Reklama

Waluty Turcji i Rosji. Spadek liry "bez limitu", a rubel pod ochroną Kremla

Turecka lira w maju wyraźnie osłabiła się wobec dolara. Dziś za amerykańską walutę płaci się ponad 16 lir. Analitycy TD Securities prognozują, że kurs jeszcze w tym kwartale może wzrosnąć do 19 lir, a ekonomiści Commerzbanku twierdzą, że potencjalna deprecjacja waluty Turków "nie ma limitu". Inflacja nad Bosforem galopuje - osiągnęła pułap 70 proc., a mimo to turecki bank centralny pozostaje bierny. Tymczasem Rosjanie znaleźli sposób na wzmocnienie rubla.

Waluta Turków rekordowo słaba była 20 grudnia zeszłego roku, kiedy za dolara płacono 18,35 liry. W pierwszych tygodniach tego roku kurs dolara utrzymywał się na względnie stałym poziomie 13-14 lir. Jeszcze na początku maja wynosił 14,8 liry, ale dziś za amerykańską walutę płaci się ponad 16 lir.

Gospodarka według Erdogana

W Turcji realna stopa procentowa wynosi minus 56 proc., bo taka jest różnica między inflacją a główną stopą banku centralnego. Choć w kraju szaleńczo rosną ceny dóbr i usług (z 54,4 proc. w lutym do 70 proc. teraz), to w poprzednich miesiącach przeprowadzono serię zadziwiających obniżek głównej stopy procentowej (z 19 do 14 proc.). Kolejne redukcje stóp były wymuszane przez prezydenta Turcji Recepa Erdogana, którego kurs w polityce gospodarczej nie ma nic wspólnego z kanonami klasycznej ekonomii.

Reklama

W świetle "Erdoganomiki", inflacja wywoływana jest przez wysokie stopy procentowe i dlatego powinny być one obniżane. Prezydent liczy na to, że krajowa gospodarka będzie napędzana przez tani kredyt, inwestycje i eksport. Tymczasem autorzy podręczników ekonomii zalecają, by w okresach szalejącej inflacji przeprowadzać podwyżki stóp procentowych. W ten sposób można wyhamować ekspansję kredytu, zachęcić ludzi do oszczędzania i w konsekwencji ograniczyć tempo spadku siły nabywczej pieniądza.

Trafna prognoza

W tych dniach potwierdza się prognoza ekonomistów z Société Générale sformułowana dwa miesiące temu, że dolar jeszcze w tym kwartale będzie kosztować 16 lir. Przewidywali oni wówczas, że kurs w ostatnim kwartale 2022 roku może wzrosnąć do 19 lir i dodawali, że będzie to tym bardziej prawdopodobne, im bardziej będzie się przedłużać konflikt w Ukrainie.

W tej chwili daleko idących prognoz, co do skali osłabienia liry, jest więcej. Stratedzy z TD Securities spodziewają się, że dolar osiągnie poziom 19 lir jeszcze w tym kwartale. Ich zdaniem, może to sprowokować Bank Centralny Turcji do przeprowadzenia pierwszej od dawna podwyżki stóp procentowych.

Bardzo radykalny scenariusz przedstawiają ekonomiści Commerzbanku. - Jeśli turecki bank centralny wszystko zrobi źle, lira upadnie. Innymi słowy, na pytanie, jak daleko posunie się deprecjacja waluty, odpowiedź jest prosta: nie ma limitu. Nie istnieją "sprawiedliwe" poziomy, na których ten proces może się zakończyć - napisano w raporcie banku.

Analitycy Commerzbanku podkreślają, że choć inflacja konsumencka osiągnęła 70 proc., a wzrost cen u producentów zbliżył się do 122 proc., nie widać reakcji ze strony Banku Centralnego Turcji. W rezultacie oczekiwania inflacyjne szybko rosną. Nie ma żadnej "kotwicy", która mogłaby przekonać rynki, że dynamika cen w Turcji w średnim okresie wróci do poziomu docelowego.

USD/TRY

16,6622 0,1082 0,65% akt.: 28.06.2022, 14:40
  • Kurs kupna 16,6592
  • Kurs sprzedaży 16,6652
  • Max 16,6744
  • Min 16,5090
  • Kurs średni 16,6622
  • Kurs odniesienia 16,5540
Zobacz również: CAD/JPY AUD/NZD AUD/JPY

Grupa Polsat Plus i Fundacja Polsat razem dla dzieci z Ukrainy

Rubel nie daje za wygraną

O ile Turcy nie potrafią (lub nie chcą) bronić liry, to Rosjanie znaleźli sposób na wzmocnienie rubla. W pierwszych dniach ataku na Ukrainę rosyjska waluta "szorowała po dnie". Na początku marca za dolara trzeba było płacić więcej niż 150 rubli, ale w połowie maja cena spadła poniżej 60 rubli. Dziś jest to 66 rubli.

Trzeba tu przypomnieć, że po wybuchu pandemii w 2020 roku za amerykańską walutę płacono więcej niż 80 rubli, a kurs na poziomie 82 rubli był osiągany w latach 2015-16 po rosyjskiej aneksji Krymu i po wynikających z niej sankcjach.

Sekretarz stanu USA Anthony Blinken na początku kwietnia twierdził, że wzmocniony rubel jest nie do utrzymania, bo waluta jest sztucznie wspierana przez kontrolę kapitału - m.in. przez ograniczenia dotyczące wychodzenia cudzoziemców z rosyjskich inwestycji i kupowania walut przez rosyjskich rezydentów. Nie docenił jednak determinacji Kremla.

Surowcowy dyktat Moskwy

Władze Rosji zrobiły wiele, by w sztuczny sposób podnieść wartość rubla. Stopa procentowa została wywindowana do 20 proc., zakazano obywatelom transferów pieniężnych za granicę, a firmy zobowiązano, by 80 proc. swoich przychodów w walutach obcych zamieniały na ruble. Kluczowe posunięcie Moskwy to nakaz skierowany do krajów kupujących rosyjską ropę, by płaciły za surowiec w rublach.

Niektóre państwa (w tym Polska) odrzuciły ten dyktat, jednak w tej chwili wielu importerów przesyła euro lub dolary na specjalne konto do Gazprombanku. Potem dochodzi do przewalutowania tych kwot na ruble na drugim koncie. To właśnie w tym miejscu kreowany jest sztuczny, wielkich rozmiarów rynek, na którym odbywa się faktyczna wymiana.

Wielu analityków uważa jednak, że działania Moskwy mające na celu obronę waluty są manipulacją. Stworzono popyt, który w przeciwnym razie by nie istniał, a kontrola kapitału skutecznie przekształciła rubla w walutę "zarządzaną". Paradoksem dzisiejszej sytuacji jest to, że choć w ostatnim czasie "rubel jest najmocniejszą walutą świata", to niewiele osób spoza Rosji chce go kupować. Robią to tylko ci, którzy muszą, gdyż rubel stracił status waluty wolnego handlu.

Jacek Brzeski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »