Dziennik komentuje w ten sposób spotkanie przywódców Chin, Indii i Rosji - Xi Jinpinga, Narendry Modiego i Władimira Putina na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW). Podkreśla, że jest ono okazją do zademonstrowania "frontu antyzachodniego".
Spotkanie azjatyckich przywódców. "Nie wierzą w narrację Rosji"
"Przywódcy z Azji niekoniecznie uwierzyli całkowicie w narrację rosyjską. Z wyjątkiem północnokoreańskiego dyktatora (Kim Dzong Una) żaden - jak dotąd - nie uznał formalnie aneksji Krymu. Uważają jednak, że Zachód nie ma absolutnie żadnego prawa do pouczania Rosji. (...) W oczach azjatyckich przywódców Putin nie musiał napadać na ukraińskiego sąsiada, by próbować odzyskać swoją strefę wpływów, ale czerpał inspirację jedynie ze złych przykładów, które Zachód dał w Kosowie (1999), Iraku (2003) i Libii (2011)" - konstatuje "Le Figaro".
Dziennik ocenia, że decyzja USA, by nałożyć 50-procentowe cła na eksport z Indii nie zmieniła "ani na jotę" stanowiska indyjskiego premiera Narendry Modi wobec Moskwy. Dla Modiego - według "Le Figaro" - wykluczone jest ustąpienie w tej kwestii pod wpływem presji zachodniej i oddalenie się pod względem handlowym od Rosji.
Jednak w Tiencinie indyjski przywódca "poszedł jeszcze dalej - zbliżył się do Xi Jinpinga i przyjechał do Chin, gdzie nie postawił stopy od 2020 roku, gdy doszło do krwawych zamieszek w Himalajach między indyjską i chińską strażą graniczną" - podkreśla dziennik. Gdyby prezydent USA Donald Trump "chciał rzucić swego przyjaciela Modiego w ramiona swego rywala Xi, to nie mógłby postąpić inaczej" - dodaje "Le Figaro".
Wskazówki dla Europy. Jakie działania powinna objąć UE?
"W tym kontekście dyplomatycznym kraje europejskie powinny starannie przeanalizować, jak dalej wybrać dobrą drogę. W szczególności, nie powinny pouczać azjatyckich potęg, bo to grozi tym, że jeszcze bardziej skupią się one w obozie rosyjskim. Przy tym, (Europejczycy) nie mogą sobie pozwolić na to, by dać Rosji wygrać, po tym, gdy zainwestowali tak wiele - gospodarczo i politycznie - w obronę napadniętej Ukrainy" - ocenia dziennik.
Jego zdaniem w strategicznym interesie Rosji jest to, by "zachować znaczącą zdobycz, jaką przyniosła ta wojna, czyli - przekształcenie Morza Bałtyckiego w akwen NATO, co nastąpiło po zwrocie o 180 stopni ze strony Finlandii i Szwecji (które po napaści Rosji na Ukrainę przyłączyły się do Sojuszu)". Należy też - podkreśla "Le Figaro" - uniknąć załamania się militarnego Ukrainy, które tylko "zaostrzyłoby apetyt Rosji".
"Nikt nie może niestety wykluczyć, że Rosja (...) pewnego dnia nie zaatakuje jednego z krajów bałtyckich, które są naszymi sojusznikami zarówno w NATO, jak i w Unii Europejskiej. (...) Powinniśmy dotrzymywać słowa. Byłoby więc użyteczne, "ze względu na wymóg odstraszania, umieścić siły francuskie i brytyjskie w tych krajach" - postuluje "Le Figaro".












