Zamieszanie z nawozami: ceny spadają, ale problemem wciąż dostępność. "Nie można ich nigdzie kupić"

W ubiegłym tygodniu Grupa Azoty wznowiła produkcję nawozów. W związku z tym we wtorek spółka Agrochem Puławy opublikowała kolejny cennik nawozów azotowych i wieloskładnikowych. Ceny są niższe, ale to nieco zdenerwowało tych, którzy wcześniej zrobili zapasy.

W porównaniu do poprzedniego zestawienia cen z 11 sierpnia, czyli sprzed wstrzymania produkcji, potaniały wszystkie nawozy azotowe. Natomiast nawozy wieloskładnikowe utrzymały swoją cenę. Czy to powód do świętowania? Niekoniecznie. 

Ceny atrakcyjne, tylko towaru brak

Marek Froelich, prezes Izby Rolniczej w Opolu, przyznaje w rozmowie z redakcją Biznes Interii, że spadki cen mają miejsce. - Rzeczywiście ceny nawozów azotowych spadły w cennikach, ale niestety nie można ich nigdzie kupić. Zazwyczaj rolnicy kupowali je właśnie jesienią, kiedy tego typu produkty są najtańsze, bo nie są wysiewane. Nie ma jednak również nawozów wieloskładnikowych, których ceny pozostawały przez cały czas stabilne - zwraca uwagę szef opolskiego samorządu rolniczego.

Reklama

Z tymi ostatnimi jest spory problem, bo rolnicy składali zamówienia jeszcze w czerwcu, ale nawozy nadal nie dotarły. - W tej chwili bazujemy więc na zapasach. Na szczęście rolnicy kupili nawozy wapniowe, które podnoszą przyswajalność wielu składników odżywczych. Dzięki temu przyszłoroczne plony raczej nie spadną - martwiłbym się raczej o zbiory w dłuższej perspektywie, jeżeli nie uda się zapewnić nawożenia azotem w 100 proc. w 2023 roku. Bo nawet na pierwszy wysiew wiosenny powinno wystarczyć zapasów - mówi Marek Froelich.  

Rolnicy niezadowoleni z obniżek? Bo kupili znacznie drożej

- Bardzo trudna sytuacja na rynku nawozów trwa już od dawna, a ich ceny rosną w zatrważająco szybkim tempie i dodatkowo występują ogromne trudności z ich dostępnością. Jako Wielkopolska Izba Rolnicza wskazywaliśmy na ten problem już na początku 2021 roku - dodaje w rozmowie z Biznes Interią Aleksander Poznański, pracownik biura wojewódzkiego Wielkopolskiej Izby Rolniczej. Minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk zapowiedział wtedy, że rząd rozważa raczej pomoc finansową dla zakładów produkujących nawozy - jednak szczegółów nadal brak. - Brak jakiejkolwiek przewidywalności w zakresie cen nawozów to olbrzymi problem dla rolników, którzy już dzisiaj muszą ponosić wysokie koszty środków produkcji - zauważa przedstawiciel WIR.  

W jego opinii, rolnicy nie przyjęli zbyt dobrze wtorkowej informacji o obniżce cen nawozów. - Mamy sygnały, że część rolników dokonała zapasów w sierpniu, gdy pojawiły się informacje o wstrzymaniu produkcji, a Henryk Kowalczyk straszył cenami na poziomie 7-8 tys. zł. W przypadku saletry amonowej straty rolników, którzy dokonali zakupów w sierpniu, sięgają 600 zł, a we wrześniu nawet 1,5 tys. zł na tonie - mówi Aleksander Poznański. 

W jego opinii, wielu rolników zastanawia się, jak to możliwe, że następuje zjawisko obniżenia cen nawozów niezwłocznie po wznowieniu produkcji - taka sytuacja jest dla nich nielogiczna. Oprócz tego były znaczące problemy z wypłatą dopłat rządowych. - Dopłaty w jakimś stopniu pomogły rolnikom, ale z pewnością nie wszystkim. Teoretycznie na 1 ha przypada 500 zł rządowej dopłaty, ale tylko w przypadku przedstawienia faktury stanowiącej dowód, że rolnik zapłacił za nawóz powyżej średnich cen rynkowych. Wiem, że nawet w takich przypadkach nie wszyscy otrzymali zwrot - przytakuje Andrzej Froelich.  

Jednak, zdaniem Wiktora Szmulewicza, prezesa Krajowej Rady Izb Rolniczych, kwestia ewentualnych zapasów raczej nie dotyczy zbyt powszechnie nawozów azotowych. - Rolnicy nie mają zapasów nawozów azotowych, ponieważ ceny były i nadal są bardzo wysokie. Zazwyczaj kupowali oni jedynie najbardziej niezbędne ilości nawozów fosforowych i potasowych na bieżące potrzeby - ocenia Wiktor Szmulewicz. Dlatego też, jego zdaniem rolnicy czekają z zakupami na decyzję o znaczącym obniżeniu cen. 

Na Podkarpaciu także niezbyt dobrze. Ceny żywności i inflacja wzrosną?

Także na Podkarpaciu sytuacja jest trudna. - Małohektarowi rolnicy wstrzymywali się z zakupem nawozów i stosowali te, które zostały im z poprzednich sezonów, zmniejszali ilość wysiewanych nawozów lub rezygnowali z nawożenia. Część rolników wspomagała się zakupem preparatów z mikroorganizmami. Z kolei duzi rolnicy zachowywali się różnie. Jedni starali się inwestować w drożejące nawozy, obawiając się, że ich cena będzie jeszcze wyższa, inni dopiero niedawno zaczęli składać zamówienia - podkreśla Wiesław Lada, dyrektor Podkarpackiej Izby Rolniczej w komentarzu dla Biznes Interii. Przyznaje on, że niektórzy rolnicy spodziewali się wzrostu cen, jednak nie było ich tak wielu. 

Trzeba bowiem stwierdzić, że nawet obecne, obniżone ceny niekoniecznie zapewniają opłacalność produkcji rolnej.  

- Ceny nawozów są drastycznie wysokie, dopłaty do nawozów to jak rolnicy mówią: kropla w morzu potrzeb. Dopłaty trochę zrekompensowały koszty zakupu nawozów, ale to ciągle zbyt mała pomoc. Wysokie ceny nawozów przełożą się na dalszy wzrost cen żywności i na wzrost inflacji - uważa Wiesław Lada. Podobnego zdania jest prezes KRIR. - Tym bardziej, że dopłaty przysługiwały dla nawozów już zakupionych między wrześniem 2021 a 15 maja 2022 roku. One pomogły w utrzymaniu płynności finansowej, ale były zbyt niskie, żeby umożliwić zgromadzenie zapasów - podkreśla Wiktor Szmulewicz.

Krzysztof Maciejewski 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: polskie rolnictwo | nawozy | ceny nawozów
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »