Reklama

Waluty. Czesi stopy podnieśli odważnie i korona ma się lepiej niż złoty

Złoty gorzej niż czeska korona wychodzi z takich opresji jak pandemia czy wojna w Ukrainie. Najnowsze walutowe interwencje NBP i naszego Ministerstwa Finansów nie są zbyt skuteczne. Złotemu może pomóc zaostrzany właśnie kurs w polskiej polityce pieniężnej. Jednak Czesi stopy procentowe podnosili wcześniej i bardziej radykalnie niż my.

Wiele wskazuje na to, że złoty szybko nie wróci do tak fatalnych notowań jak kilka dni temu, gdy za euro i franka szwajcarskiego płacono około 5 złotych. Tak drogo nie było w zasadzie nigdy wcześniej, nie licząc "czarnego czwartku", czyli 15 stycznia 2015 roku, kiedy Szwajcarski Bank Narodowy porzucił politykę obrony minimalnego kursu wymiany franka na euro i wówczas przez chwilę waluta Helwetów szaleńczo wystrzeliła w górę w relacji do złotego.

Jednak kondycja złotego w piątkowy wieczór nadal był bardzo słaba. Za euro płacono 4,77 zł, za dolara 4,35 zł, a za franka 4,69 zł. Piotr Szpunar z Narodowego Banku Polskiego ocenia, że bieżące notowania euro do złotego są na progu średniej opłacalności importu, a kurs dolara jest tak niekorzystny, że nawet przekracza tę granicę.

Reklama

Polska przyfrontowa

Nie ulega wątpliwości, że zbrojny atak Rosji na Ukrainę położył się cieniem na światowych rynkach finansowych i wywołał nową falę niechęci do podejmowania ryzyka. Dotyczy to zwłaszcza obszarów geograficznie sąsiadujących z miejscem konfliktu. Polska dla wielu inwestorów jest teraz krajem przyfrontowym. Kapitały uciekają z naszej części Europy i dlatego nie może dziwić fakt, że poważna deprecjacja stała się udziałem także złotego.

- Inwestorzy w kolejnych miesiącach mogą w wycenie walut regionu uwzględniać większą premię za ryzyko geopolityczne. Innymi słowy, wartość godziwa złotego będzie niższa niż przed rosyjską napaścią i dlatego ewentualny spadek kursu euro do 4,50 zł w tym roku jest bardzo optymistycznym scenariuszem - prognozuje Bartosz Sawicki z Cinkciarz.pl.

Czeska korona, waluta naszych południowych sąsiadów, radzi sobie lepiej niż złoty. Rosyjska inwazja na Ukrainę osłabiła koronę, ale do poziomów, które nie szokują. Waluta Czechów w relacji do euro wróciła do wartości z jesieni zeszłego roku, a w odniesieniu do dolara i franka szwajcarskiego notuje kurs taki jak jesienią 2020 roku.

Faktem jest także stopniowe wzmacnianie się korony do złotego i to już od początku pandemii. Wiosną 2020 roku za złotego płacono ponad 6 koron. Na początku listopada 2021 roku było to 5,55 korony, a teraz kurs wynosi 5,26 korony (8 marca przez chwilę lokował się na poziomie 5,16).

Czeskie tempo

Relatywna siła korony ma swoją przyczynę w ofensywnej polityce Czeskiego Banku Centralnego. Na początku marca Praga podniosła stopę referencyjną z 3,75 do 4,5 proc. Ten ruch spowodował, że skumulowane podwyżki stóp procentowych dokonane od czerwca 2021 roku wynoszą 4,25 punktu procentowego.

To najodważniejsze decyzje monetarne od 1998 roku, gdy podwyżkami stóp zaczęto zwalczać inflację. Jak zauważa Łukasz Wardyn z CMC Markets, czeska polityka pieniężna, śmiało realizowana od wielu miesięcy, przyciągnęła do tego kraju kapitały zagraniczne.

Czechy mają teraz najwyższe stopy procentowe w całej Unii Europejskiej, a prezes tamtejszego banku centralnego Jiri Rusnok oświadczył, że "nie widzi górnego limitu stóp", chociaż większe podwyżki mogą nie być potrzebne, jeśli gospodarka będzie rozwijać się zgodnie z oczekiwaniami. Na razie jednak niezgodnie z oczekiwaniami rozwija się czeska inflacja, która w lutym wzrosła do 11,1 proc.

Banki centralne w Polsce i Rumunii dużo później niż czeski i węgierski zaczęły zaostrzać politykę monetarną. Po ostatniej podwyżce nasza stopa referencyjna wynosi 3,5 proc. Z ostatnich deklaracji prezesa NBP Adama Glapińskiego wynika, że kolejne podwyżki są przesądzone. Tym bardziej, że w tym roku inflacja w Polsce będzie najwyższa od 1998 roku. Co prawda styczniowa dynamika cen była jeszcze jednocyfrowa i wyniosła 9,2 proc., ale NBP przewiduje, że inflacja konsumencka w 2022 roku podniesie się do 10,8 proc., a jej szczyt jest przewidywany na poziomie 12,1 proc. w trzecim kwartale tego roku.

Słabe interwencje walutowe

Widząc tak znaczną przecenę złotego, Narodowy Bank Polski i Ministerstwo Finansów na przełomie lutego i marca kilka razy zdecydowały się na interwencje rynkowe. W tym celu sprzedawały pewne ilości walut obcych za złote. Te działania były skuteczne tylko na krótką metę.

NBP kierował na rynek euro i dolary z rezerw walutowych, przeprowadzając jedną z największych od wielu lat akcji w obronie naszej waluty. Z kolei ministerstwo postanowiło wymieniać na wolnym rynku walutę pozyskiwaną z Unii Europejskiej. Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że w czasie kryzysu strefy euro przez cztery lata nasz rząd wymienił w podobny sposób 40 miliardów euro.

Wielu ekonomistów podkreśla, że interwencje prowadzone przez bank centralny nie są łatwym przedsięwzięciem. Jeśli interweniujący ma zły "timing", to zamiast pomóc złotemu może mu jeszcze bardziej zaszkodzić. - W warunkach wolnego rynku, ktoś może przyjąć wyzwanie i wygrać to starcie. Wtedy złoty zamiast wzmocnić się, osłabnie - komentuje Łukasz Wardyn z CMC Markets.

Pomagajmy Ukrainie - Ty też możesz pomóc!

Historia uczy, że z rynkiem nikt jeszcze nie wygrał, a koronnym przykładem jest tu przypadek Banku Anglii, który w 1992 roku "przegrał" z Georgem Sorosem. Wtedy kurs funta spadł o 25 proc., ale swoją wygraną prywatny inwestor okupił wieloma tygodniami przygotowań.

KPO potrzebny od zaraz

Łukasz Wardyn podkreśla, że w staraniach o poprawienie siły złotego bardzo przydałyby się pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy, w tej chwili wstrzymane Warszawie przez Komisję Europejską. Te środki byłyby dużo lepszym instrumentem niż walutowe interwencje NBP. Już nawet sam sygnał, że KPO został odblokowany, znakomicie przysłużyłby się złotemu.

W 2021 roku z Unii Europejskiej do Polski płynął średnio miliard euro miesięcznie. W tym roku mogłyby to być 2 miliardy, o ile Unia Europejska przekazałaby środki z KPO. Z budżetu polityki spójności na lata 2021-27 nasz kraj ma do dyspozycji około 76 miliardów euro. Z KPO, który ma wspomóc gospodarkę po pandemii, Polska wnioskuje o 23,9 miliarda euro dostępnych w ramach grantów oraz o 11,5 miliarda w postaci pożyczek.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Komisja Europejska 2 marca przyjęła wytyczne w sprawie ogólnego systemu warunkowości, który ma chronić unijny budżet przed naruszeniami zasad państwa prawnego. Tym samym wzmocniona została reguła "pieniądze za praworządność". Właśnie ona sprawia, że kwoty z KPO dedykowane Polsce są zablokowane przez Unię. Sytuację może zmienić jedynie decyzja tworzącej polski rząd Zjednoczonej Prawicy o odwróceniu zmian w krajowych sądach.

Jacek Brzeski

CZK/PLN

0,1974 -0,0005 -0,25% akt.: 30.01.2023, 13:38
  • Kurs kupna 0,1971
  • Kurs sprzedaży 0,1976
  • Max 0,1978
  • Min 0,1975
  • Kurs średni 0,1974
  • Kurs odniesienia 0,1979
Zobacz również: NANOGROUP-PDA USD/GBP SEK/PLN
INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: PLN | zmiana stóp procentowych | inflacja w Polsce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »