Reklama

Na Polaków trzeba uważać!

Bartłomiej od trzech lat mieszka i pracuje w Holandii. Z naszymi czytelnikami dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat rodaków i holenderskiego rynku pracy.

- Do Holandii przyjechałeś trzy lata temu. Przez ten czas pracowałeś tylko w szklarni?

- Od samego początku pracowałem na sortowni kwiatów przy jednej z tutejszych szklarni. Do moich obowiązków należało układanie na taśmie ściętych roślin lub włączanie urządzeń służących do ich nawadniania. Praca była na jedną zmianę, a godzinowo to różnie. Niby miało być 8, ale jeśli nie było kwiatów, to kończyło się wcześniej. Ale np. po weekendzie, kiedy było ich dużo, pracowało się nawet po 12 godzin.

- Jeśli ktoś chciałby przyjechać teraz do Holandii, co byś mu doradził?

Reklama

- Sam straciłem pracę i szukam teraz coś nowego. Ciężko cokolwiek znaleźć. Dlatego, jeśli nie masz nic nagranego, lepiej nie przyjeżdżaj. Natomiast jeśli ktoś tu wcześniej pracował legalnie, może zarejestrować się w lokalnym urzędzie pracy. Instytucja ta poza szukaniem pracy przyznaje zasiłki. Warto też wystąpić o tzw. "dodatek uzupełniający". Można go dostać, kiedy dochody mamy niższe niż wynosi minimalna holenderska wyplata.

- Szukając nowej pracy zapewne zacząłeś od telefonów do znajomych. Co można zrobić jeszcze?

- Obecnie odwiedzam agencje pracy lub bezpośrednio potencjalnych pracodawców. Sprawdzam też portale internetowe. Trzeba uważać na osoby, które sprzedają pracę. Proceder polega na tym, że po wpłaceniu pieniędzy i pierwszym dniu okazuje się, że dłużej zatrudnienia nie ma. Jeżeli zaczynamy pracę załatwioną przez biuro, to jasno podane są nasze prawa i obowiązki. W innych przypadkach pracodawcy mogą nas zwolnić z dnia na dzień.

- Właśnie. Podobno Holendrzy imają się różnych sztuczek, aby nie zatrudniać na stałe. Na co powinni przygotować się Polacy, którzy tu przyjeżdżają?

- Któregoś dnia szef poinformował mnie, że jestem zwolniony, ale za trzy miesiące znowu mnie przyjmie. Okazało się, że nie da mi kontraktu na czas nieokreślony. A jest on istotny w sytuacji, kiedy coś się stanie. Jeśli np. miałbym wypadek albo gdybym przyniósł L4. Wtedy oni muszą mi płacić, mimo, że nie pracuję. Tak się zabezpieczają przed dodatkowymi kosztami. Drugim powodem, kiedy mogą zwolnić, może być nie wyrabianie z normą przy zbieraniu owoców i warzyw. Czasem wyrzucają, kiedy po prostu nie spodobamy się pracodawcy.

- To raczej nieuczciwe działanie. Czy tak popularne w Holandii zatrudnienie przez agencję chroni przed podobnymi praktykami?

- Jeśli do pracy kieruje agencja, ma za zadanie znaleźć nowe zatrudnienie lub płacić za okres przestoju. Ewentualnie może wysłać "podopiecznego" na 26 tygodniowy urlop. Natomiast w praktyce właśnie agencje bardzo często sugerują Polakom powroty do kraju. Oni zaś wracają, bo nie wiedzą, co mogą zrobić. Nie znają tutejszego prawa pracy. W mojej miejscowości takie działanie jest normą.

- Praca to jeden problem. A jak wygląda kwestia zakwaterowania i dojazdów. Czy można tu liczyć na pomoc pracodawcy?

- Jeśli pracę oferuje agencja, to zazwyczaj zapewnia też zakwaterowanie, ale nie wiadomo na jakich współlokatorów się trafi. Tygodniowy koszt zakwaterowania w domku to 50 - 90 euro. Kiedy pracodawca tego nie zapewnia, to koszt wynajmu mieszkania zaczyna się od 550 euro za miesiąc. Z kolei pokój można mieć już za 200 - 300 euro. Lecz wolnych mieszkań jest mało i Polakom trudno je wynająć. Dodatkowo na jedzenie trzeba wydać około 150 euro. Biuro zapewnia też transport do pracy. Czasem sam pracodawca daje rower lub samochód, by grupowo dojechać do szklarni. Ewentualnie ktoś z firmy przyjeżdża po ludzi.

- W domkach, jak wspomniałeś, nie wiadomo na kogo się trafi. Na co należy uważać jeśli mieszka się z Polakami?

- Pod jednym dachem dochodzi do różnych ekscesów. Te codzienne to kradzieże i celowe robienie sobie na złość. Normą są bijatyki lub używanie bez pytania nie swoich rzeczy. Były przypadki podawania pigułek gwałtu. Polacy nie potrafią stanąć w obronie własnego ziomka. Natomiast w związkach na odległość bardzo często dochodzi do zdrad. Zarówno przez partnerów, którzy wyjechali, jak i tych, co pozostali w Polsce. Takie są koszty trwającej zbyt długo rozłąki.

- Porozmawiajmy o zarobkach. Jak wiadomo holenderskie minimum wynosi 8,07 euro brutto za godzinę. A jak wygląda z nadgodzinami? Ile faktycznie można zarobić?

- Każdy z pracodawców indywidualnie wycenia nadgodziny. Tam gdzie pracowałem na zmianie od 7 do16 za godzinę płacili 100 proc. stawki, a od 16 - 24 to 125 proc. umówionej kwoty. Z kolei od północy do 7 rano płaca godzinna wzrasta do 150 proc. W soboty i niedziele za nadgodzinę należy się 150 proc., a nawet 200 proc. normalnej stawki. Jednak, gdy pracodawcy współpracują z agencjami, to zwykle nie ma osobno rozliczanych nadgodzin, a wysokość wypłaty jest z góry ustalona za cały tydzień. Natomiast tygodniówki wynoszą na ogół 280 - 300 euro, choć i zdarzają się wypłaty nawet do 450 euro, ale to w zależności od rodzaju wykonywanej pracy..

- A więc czyja praca jest najlepiej opłacana?

- Najlepsze zarobki mają specjaliści: pracownicy budów, elektrycy i spawacze. Osoby sprzątające mogą otrzymać netto od 8 do10 euro za godzinę, nie więcej.

- Jesteś tu już trzy lata. Czy w ogóle planujesz powrót do kraju? Co byś w Polsce robił?

- Nie wiem czy wrócę. Zobaczymy, co los pokaże. Na razie intensywnie szukam zajęcia w Holandii.

rozmawiała: Alicja Badetko

Polecamy: Praca Katowice, Praca Białystok, Praca Gdynia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »