"Taki będzie mechanizm wojny systemowej, jaką toczą Stany Zjednoczone, które, według moim zdaniem trafnej diagnozy, gdzieś przeczytanej, jeszcze nie wiedzą, że już nie są supermocarstwem. Lecz co najwyżej jedną z kilku światowych potęg. Toczą tę systemową wojnę z Chinami, ale jeśli spojrzeć na to, jak to robią, to można powiedzieć bez ryzyka błędu, że toczą ją i będą ją toczyć z całym liczącym się gospodarczo i politycznie światem".
Podzieliłem się tymi czarnymi myślami z Czytelnikami Interii w felietonie napisanym w pierwszych dniach stycznia 2026 roku. Nie była do tego potrzebna jakaś wybitna przenikliwość. Koń, jaki jest, prawie każdy już widzi.
Z tamtych słów przygnębiającego tekstu najcelniejsze wydaje mi się pierwsze zdanie: "To będzie tylko narastać w roku 2026".
"Chodzi o rzucanie Chinom kłód pod nogi"
Uruchomione zostały i wywleczone na światło dzienne w mrok nocy utajone mechanizmy. To jest trochę tak, jak z aferą Epsteina - długo nic, toczy się to w ukryciu, aż w końcu wybucha.
Tu mamy wojnę, która została wszczęta w takim samym stopniu przez USA, co przez Izrael. USA muszą mieć kontrolę nad Bliskim Wschodem, bo chce ją mieć Izrael. Już pojawiają się głosy w establishmencie izraelskim, że w przyszłości na drodze do całkowitej dominacji w regionie stać będzie Turcja. To już głosy pełne szaleństwa. Świat na razie nie zwraca na nie uwagi. Kolejny błąd przeoczenia.
Zamknięta cieśnina Ormuz? Znakomicie, bo to komplikuje sprawy Chinom, a przecież strategom amerykańskim - o ile po drugiej stronie Atlantyku są jeszcze jacyś stratedzy, obawiam się, że wszyscy zamieniają się stopniowo w klakierów pewnego pajaca - chodzi o rzucanie Chinom kłód pod nogi. Tylko że tu wszystko jest chybione.
Chybiona jest kalkulacja, że ta kontrola Bliskiego Wschodu za chwilę będzie faktem. Tak się nigdy nie stanie. Przekonuje o tym historia co najmniej stu dwudziestu ostatnich lat. Amerykańska technologia przegra z historią, nie po raz pierwszy.
Chybiona jest kalkulacja, że Chiny zadławią się w braku energii. W Chinach stratedzy naprawdę istnieją. I przypuszczam, że już od dawna mają co najmniej kilka opcji rezerwowych na wypadek długotrwałego odcięcia dostaw ropy z regionu Zatoki Perskiej. Pewnie najprostszym, a wręcz prostackim rozwiązaniem jest zwiększenie zakupów w Rosji. Której zresztą rosnące ceny surowca bardzo służą. A zatem my, czyli Polska, wyjdziemy na tym wszystkim jak Zabłocki na mydle. I będzie to szczegół z perspektywy globalnej. Ciekawe, czy w Polsce są jacyś politycy-stratedzy, którzy to widzą. Wątpię, bo polityka polska jest slapstickowa. Roi się w niej od karpi, cieszących się z tego, że nadchodzi Wigilia.
"Powstanie nowy globalny układ sił. Dla nas jeszcze bardziej niekorzystny"
A wigilia, taka czy inna, na pewno stanie się faktem. Bo fiasko amerykańskiej "strategii" niestety nie będzie oznaczało tego, że wszystko jakoś się rozejdzie po kościach i uspokoi. Nie, powstanie nowy globalny układ sił, dla nas jeszcze bardziej niekorzystny niż dotąd.
Dlatego dobrze się zastanów, gdzie kupić mieszkanie. I czy wszystkie twoje nieruchomości powinny być w jednym kraju. A także czy jest sens inwestować w instrumenty finansowe, jeśli z powodu życiowych potrzeb nie będziesz mógł trzymać tych inwestycji przez wiele lat. I czy nie lepiej będzie zainwestować sporą część oszczędności we własne zdrowie i długowieczność oraz w doświadczanie życia. A także skupić się nad tym, jak wydawać pieniądze. Co najmniej tak samo intensywnie, jak skupialiśmy się nad tym, jak je zarabiać.
Ten rok, czy ognistego konia, czy walecznego byka, czy sprytnego rysia, powinien być rokiem dobrych decyzji.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.














