Reklama

Debata PiS - eksperci: System podatkowy do zmiany

Polski system podatkowy wymaga zmian - uznali eksperci, którzy uczestniczyli w poniedziałek w debacie nt. programu gospodarczego PiS. Zgodzili się, że gospodarka rozwija się zbyt wolno. Byli podzieleni, jeśli chodzi o pomysły PiS; część z nich skrytykowali.

W trzyipółgodzinnej debacie w siedzibie Polskiej Akademii Nauk wzięło udział 25 ekspertów. Zaproszenia zostały wysłane do ponad 40 ekonomistów.

Debatę rozpoczęło i zakończyło krótkie wystąpienie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Dyskusja była podzielona na zagadnienia: ogólna diagnoza sytuacji ekonomicznej, propozycje PiS ws. systemu podatkowego oraz rozwiązania dotyczące rynku pracy i polityki prorodzinnej.

Prezes PiS zapowiedział, że opinie ekonomistów zostaną wysłuchane "z pełną pokorą" i uwzględnione, na ile to możliwe, w działaniu PiS. Zaprosił też naukowców do dalszych debat na tematy gospodarcze, organizowanych przez jego partię.

Reklama

Kaczyński był zadowolony z dyskusji. "Chciałbym, żeby tak w Polsce rozmawiano w wielu innych miejscach, żeby ta fatalna wojna rozpoczęta siedem lat temu i ciągle trwająca, mająca w końcu i bardzo tragiczne skutki, została w końcu zakończona" - powiedział podsumowując debatę.

Najwięcej czasu ekonomiści poświęcili ogólnej diagnozie sytuacji gospodarczej, najbardziej ożywiona dyskusja wywiązała się jednak w trakcie omawiania propozycji podatkowych PiS.

Za podjęciem prac nad zupełnie nowymi ustawami podatkowymi podczas debaty opowiedział się ekonomista Marek Zuber. W obecnych, jego zdaniem, trudno połapać się nawet ekspertom. Skrytykował jednak propozycje PiS wprowadzenia podatku bankowego i podatku od sieci handlowych. Według niego takie podatki zostaną w całości lub prawie w całości przerzucone na klientów.

Z argumentacją Zubera nie zgodził się prof. dr hab. Andrzej Kaźmierczak z Rady Polityki Pieniężnej. Zaznaczył, że jeśli propozycja PiS dot. wprowadzenia podatków bankowego i od sprzedaży detalicznej miałaby zmniejszyć deficyt budżetowy, to należy te podatki wprowadzić.

Prof. Witold Modzelewski podkreślił, że Polsce potrzebne jest uchwalenie nowej ustawy o podatkach dochodowych, tak żeby nie funkcjonowała ona w "interesie prywatnym". - To zagwarantuje wyższe wpływy do budżetu - ocenił. - Obecne ustawy się zestarzały, są do niczego. Nie brońmy ich. Zróbmy to od początku. Trzeba zacząć od nowej ustawy - tłumaczył i apelował do polityków o porozumienie ws. nowego prawa podatkowego.

Jak mówił Modzelewski, z roku na rok do budżetu państwa i budżetów samorządów wpływa coraz mniej środków z tytułu podatków dochodowych. O to, by przy wszelkich propozycjach reformowania podatków brać pod uwagę kwestię finansów samorządów, zaapelował doradca prezesa NBP Marka Belki Jerzy Kropiwnicki. Zasugerował też, by do rozmowy o stanie Polski i potencjalnych zagrożeniach włączyć rozważanie dotyczące struktury własności polskich banków.

Zdaniem społecznego doradcy prezydenta, prof. Jerzego Osiatyńskiego, w systemie podatkowym sprawą krytyczną są definicje kosztów i przychodów. Osiatyński ocenił, że w propozycjach PiS nie ma żadnej, nawet drobnej rewolucji w tej kwestii. - W tych propozycjach, o ile je znam, nie widzę zasadniczych różnic w definicjach przychodów i kosztów - mówił.

Z kolei ekonomista Ryszard Bugaj wskazał, że polski system podatkowy bezprecedensowo nisko obciąża wysokie dochody i nie ma drugiego kraju w Europie Zachodniej, który opodatkowywałby je tak nisko. Jego zdaniem, należałoby to zmienić.

Prof. Stanisław Gomułka wskazywał, że zgodnie z wyliczeniami PiS zgłoszone przez tę partię propozycje generują "stosunkowo niewielki" wzrost przychodów, rzędu 11 mld zł. Postulował więc wskazanie, ile da "zasadnicza zmiana" w systemie, o której mówi PiS. Wiceprezes PiS Beata Szydło odparła, że wzrost przychodów rzędu 11 mld zł powinien nastąpić tylko w pierwszym roku działania nowego systemu podatków CIT i VAT oraz po wprowadzeniu takich zmian jak podatek bankowy i od hipermarketów. Zakładamy, że w kolejnych latach część dochodowa będzie sukcesywnie się powiększała - tłumaczyła Szydło.

Z kolei prezydent Centrum im. Adama Smitha, Robert Gwiazdowski przez półtorej minuty odczytywał dwa skomplikowane artykuły z projektów podatkowych proponowanych przez PiS, przepisów przejściowych. Ekspert na koniec zapytał Kaczyńskiego, czy cokolwiek z tego zrozumiał i dlaczego chce, żeby jego wyborcy musieli to zrozumieć.

Przepisy przejściowe są najbardziej skomplikowane i to jest siła wyższa - odparł Kaczyński dodając, że w wypowiedzi Gwiazdowskiego odnajduje pewien "element demagogii". - Nie jesteśmy w stanie doprowadzić do tego, by wszystkie przepisy prawne, w szczególności przejściowe, w tak skomplikowanej materii jak podatki były proste. Tak niestety uczynić się nie da - mówił szef PiS.

Na nieefektywność prawa zwracali uwagę prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego prof. Elżbieta Mączyńska i dr Łukasz Hardt. Hardt zwrócił też uwagę, że w propozycjach PiS brakuje "koncepcji reanimacji budżetu zadaniowego".

Eksperci mówili o trudnej sytuacji na rynku pracy. - Jest dramatyczna - ocenił prof. Jan Wojtyła. Opowiedział się m.in. za preferencjami dla małych i średnich pracodawców (co postuluje PiS), a także za preferencjami dla przedsiębiorców zatrudniających na zasadzie umów o pracę.

Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha, podobnie jak pozostali reprezentanci Centrum wskazywał, że główną przyczyną wzrostu bezrobocia w Polsce jest wzrost opodatkowania pracy. - Nie ma obecnie światowego kryzysu gospodarczego, lecz kryzys europejskiego modelu socjalnego, którego nie da się już obronić - ocenił.

Wiceminister finansów w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza dr Cezary Mech podniósł z kolei kwestię niskiego przyrostu naturalnego w Polsce. Jak powiedział, Polska jako kraj "zwija się" i wobec tego trudno oczekiwać dobrych wyników gospodarczych.

Także b. szef Komisji Nadzoru Finansowego Stanisław Kluza uznał, że demografia w długim horyzoncie czasu jest główną barierą rozwojową Polski. Jego zdaniem dochodzi do dyskryminacji podatkowej osób wychowujących dzieci, decydujących się świadomie na utrzymywanie rodziny.

Prof. Gomułka zaznaczył, że problemem jest umiarkowane tempo wzrostu gospodarczego oraz duży dług publiczny i prywatny. Podkreślił, że Polska zrobiła duży postęp w zmniejszaniu dystansu cywilizacyjnego w stosunku do Europy Zachodniej, mając o 2 proc. wyższe tempo wzrostu gospodarczego niż Zachód. Według ekonomisty w ciągu dwóch lat bezrobocie wzrośnie o 3 procent, dług publiczny będzie nadal wysoki i rosnący, a deficyt budżetowy wzrośnie powyżej 3 proc.

W ocenie profesora, obecny rząd idzie w dobrym kierunku, zmniejszając deficyt budżetowy. Wątpliwości Gomułki budzą jednak metody, jakimi jest on zmniejszany - m.in. ograniczenie inwestycji publicznych.

Prof. Bugaj mówił o wyzwaniu, przed którym - jego zdaniem - stoi Polska. - Dzisiaj stoimy przed innym problemem - że ktoś będzie musiał tracić. To jest wielkie wyzwanie dla klasy politycznej, jak dokonać tej redystrybucji - powiedział Bugaj.

Jak podkreślił, przez ostatnie dwadzieścia kilka lat w Polsce nie powstało ani jedno przedsiębiorstwo, które ma pozycję globalną w światowej gospodarce. - Polska jest coraz bardziej peryferią gospodarki niemieckiej ze wszystkimi tego konsekwencjami, przy spadającej konkurencyjności związanej z płacami, kosztami energii etc. - ocenił.

Członek Rady Polityki Pieniężnej prof. Adam Glapiński zwracał uwagę na wsparcie finansowe z UE. - Gdyby nie uwzględnić tej pomocy, to sytuacja gospodarcza Polski wyglądałaby o wiele gorzej - przekonywał. Jego zdaniem, polska gospodarka nie rozwija się "w tych sektorach, które mają przyszłość, tylko w tych, które nas na stałe umieszczają w przedziale peryferyjnym".

Podsumowując dyskusję Kaczyński ocenił, że debata pokazała, iż można rozmawiać w Polsce o życiu publicznym, mimo niekiedy dość dużych różnic w poglądach i postawach politycznych oraz życiowych.

Jak stwierdził, w trakcie wyciągania wniosków z dyskusji jego partia musi odpowiedzieć na pytanie "gdzie jest główny rezerwuar, do którego trzeba by się odwołać, gdyby trzeba było dochody państwa zwiększyć, albo też gdyby dotychczasowe dochody się zmniejszyły". Ocenił, że taką rezerwą jest "jakieś 10, może 15 proc. polskiego społeczeństwa, które ma duże dochody i wysoką konsumpcję". - Nie jesteśmy formacją, która zamierza sięgać do płytkich kieszeni - podkreślił.

Przedstawiciele partii politycznych w większości chwalą sam pomysł debaty, ale mają zastrzeżenia dot. jego realizacji.

- To spektakl polityczny; autorzy projektów gospodarczych PiS powinni powiedzieć skąd wziąć pieniądze na realizację swoich pomysłów - ocenił poseł PO Andrzej Halicki. - Ta formuła, że kilkadziesiąt osób w kilka godzin ma omówić tak wielkie wyzwanie, nie jest jednak najszczęśliwsza - uważa poseł PSL Janusz Piechociński. - Zabrakło otwartości na propozycje ekspertów - to zdanie rzecznika SLD Dariusza Jońskiego.

Politolodzy debatę ocenili jako próbę zbudowania wizerunku partii, która zna się na gospodarce i potrafi przedstawić skuteczne metody walki z kryzysem.

- PiS chce odebrać Platformie swoisty monopol na odpowiedzialność za państwo, na umiejętność radzenia sobie w czasach kryzysu. Takie działanie może być dużo groźniejsze dla Donalda Tuska niż kolejna złośliwa wypowiedź któregoś z posłów PiS - ocenił dr Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego. Według politologa debata była sukcesem PiS.

Sceptyczny jest Dr Wojciech Jabłoński z Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. - Pomysły gospodarcze, pseudogospodarcze Jarosława Kaczyńskiego są grubo spóźnione. Ta działka jest już zagospodarowana przez Platformę - ocenił.

Biznes INTERIA.PL na Facebooku. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »