Reklama

Zwolniony za udział

Jerzy Raciborski, jeden z uczestników strajku pocztowców we Wrocławiu, został w piątek zwolniony z pracy. Zdaniem związkowca jest to bezprawna kara za strajk; według Poczty Polskiej zwolnienie jest zgodne z prawem i nie jest karą za udział w proteście.

Jerzy Raciborski, jeden z uczestników strajku pocztowców we Wrocławiu, został w piątek zwolniony z pracy. Zdaniem związkowca jest to bezprawna kara za strajk; według Poczty Polskiej zwolnienie jest zgodne z prawem i nie jest karą za udział w proteście.

Raciborski brał udział w blokadzie węzła ekspedycyjno- rozdzielczego przy ul. Avicenny we Wrocławiu, podczas strajku pocztowców na początku czerwca. W piątek otrzymał pismo o zwolnieniu w trybie natychmiastowym.

- Zgodnie z uzasadnieniem, jakie otrzymałem, zwolniono mnie z powodu naruszenia obowiązków pracowniczych, polegającego na braniu udziału w blokowaniu dostępu do pracy, co skutkowało m.in. stratami finansowymi firmy. Jestem pewien, że strajk był dobrym pretekstem do zwolnienia mnie, bo wielokrotnie krytykowałem tę firmę i występowałem w obronie pracowników - powiedział PAP Raciborski.

Reklama

Związkowiec nie zgadza się z zarzutami firmy i podkreśla, że zwolniony został tylko on, a przecież sam nie byłby w stanie nic blokować i powodować strat firmy. - W Poczcie Polskiej pracuję od 1992 r. Jestem członkiem związków zawodowych i rady pracowniczej, jestem więc podwójnie chroniony, a mimo to zostałem tak zwolniony. Mam zamiar oddać sprawę do sądu - dodał Raciborski.

Jednak zdaniem Poczty Polskiej strajk był nielegalny, a zwolnienie odbyło się zgodnie z prawem. - Powodem zwolnienia nie był sam udział w strajku, ale naruszenie prawa podczas trwania strajku - powiedział PAP w piątek rzecznik prasowy Poczty Polskiej Zbigniew Baranowski.

Dodał, że do czasu ewentualnego rozstrzygnięcia sprawy przed sądem nie może szczegółowo jej komentować, czyli nie może powiedzieć m.in. o jakie naruszenie prawa chodzi.

- Zgodnie z porozumieniem podpisanym przez związkowców i dyrekcję Poczty, osoby które nie dopuściły się łamania prawa w czasie strajku, nie poniosą konsekwencji. Jedyny skutek będzie finansowy, ponieważ zgodnie z prawem nie otrzymają wynagrodzenia za ten czas - mówił Baranowski.

Dodał, że przypadek Raciborskiego jest jedynym takim przypadkiem w kraju.

Tymczasem przewodniczący Organizacji Międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" Pracowników Poczty Polskiej Bogumił Nowicki twierdzi, że zwolnienie Raciborskiego jest bezprawne. - Nie wyraziliśmy na to zgody. To co się dzieje, to przykład sytuacji jak na Białorusi. Nad "Solidarnością" pocztową odbył się jakiś sąd kapturowy - mówił Nowicki.

Na razie "Solidarność" nie przewiduje żadnych działań w obronie Raciborskiego. - Nie mamy się już do kogo zwracać, chyba tylko do Boga, bo nikt nie jest zainteresowany naszą sytuacją. Możemy tylko czekać na rozstrzygnięcie sądu i mam nadzieję, że dojdzie do niego szybko - dodał Nowicki.

Strajk w Poczcie, proklamowany przez "Solidarność", trwał od 3 czerwca i został zawieszony po ponad tygodniu. "S" wraz z kilkoma innymi związkami nie przystąpiła w końcu maja do porozumienia ok. 30 związków zawodowych z kierownictwem Poczty Polskiej. Przewiduje ono podwyżki w wysokości średnio 400 zł brutto na jeden etat od 1 sierpnia plus 400 zł w bonach (niezależnie od już wypłacanej podwyżki w wysokości 137,50 na etat). "S" domaga się podwyżki o 537,50 na etat od 1 stycznia 2008 roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »