W tym kraju związkowym skupia się ok. 40 proc. wszystkich długów miast. W ponad 200-tysięcznym mieście Oberhausen leżącym w tym landzie dług na mieszkańca wynosił na koniec 2024 r. 10 tys. euro - a więc prawie pięć razy więcej niż wyniosła średnia dla całego kraju. Jonas Klimm zauważa, że problemy tego miasta wynikają z tego, iż nie zdołało ono podnieść się po upadku tamtejszego przemysłu ciężkiego opartego na węglu.
Frank Helling, rzecznik Oberhausen, mówi, że "obecnie nie jest możliwe całkowite sfinansowanie kluczowych zadań gminnych z własnych środków budżetowych". Miasto musi finansować wydatki na infrastrukturę, szkoły czy transport z funduszy celowych i kredytów. Mocno polega przy tym na wsparciu rządu federalnego. Według Franka Hellinga, problem pogłębiają "ponadprzeciętnie wysokie" wydatki socjalne ponoszone przez miasto od kilku lat. "Wpływa na to również wzrost cen energii i napływ uchodźców w ostatnich latach" - pisze Jonas Klimm.
Rząd federalny chce ratować niemieckie miasta, ale potrzeby są gigantyczne
Rząd federalny ma świadomość problemów, z jakimi borykają się niemieckie miasta. Między innymi z myślą o nich ogłosił pakiet infrastrukturalny o wartości 500 mld euro, adresowany także do gmin. Christian Raffer z Niemieckiego Instytutu Urbanistyki szacuje, że w ciągu 12 lat popłynie do nich 60-70 mld euro. Ale to za mało. Według szacunków, wspomniane Oberhausen do 2030 r. będzie potrzebować miliarda euro na inwestycje. Z pakietu infrastrukturalnego prawdopodobnie otrzyma niecałe 10 proc. tej kwoty.
Zdaniem rzecznika ratusza w Oberhausen, "naprawdę konieczne byłoby przede wszystkim trwałe odciążenie wydatków socjalnych" - niezależnie od tego, że niebawem nastąpi przejęcie starych długów w Nadrenii Północnej-Westfalii.
Niemcy zaczynają zmieniać swoje podejście do świadczeń socjalnych, zwłaszcza tych kierowanych do uchodźców. W Interii Biznes pisaliśmy o tym, że niemiecka minister pracy Bärbel Bas zapowiedziała, że obywatele Ukrainy, którzy przybyli do Niemiec po 1 kwietnia 2025 roku, będą mogli uzyskać świadczenia przysługujące osobom ubiegającym się o azyl, ale już nie zasiłek dla bezrobotnych.
Ta zmiana przepisów została przewidziana w umowie koalicyjnej jeszcze na etapie tworzenia się rządu Friedricha Merza. Za zmianą opowiadał się przede wszystkim chadecki blok CDU/CSU, licząc na wygenerowanie oszczędności.












