W dodatku kierunek jakby się zgadzał, bo miało chodzić między innymi o deregulację. I wówczas chyba też mało kto się spodziewał, co będzie wyczyniane w sprawie ukraińskiej. Wprost przeciwnie, wiązano z tą prezydenturą nadzieje na przełom. Moja znajoma Ukrainka powiedziała wówczas, że cieszy się z wybrania Trumpa na prezydenta, "bo niech się już wreszcie coś zmieni". Nie miała to być jakakolwiek zmiana, lecz ta na lepsze.
Prezydentura Trumpa miała przynieść przełom. "Z Iranem będzie tak samo"
Nic już z tego nie zostało. Lub jest jeszcze gorzej. Bo to jest klops, a raczej kolaps, totalny. A kolejna wojna bliskowschodnia, tym razem z Iranem, przekonuje o tym ostatecznie.
Mój węgierski przyjaciel, Attila Szalay-Berzeviczy, trafnie ocenił wielkie osiągnięcia Amerykanów w naszej rozmowie online: "zajęło im 20 lat i wydali przy tym biliony dolarów, by zastąpić reżim talibów w Afganistanie reżimem talibów". Z Iranem będzie tak samo.
Prymitywna propaganda jest sprzężona z władzą, zatem wywiera skutki zgodne ze swoją linią. To akurat nie jest specyfika Ameryki. Podobne mechanizmy działają wszędzie.
Dają się na to złapać rynki. Trump mówi, że wojna zakończy się "wkrótce". Mówi tak, bo Donald Trump jest chodzącym efektem specjalnym. Jak trzeba to bombastycznym, jak trzeba to obraźliwym, a jak trzeba to poniżającym innych. Jak nie trzeba, to też, bo kto narcyzowi zabroni. Naprawdę jednak zastanawiające jest, że ktoś, o kim wiadomo, że jest zdolny do powiedzenia prawie wszystkiego, w tym rzeczy sprzecznych z tym, co mówił pięć minut wcześniej, jest słuchany. Mówi "wkrótce" i cena ropy spada znacząco poniżej 100 dolarów.
Rynek ropy reaguje na słowa Trumpa. "Co drugi zwykły Polak wie..."
A przecież, dajmy na to, co drugi zwykły Polak, w drodze samodzielnej dedukcji lub, dla pewności, po rozmowie ze szwagrem wie, że wojna z Iranem prędko się nie zakończy. I że najprawdopodobniej rozciągnie się na lata.
Rynki słuchają tej administracji, a ściślej: imperatora. I to niekoniecznie wystawia im niepochlebne świadectwo. Po prostu na czymś trzeba się oprzeć w sytuacji, gdy tak naprawdę nic nie wiadomo. A słuchanie słów imperatora w tych warunkach jest nawet racjonalne, bo z natury tego rodzaju władzy wynika, że kaprys, złość, impuls bywają cenną i wiarygodną wskazówką co do przyszłości. Oczywiście to pogłębia rozchwianie rynków, a więc zmienność wartości aktywów. Najpierw cena, jak na rozkaz - w dół. Po parudziesięciu godzinach szybuje zaś na jeszcze wyższe poziomy niż przed tą chwilową zniżką. Spokojnie na tym tle zachowują się giełdy nowojorskie, bo tam wyceniane są aktywa niezamieszane bezpośrednio w konflikt.
Dzisiaj nie ma wątpliwości, że geopolityka i geoekonomia nie są kontekstem dla życia gospodarczego, lecz jego podstawową zmienną, współdecydującą o wartości aktywów.
Możemy się jednak z tego kolapsu nauczyć więcej.
"Analizy biznesowe nie powinny ignorować zjawisk z obszaru psychologii"
Przewidując trendy w gospodarce mieliśmy skłonność do tego, by zastrzegać, że nie wdajemy się w analizy psychologiczne postaci życia publicznego. Nie jesteśmy psychologami, bo nie chcemy uprawiać taniej pop-psychologii. Jesteśmy ekonomistami, analitykami, doradcami inwestycyjnymi, publicystami, ale psychologami nie chcemy być. Między innymi dlatego, że to nieco zbyt ad personam, może się otrzeć o inwektywę, a nie będziemy w stanie obronić się argumentem profesjonalnym, bo się na tym generalnie nie znamy.
I to jest błąd metodologiczny. Era trumpizmu, występującego, w swych licznych odmianach, także poza Ameryką, może nas nauczyć i tego, że analizy biznesowe nie powinny ignorować zjawisk z obszaru psychologii, zarówno zbiorowej jak i indywidualnej.
Czy prognozowanie jest trudne, zwłaszcza gdy odnosi się do przyszłości? Tak. Ale zarazem nie jest niemożliwe, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę osobowości ważnych osobistości. Ja na przykład, ośmielę się zauważyć, rozumiem coś więcej na temat Billa Gatesa i jego motywacji w sprawie pandemii odkąd "zabłysnął" w aktach Epsteina. Zresztą nie wykluczam, że gdzieś w tym myśleniu popełniam błąd, bo być może paskudne skłonności w jednej dziedzinie nie determinują jakości przywództwa społecznego w innej. Ale o tym właśnie warto byłoby rozmawiać.
I wątek następny w tych krótkich rozważaniach o sztuce przewidywania. Pamiętajmy, że w wojnach nie chodzi o wartości, lecz o pieniądze. Giną ludzie, niszczona jest planeta, znikają dobra kultury, a w tle odbywa się gigantyczne trzepanie kasy. Dobrze ktoś to ujął: wojny jądrowej nie było dotąd tylko i wyłącznie dlatego, że nie można by było na niej zarobić.
I w tym ostatnim wątku to nawet nie bardzo jest o czym rozmawiać, reszta jest milczeniem.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.













