Są takie momenty, gdy opada kurtyna, a sznurki i zębatki, które kręcą światem wokół nas widać trochę lepiej. Te momenty zapadają w pamięć. Zaś finalizacja umowy o wolnym handlu pomiędzy UE a krajami Mercosur jest właśnie takim momentem. Może kurtyna oberwała się trochę przypadkowo, a może ci, co dotąd pracowicie dbali o jej zasłanianie, machnęli już ręką na zachowanie pozorów. Tak czy inaczej zobaczyliśmy w tych ostatnich dniach, jak faktycznie działa europejska machina polityczna. Patrzymy sobie na to, jak owe piękne hasła o "demokratyzacji", "praworządności" i "subsydiarności" leżą roztrzaskane w brei styczniowego śniegu. A zza nich wylazła pierwsza i najprawdziwsza zasada integracji europejskiej naszych czasów. Brzmi ona, że jak dużym misiom zależy żeby coś było, to zawsze znajdą się sposoby, by duże misie to dostały. A jeśli trzeba przy tym dopchnąć kolanem, to… trudno, dopchnie się kolanem bez większego poczucia obciachu, żenady i krindżu.
Umowa z Mercosurem. Leszek Miller zabrał głos
Dla wielu odbywająca się na naszych oczach finalizacja umowy Mercosur z pominięciem Parlamentu Europejskiego nie była zaskoczeniem. Ogromna (i stale rosnąca) cześć obywateli państw UE dobrze wie, że Unia tak właśnie działa. A budująca opowieść o demokracji i praworządności to bajeczka dla dzieci żłobkowych i do drukowania w folderach reklamowych. Są jednak i tacy, których obrót spraw wokół umowy z Mercosur jednak trochę zszokował. Do tego nawet stopnia, że postanowili się swoich zniesmaczeniem podzielić.
"Komisja Europejska po raz kolejny pokazuje, że demokrację traktuje jak instrukcję obsługi: zagląda do niej tylko wtedy, gdy naprawdę musi. Gdy zaczyna przeszkadzać - odkłada ją na najwyższą półkę, poza zasięgiem rąk i pytań" - napisał na X były premier Leszek Miller. I dalej:
"W zaciszu brukselskich gabinetów, bez fanfar i bez wstydu, z pakietu dokumentów dotyczących umowy handlowej UE-Mercosur zniknęła deklaracja, że porozumienie nie może wejść w życie bez zgody Parlamentu Europejskiego. Prezydencja cypryjska usunęła ją pod presją KE".
I wreszcie: "To stara sztuczka znana z polityki europejskiej od lat: najpierw fakty dokonane, potem debata. (…) Ironia polega na tym, że ta sama Komisja Europejska, która godzinami poucza państwa członkowskie o praworządności, przejrzystości i roli parlamentów, w praktyce traktuje Parlament Europejski jak zbędny załącznik. Coś, co można odpiąć, gdy zaczyna być niewygodne. Demokracja - tak. Ale bez realnego udziału demokratycznie wybranych przedstawicieli".
Cytuję Leszka Millera obficie, bo raz, że były premier ma po prostu rację. Tak właśnie zadziałała Unia Europejka w temacie umowy Mercosur. Komisja Europejska dobrze wie, że ta umowa przewidująca likwidację większości barier celnych między Europą a Ameryką Łacińską uderzy w interesy wielu grup społecznych w UE - a także w fundamenty bezpieczeństwa żywnościowego Europy. Ale prą do niej (z różnych przyczyn) i Ursula von der Leyen i przemysł niemiecki, francuski i włoski, który szuka rynków zbytu na swoje towary. Nie wahano się więc zrobić z prawa UE kurtyzany, byleby umowę jak najszybciej klepnąć.
"Nawet swoi widzą, że król jest nagi. A właściwie królowa"
Smaczku temu wystąpieniu dodaje jeszcze fakt, że autor tego wpisu, czyli Leszek Miller przez ostatnie 30 lat sam przedstawiał się jako czołowy polski euroentuzjasta. Dumny ojciec polskiej akcesji do UE w roku 2004 i zdeklarowany zwolennik daleko posuniętej integracji europejskiej (na przykład walutowej). I właśnie nawet ten Leszek Miller. Co jest najlepszym dowodem, że opowieść o unijnym potworku, który eliminuje suwerenność, a w jej miejsce nie wstawia wcale eurodemokratyzacji, tylko brutalnie realizowane interesy najsilniejszych, nie jest już od dawna opowieścią wyłącznie prawackich izolacjonistów albo innych sił narodowo-populistycznych. Nawet swoi widzą, że król jest nagi. A właściwie królowa. A to patrzenie, czym stała się pod rządami von der Leyen Unia Europejska to nie jest widok przyjemny.
Bo odebranie Parlamentowi Europejskiemu prawa głosu przez zawarciem umowy z Mercosurem to nie jest przecież nic nowego. Nawet w tej samej sprawie tego układu z Mercosurem Komisja już wcześniej wiele razy łamała, naginała i gwałciła zarówno ducha, jak i literę swojego własnego prawa. Ot choćby narzucając - metodą faktów dokonanych czyli zwyczajną siłą - sposób ratyfikacji tej umowy. Bo przypomnieć się godzi, że początkowo ta wielka umowa handlowa miała być przyjęta tak, jak prawo unijne nakazuje przyjmować najpoważniejsze decyzje o stowarzyszeniu Europy z innymi podmiotami prawa międzynarodowego - bo przecież umowa z Mercosur to JEST umowa o gospodarczym stowarzyszeniu. Takie zaś umowy Unia miała przyjmować jednomyślnie.
"To jest właśnie kierunek, w którym prowadzi nas klika obecnej szefowej KE"
Z takiej interpretacji von der Leyen jednak zrezygnowała. Dlaczego? Bo jednomyślność nie była w oczywisty sposób w interesie tych wszystkich, którzy do zawarcia umowy się palili. A więc - przypomnijmy - eurobiurokracji oraz lobby przemysłowego największych krajów członkowskich. A skoro duże misie chciały umowy, to trzeba było sprawić, żeby żaden wymóg jednomyślności dużym misiom planów nie pokrzyżował. Wtedy zdecydowano, że układ będzie przyjmowany większością kwalifikowaną. Jednak i ten mechanizm - ze względu na potrzebę zgody Parlamentu Europejskiego - został podeptany. Dlaczego? Żeby duże misie miały absolutną pewność, że dostaną to, czego pragną.
A to przecież tylko jeden z przykładów tendencji, która jest dziś w UE realizowana. To jest właśnie kierunek, w którym prowadzi nas klika obecnej szefowej Komisji Europejskiej. A jak jakiś ośrodek władzy w Europie jest temu przeciwny, to się go neutralizuje. Tak, jak w roku 2023 zneutralizowano Polskę jako potencjalny punkt takiego oporu.
Tak rządzona Unia nie ma oczywiście już nic wspólnego z duchem tamtej Unii, do której przystępowaliśmy w roku 2004. I to już jest proszę państwa chyba jasne, jak słońce w bezchmurne południe.
Dla mnie, dla milionów Polaków i Europejczyków. I nawet dla Leszka Millera.
Rafał Woś
Autor prezentuje własne opinie i poglądy
Śródtytuły pochodzą od redakcji















