Reklama

Rynek pracy może wpaść w technologiczną pułapkę

Zmianami technologicznymi trzeba mądrze zarządzać, by nie uczynić wielkiej szkody gospodarce oraz by nie wywołać wielkich problemów społeczno-politycznych - radzi prof. Carl Benedikt Frey z Oxford University w książce "The Technology Trap".

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Latarnik uliczny - czy ktoś pamięta dziś o takim zawodzie? Można podejrzewać, że niemal nikt. A najmłodsi wiekiem czytelnicy Obserwatora Finansowego zapewne nawet nie mogą sobie wyobrazić, że jeszcze nieco ponad 100 lat temu w każdym dużym mieście istniał cały zastęp latarników, zapalających o zmierzchu i gaszących o świcie gazowe lampy uliczne.

Gdy na początku XX w. metropolie zaczęły montować elektryczne oświetlenie na największych arteriach, latarnicy w proteście niszczyli lampy, tłukli żarówki. Tak było w Nowym Jorku czy też w belgijskim Verviers.

Te paniczne ruchy, to miotanie się w bezradności i bezsilności oraz stosowanie przemocy jednak na nic się zdało. Latarnicy, jako grupa zawodowa, stali się ofiarami technologicznego postępu, który całemu społeczeństwu wyszedł na zdrowie. Koszt oświetlenia ulic w ciągu kilku lat znacząco spadł. A latarnicy - w Nowym Jorku było ich 600, każdy zapalał co noc około 50 lamp - musieli znaleźć nowe, bardziej pożyteczne zajęcie.

Przypomina o tym szwedzko-niemiecki prof. Carl Benedikt Frey z Oxford University w książce "The Technology Trap: Capital, Labor, and Power in the Age of Automation" (Princeton University Press, 2019). Tytuł jego publikacji jest jednocześnie jej streszczeniem. Naukowiec zastanawia się w niej bowiem nad tym, jak błyskawiczny postęp technologiczny i postępująca automatyzacja zmieniają kapitał, pracę i władzę.

Rewolucja informatyczna a "moment Engelsa"

Frey na kartach swojej książki pokazuje, że rewolucja przemysłowa otworzyła bramy do wielkiego społecznego bogactwa i w długim terminie przysłużyła się wszystkim. Jednak po drodze zlikwidowała całe grupy zawodowe. W pewnych okresach przyczyniła się także do stagnacji wynagrodzeń. Generalnie jest również odpowiedzialna za powiększanie się nierówności społecznych, bo pozwala wybranym - najczęściej bardzo kreatywnym jej beneficjentom - zarabiać krocie.

Zdaniem Freya, obecnie mamy podobną sytuację. Żyjemy w dobie rewolucji informatycznej, która co miesiąc, co rok wymiata z rynku pracy całe grupy zawodowe, jednocześnie przyczyniając się do poprawy jakości życia całego społeczeństwa. Jedną z tych technologii, która ma największy potencjał negatywny - do niszczenia miejsc pracy - oraz pozytywny - do kreacji nowej wartości dla cywilizacji ludzkiej na wielką skalę - jest sztuczna inteligencja (AI).

Jednak rozpoczynającą się rewolucją AI trzeba mądrze zarządzać, gdyż w innym przypadku dojdzie do powtórki z luddystów - uczestnicy tego ruchu społecznego z początku XIX wieku niszczyli maszyny (najczęściej przeprowadzali nocne napady na tkalnie, w celu niszczenia krosien).

"W wielu krajach Zachodu widać presję technologiczną na miejsca pracy i wynagrodzenia klasy średniej. Jeśli będzie tak w długim terminie, to pozytywne podejście do zmiany technologicznej może się zmienić na mocno negatywne" - uważa prof. Frey.

Wskazuje, że od 1979 r. przeciętne wynagrodzenie amerykańskiego mężczyzny ze średnim lub zawodowym wykształceniem stale maleje, a jedną z głównych przyczyn jest robotyzacja przemysłu. I przywołuje wyniki badania instytutu Pew z 2007 r., w którym aż 58 proc. ankietowanych stwierdziło, że powinny być państwowe odgórne ograniczenia prawne w zakresie automatyzacji miejsc pracy, nawet jeśli ta automatyzacja służy biznesowi.

Obawia się on, że przy złym zarządzaniu zmianami technologicznymi znów poklask zdobędą tacy, jak Fryderyk Engels, który swego czasu pisał o przemysłowcach bogacących się kosztem ludu pracującego. I nie da się ukryć, że coś było na rzeczy, bo - jak przypomina prof. Frey - w latach 1780 - 1840 produktywność pracowników w Anglii poszła w górę o 46 proc., a ich płace ledwie o 12 proc. Pracownicy nie odczuli pozytywnych efektów zmian - ten okres w historii gospodarczej naukowcy nazwali "momentem Engelsa".

W "The Technology Trap" prof. Frey prezentuje swoją listę zawodów, które są najbardziej i najmniej zagrożone "wyginięciem" z uwagi na postępującą automatyzację. Wśród tych pierwszych są: sprzedawca, rolnik, pracownik linii montażowej w fabryce, kierowca. Wśród tych drugich: naukowiec, inżynier, pracownik służby zdrowia, artysta, sportowiec. Traktorem sztuczna inteligencja sterować może, nie zastąpi jednak piłkarza na zielonym boisku.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Jak uniknąć ruchów antytechnologicznych

Z drugiej strony, jak przypomina prof. Frey, wysiłki władzy próbujące zatrzymać postęp technologiczny - na przykład ze strachu przed wzrostem bezrobocia - zazwyczaj na nic się zdają, oczywiście mowa o długim terminie.

Przykład? Cesarz Wespazjan, który władał Rzymem w latach 69 - 79 n.e., zakazywał używania maszyn do transportu kolumn na rzymskie wzgórza, właśnie z uwagi na obawy pogorszenia się nastrojów społecznych. W krótkim czasie jego zakaz zadziałał, ale jak pokazuje historia, z perspektywy kolejnych lat, a nawet nie dekad, wygląda śmiesznie.

Zdaniem prof. Freya, najlepszą drogą jest ta obrana przez rząd brytyjski w XIX w. Nie stanął on po stronie luddystów, lecz po stronie przemysłowców.

Wiedział, że rewolucji przemysłowej nie da się powstrzymać, można nią tylko w mądry sposób zarządzać. To dlatego Wielka Brytania była pierwszym krajem, który uprzemysłowił się na wielką skalę. Już w 1769 r. na Wyspach wprowadzono karę śmierci za zniszczenie cudzej maszyny mechanicznej, podczas gdy w Chinach - które przez wiele dekad były swego rodzaju rajem dla luddystów - nie zdecydowano się na taki krok.

Prof. Frey ostrzega, że luddyści w przeważającej mierze nie mieli praw politycznych. Dziś, w czasach demokracji, ewentualny społeczny masowy opór przeciwko automatyzacji może stać się wielkim problemem politycznym. Aby go uniknąć, rządy już dziś powinny uruchomić programy społeczne przygotowujące pracowników z wrażliwych na rewolucję technologiczną zawodów czy sektorów na nadejście nieuniknionego.

Mowa oczywiście o utracie pracy i konieczności zajęcia się w sferze zawodowej czymś zupełnie innym. "Koszt społeczny rewolucji w zakresie automatyzacji będzie obejmował reformy systemu edukacji, bony na przeprowadzkę za pracą, zmiany w prawie pracy czy prawie gospodarczym, ulgi podatkowe dla najmniej zamożnych gospodarstw domowych, zasiłki dla gospodarstw pozostających przez długi czas bez stałego dochodu, bony na pokrycie składek polis ubezpieczeniowych chroniących przed skutkami utraty pracy z powodu postępującej automatyzacji" - wylicza prof. Frey.

Oczywiście, tak "na upartego" można by zarzucić Frey’owi, że zbyt negatywnie podchodzi do sytuacji, w której poszczególne jednostki pozostają bez pracy. Według niego taka sytuacja jest szkodliwa, zarówno z indywidualnego, jak i społecznego punktu widzenia.

Problem w tym, że wiele badań pokazuje, że zła (np. szkodząca zdrowiu lub psychice) praca jest gorsza niż brak jakiejkolwiek pracy. To są już jednak uwagi dotyczące nie samej publikacji, a raczej poglądów naukowca z Oxfordu, z którymi niekoniecznie trzeba się zgadzać. Można też żałować, że książka jest mocno "anglosasocentryczna" - skupia się na pokazaniu problemu przez pryzmat głównie Anglii i USA (automatyzacja manchesterskich szwalni, fabryk Forda itd.). Z drugiej strony, struktura książki i klarowność przekazu oraz bogactwo bibliograficzne - to jest to, co zachwyca.

Prof. Frey - kierujący obecnie programem badawczo-edukacyjnym Future of Work (Przyszłość Pracy) na Oxford Martin School - napisał świetną książkę, będącą dziełem historycznym, ale też swego rodzaju manifestem napisanym przez zatroskanego o społeczny pokój naukowca, który chciałby, aby rozpoczęta wraz z pojawieniem się komputerów i internetu kolejna odsłona rewolucji technologicznej przebiegła łagodnie i w pożądanym dla wspólnego społecznego dobra kierunku. Nic dziwnego, że Project Syndicate uznał "The Technology Trap" za najlepszą lekturę 2019 r.

Dla uzupełnienia można jeszcze sięgnąć po artykuł naukowy prof. Freya (napisany wraz z Michael’em A. Osborne’m) pt. "The Future of Employment" (2013 r.), o którym swego czasu było bardzo głośno.

Piotr Rosik

Dziennikarz analizujący rynki finansowe, zwłaszcza rynek kapitałowy.

Dowiedz się więcej na temat: rynek pracy | automatyzacja pracy | nowe technologie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »