Reklama

Polacy chcą jeździć autami elektrycznymi, ale brakuje tańszych pojazdów i stacji ładowania

Aut elektrycznych przybywa, dlatego zaczyna się walka o najlepsze lokalizacje stacji ładowania. Jednak dopiero obniżenie cen "elektryków" i kosztów ich eksploatacji dzięki transformacji energetycznej pozwoli branży rozwinąć skrzydła - uważa Rahim Blak, prezes Copernic GO.

  • Po Polsce jeżdżą 62 tys. aut elektrycznych (wzrost w 2022 r. o 24 tys. czyli aż o 39 proc.)
  • Do 2025 r. roczna liczba rejestracji może wzrosnąć do 174 tys.
  • Zakup auta z napędem elektrycznym rozważa nawet 42 proc. Polaków
  • W Polsce jest tylko 2,5 tys. ogólnodostępnych stacji ładowania
  • Na jeden ogólnodostępny punkt ładowania przypada aż 11,5 auta (w 2019 r. tylko 6 aut)
  • Do 2025 r. w całej Europie powstać ma 1,5 mln stacji ładowania

Co pierwsze: auta czy stacje ładowania?

- Liczba zarejestrowanych w Polsce samochodów elektrycznych dynamicznie rośnie. Dziś mamy ich 62 tys., z czego 24 tys. przybyło w 2022 r. - jest to zatem wzrost aż o 39 proc. W kolejnych latach liczba nowych rejestracji sięgać może 175 tys. rocznie. Niestety, rozwój infrastruktury nie nadąża za wzrostem liczby "elektryków", w rezultacie czego rośnie dysproporcja między liczbą aut elektrycznych a ładowarek, co sprawia że wiele osób wstrzymuje się z decyzja o zakupie elektrycznego auta z obawy przed kłopotami w codziennej eksploatacji. W tej chwili na jeden ogólnodostępny punkt ładowania przypada aż 11,5 samochodu, a przepaść ta systematycznie się powiększa - jeszcze w 2019 roku było to “zaledwie" 1 do 6. Punkty ładowania budowane są przez prywatne firmy, które oczywiście liczą zwrot, jaki może im przynieść taka inwestycja. Żeby przełamać to błędne koło trzeba budować więcej punktów, z pewnym "zapasem" na przyszłość. Taka inwestycja zajmuje w sumie nawet 2 lata - połowę zabiera uzyskanie decyzji administracyjnych - dlatego jeśli zabierzemy się za to dziś, jest szansa że odpowiednia liczba stacji spotka się w czasie z rosnącą szybko liczbą "elektryków". Kłopotem są sieci energetyczne - na podłączenie stacji trzeba czekać nawet 7-8 miesięcy - przekonuje Rahim Blak.

Reklama

- Żeby rozwinąć sieć stacji ładowania w odpowiedniej skali, potrzebne jest ekonomiczne uzasadnienie czyli odpowiednio duży popyt i to nie w jednym czy dwóch miejscach. Dopiero wtedy firma taka jak moja może na ten popyt odpowiedzieć i zatrudnić np. stu inżynierów czy odpowiednią liczbę ekip montażowych. Aut elektrycznych przybywa, dlatego rynek próbuje odpowiedzieć na popyt na stacje ładowania, zaczyna się walka o najlepsze ich lokalizacje np. ośrodki turystyczne odwiedzane przez osoby zamożne, bo auta elektryczne pozostają drogie. Widać że ich zakup i eksploatacja - przy obecnych cenach energii - nie wynika z chęci oszczędzania, a ze stanu umysłu, pewnej mody i chęci zaangażowania w ochronę klimatu. A zatem dopiero obniżenie cen pojazdów i kosztów ich eksploatacji dzięki transformacji energetycznej pozwoli branży rozwinąć skrzydła - zauważa ekspert.

Stacje ładowania różnią się od stacji paliw

- Sama stacja kosztuje od kilkunastu tysięcy (stacje AC, ładują wolniej) do ponad 100 tys. zł (stacje DC, ładują szybciej). Do tego dochodzi kilkadziesiąt tysięcy na projekt, montaż, obsługę prawną, ekspertyzy itd. - razem daje to 50-250 tys. zł. Stacje ładowania są mniejsze i bardziej rozproszone od stacji paliw, to tak jak OZE i duże elektrownie. Specyfika ładowania auta elektrycznego jest inna niż spalinowego, auto ładuje się w mieście i często w nocy, a zatem stacje potrzebne są w galeriach handlowych, parkingach czy osiedlach, tak by można było ładować auto przy każdej możliwej okazji. Oczywiście pojawią się też zapewne stacje ładowania przy trasach szybkiego ruchu - podkreśla rozmówca Interii Biznes.

- Świat idzie w stronę zeroemisyjności. Niektórzy polemizują, czy samochody elektryczne są w pełni ekologiczne, bo w Polsce prąd wciąż pochodzi głównie ze spalania węgla. Mają trochę racji! Dlatego budujemy farmy fotowoltaiczne i dążymy do tego, by energia na naszych stacjach pochodziła w stu procentach z zielonych źródeł, tym bardziej że nasza firma wywodzi się z farm fotowoltaicznych. Już dziś potrafimy wytworzyć tyle energii ile sprzedajemy w stacjach ładowania - mówi prezes Blak.

Tokenizacja w służbie transformacji energetycznej

- Transformacja energetyczna nie odbędzie się bez prywatnego kapitału, także tego drobnego i rozproszonego - tokenizacja to wolnościowy sposób jego zbierania. Token to cyfrowe aktywo, własność zapisana przy użyciu technologii blockchain, niemożliwa do skopiowania czy i sfałszowania. U nas token farmy pozwala wytwarzać energię, a token stacji - odebrać ją. Każdy kto ma udział w farmie, będzie mógł odebrać energię na stacji ładowania - dodaje.

- Nie znam osób bardziej pracowitych i zaangażowanych niż prywatny biznes - gdyby to tylko od nas zależało liczba stacji ładowania mogłaby szybko wzrosnąć. Ale jest jeszcze otoczenie - prawne i polityczne. Widzimy co dzieje się z OZE - podpięcie każdego z nich do sieci powinno być uproszczone ze względu na zmiany klimatyczne i geopolityczne, ale... tak nie jest. My będziemy - w ramach możliwości - robić swoje by iść ku transformacji jak najszybciej - podsumowuje Blak.

Rozmawiał Wojciech Szeląg

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »