W skrócie
- Atak zimy zaskoczył tych właścicieli pieców na węgiel, którzy nie przygotowali odpowiednich zapasów opału.
- Ruch w składach węgla gwałtownie wzrósł, ale ceny pozostają stabilne, choć popyt przewyższa podaż.
- Na zwałach przy kopalniach leży ponad 5 mln ton węgla, lecz przeznaczony jest on dla elektrowni i elektrociepłowni.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
- Już teraz możemy powiedzieć, że tak jak zima niekiedy zaskakuje drogowców, tym razem zaskoczyła wielu użytkowników kotłów. Zauważamy niespotykany o tej porze ruch w składach węgla - mówi Interii Łukasz Horbacz z Polskiej Izby Gospodarczej Sprzedawców Węgla. - Mam sygnały od naszych członków o wyraźnej przewadze popytu nad podażą - zdaniem Łukasza Horbacza atak prawdziwie mroźnej i śnieżnej zimy obnażył płytkość rynku.
Nie wszyscy przygotowali odpowiednie zapasy węgla
- Możemy pół żartem, pół serio podsumować, że nie wszyscy byli przygotowani na zimę zimą, a teraz węgiel ze składów jest wymiatany przez zaniepokojonych klientów. Po prostu użytkownicy kotłów przyzwyczaili się do łagodnych zim i w wielu przypadkach kupili zbyt mało opału - przedstawiciel PIGSW zwraca uwagę, że zimą logistyka sprzedaży i dostaw węgla jest bardziej kłopotliwa.
Co z cenami węgla opałowego używanego wciąż przez kilka milionów polskich gospodarstw domowych? Te pozostają stabilne, choć Łukasz Horbacz podkreśla presję popytową. - Na razie mamy średnie ceny tony węgla w przedziale 1,3-1,8 tys. zł za tonę w zależności od rodzaju opału i lokalizacji punktu sprzedaży - wylicza przedstawiciel PIGSW w rozmowie z Interią Biznes.
Najpopularniejszy sklep internetowy z węglem kusi możliwością obniżenia ceny
Raty "zero procent", zniżka dla stałych klientów do 250 zł na tonie czy też płatność odroczona - takimi sposobami (i relatywnie niskimi cenami) kusi klientów najpopularniejszy internetowy sklep z węglem - sklep Polskiej Grupy Górniczej. "Wypróbuj lub dokup nawet jeden worek" - radzą sprzedawcy PGG wskazując na zalety szczególnie promowanego rodzaju opału - tzw. węgla błękitnego (specjalnie wstępnie przygotowany węgiel opałowy o obniżonej emisji). Kosztuje 1400 zł brutto za tonę.
Poza "błękitnym" PGG oferuje tradycyjne rodzaje węgla - np. "groszek" dostępny już od 1150 zł za tonę (luzem) czy nieco grubsze "orzech" i "kostka" w bardzo podobnych cenach.
Warto przy tym zauważyć, że ceny węgla opałowego utrzymują się już stabilnie na "przedwojennych" poziomach. Cenowy wyskok do 3,5-4 tys. zł za tonę na szczęście jest odległą przeszłością i niewiele wskazuje na to, aby mógł się powtórzyć.
Czy Polacy poszukujący "na teraz" węgla dla uzupełnienia niewystarczających zapasów mogą szybko zaopatrzyć się w opał? Realizacja zamówień w sieci zazwyczaj trwa przynajmniej tydzień (różnie w różnych sklepach), a niekiedy oczywiście dłużej, jednak prognozy pogody nie wróżą rychłej, przyspieszonej wiosny. Tegoroczny sezon grzewczy może się więc okazać szczególnie kosztowny i wymagający uzupełnienia zapasów opału.
Węgiel zalega na przykopalnianych zwałach
Informacja o zalegających milionach ton węgla na przykopalnianych zwałach od czasu do czasu podnosi temperaturę sporów związanych z planami restrukturyzacji górnictwa. Nie jest tajemnicą, że polskie kopalnie - choć wydobycie w nich spada - produkują za dużo węgla, na który nie ma zbytu. Górnicze związki regularnie postulują o zagwarantowanie zakupów w polskich kopalniach, ale na rynku węgla energetycznego od lat działa - jak przekornie mówi się w branży - "kopalnia Gdańsk". To węgiel z importu, który trafił w ostatnich latach do polskich portów (wciąż trafia) czy to podczas pamiętnej akcji sprowadzania opału po odcięciu od rosyjskiego surowca, czy to po prostu z powodu niskich cen (niższych, niż węgiel oferowany przez polskie kopalnie). Węgiel z polskich kopalń i tak jest znacznie tańszy (szacuje się, że o połowę tańszy) niż byłby bez państwowych dotacji do górnictwa.

Fakty są więc takie: na przykopalnianych zwałach leży grubo ponad 5 mln ton węgla; w elektrociepłowniach i elektrowniach są już zgromadzone porównywalne zapasy (kilka mln ton), a wspomniana "kopalnia Gdańsk" dokłada kolejne góry węgla - tańszego niż ten od polskich producentów. Nie powinniśmy się więc spodziewać węglowego kryzysu.
Aby jednak uświadomić sobie nieuchronność procesu "wygaszania" polskich kopalń, warto przyjrzeć się spadkowi wydobycia. W czasie, gdy uzupełniane importem zapasy węgla rosły, produkcja polskich kopalń systematycznie spadała.

Tylko dla porządku dodajmy, że polskie górnictwo już trwale przynosi straty. W roku 2024 strata netto przekroczyła nawet 13 mld zł - w ubiegłym 2025 roku tylko po trzech kwartałach przekroczyła 6 mld zł.
Jacek Świder












