Reklama

Wojciech Szeląg: Zła inflacja, rząd bardzo dobry

Wiemy już, co zawiera tarcza inflacyjna. Rząd (czasowo) obniży akcyzę na paliwa i zwolni je z podatku od sprzedaży detalicznej. Dobry rząd! Rząd (czasowo) obniży VAT na gaz ziemny. Bardzo dobry rząd! Rząd (czasowo) obniży VAT i zniesie akcyzę na energię elektryczną. O, jaki to bardzo dobry rząd! Tylko czy... rzeczywiście?

Podobno w życiu nie można mieć wszystkiego i trzeba wybierać np. pieniądze albo miłość. Rząd wybierać jednak ani myśli - chce mieć jedno i drugie. Najpierw wyciągnął z naszych kieszeni pieniądze w formie podatku inflacyjnego (celnie pisze o tym w Interii Robert Gwiazdowski, warto zajrzeć), a teraz - za część tych  samych pieniędzy - postanowił kupić sobie wdzięczność i miłość obywateli. Genialne w swej prostocie, prawda?

Jeśli bowiem rząd mówi, że obniży podatki czyli wpływy z ich tytułu do budżetu o 10 mld złotych, reakcją obywateli będzie zapewne zadowolenie, bo zapłacą mniej. W istocie jednak rząd odda nam po prostu część tego, co już zapłaciliśmy. Ale czy naprawdę odda? Rząd ma przecież wydatki, nie ma za to własnych pieniędzy. Musi więc sięgnąć do... tak, do  kieszeni obywatela (tylko innej) albo pożyczyć, ale i za to zapłaci... ten sam obywatel, bo koszt obsługi zadłużenia państwa pokrywają nasze podatki. Dobry więc ten rząd, bardzo dobry czy może... sprytny?

Reklama

   Gdyby chociaż rząd zapowiedział, że jednocześnie zmniejszy swoje wydatki, a jest w czym wybierać, od czołgów Abrams i samolotów Ef-Ileś-Tam po Centralny Port Komunikacyjny i przekop Mierzei Wiślanej! Owszem, usłyszeliśmy z ust premiera rytualne zapowiedzi "oszczędności w administracji i zwiększenia  efektywności wydatków publicznych", co zapewne ma jakiś związek - lub wręcz przeciwnie - z decyzją tego samego szefa rządu o utworzeniu w tych dniach Instytutu Strat Wojennych im. Jana Karskiego. Jego siedziba, etaty, samochody służbowe etc. mają zmusić Niemcy do wypłacenia Polsce 800 mld euro reparacji wojennych. To że podstawy prawne tych roszczeń są... dyskusyjne, nie jest dla Mateusza Morawieckiego najmniejszym problemem.

Trzeba też oddać premierowi że nie dał się ponieść emocjom. Ogłosił że rząd chciał nawet obniżyć stawkę VAT na żywność do poziomu 0 proc., ale nie zgodziła się na to Unia Europejska. Zaraz potem okazało się wprawdzie, że premier żadnego wniosku do Brukseli po prostu nie wysłał, ale to świadczy tylko o jego przezorności, bo co by było gdyby Unia się zgodziła? A nie, wróć, przecież dyrektywa unijna w ogóle wyklucza zerową stawkę VAT na żywność - no i po kłopocie, a to że rząd jest dobry, a Bruksela "be", przypomnieć zawsze warto.

"Miłość ci wszystko wybaczy" - pisał przed laty Julian Tuwim, a śpiewała Hanka Ordonówna. Wszystko? My, którzy żyjemy tu i teraz, przekonamy się czy miłość wyborców wybacza i to, że rząd kupuje od nich uczucia za ich własne pieniądze.

Wojciech Szeląg

Autor felietonu wyraża własne opinie.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »